W sprawach przestępstw seksualnych wobec dzieci problemem w Kościele jest myślenie: „Nie, to niemożliwe, żeby takie rzeczy miały miejsce”, dlatego ważne, by przełożeni przeszkolili się, umieli reagować i zapobiegać zagrożeniom – mówi w rozmowie dla DEON.pl koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy KEP Adam Żak SJ.

„Nie wiem, co się musi wydarzyć, żeby niektórzy przełożeni zrozumieli, że przy tego rodzaju przestępstwach trzeba działać ze znajomością rzeczy, szybko i ze świadomością zagrożeń dla bezpieczeństwa innych osób małoletnich” – dodaje.

Katarzyna Nocuń: Mija 2,5 roku od liturgii pokutnej w Krakowie, podczas której hierarchowie polskiego Kościoła zapewniali, że „maluczcy” – ofiary nadużyć seksualnych w Kościele – zostaną otoczeni opieką. Efekty zapowiadanych wówczas działań są mizerne. Nie ma na przykład punktów kontaktowych, do których mogłyby zgłaszać się ofiary nadużyć lub przestępstw.

Adam Żak SJ: Założyłem, że punkty kontaktowe będą pośredniczyły w kontakcie między osobą zgłaszającą sprawę wykorzystania seksualnego a diecezjami czy prowincjami zakonnymi, do których należy oskarżony o wykorzystanie seksualne osoby małoletniej kapłan. Osoba poszkodowana powinna otrzymać tam informację o procedurze zgłoszenia i o dalszych krokach. Biskupom diecezjalnym, którzy zadecydowali o utworzeniu punktów kontaktowych chodziło i chodzi głównie o pomoc w zgłoszeniu przestępstwa, o ułatwienie tego kroku.

Potem jednak uświadomiłem sobie, że cztery czy pięć punktów kontaktowych w Polsce nie spełnią swojej roli, jeśli w diecezjach i w prowincjach zakonnych nie będzie odpowiednio przygotowanych osób, czyli delegatów, którzy przyjmą zgłoszenie, poinformują biskupa czy wyższego przełożonego zakonnego i ewentualnie będą w stanie poprowadzić wstępne dochodzenie.

Przyjąłem także, że udzielenie pomocy psychologicznej czy prawnej nie może być sprawą punktu kontaktowego, ale odpowiedzialnej diecezji czy mówiąc ogólniej, jednostki kościelnej, do której należy domniemany sprawca. Punkt kontaktowy może upewnić ofiarę, że Wytyczne gwarantują jej prawo do takiej pomocy. Punkty kontaktowe powinny się stać częścią całościowej odpowiedzi Kościoła na te przestępstwa.

W związku z tym odwróciliśmy porządek działania. Zamiast zaczynać od powoływania punktów kontaktowych, zdecydowaliśmy się skoncentrować się na tworzeniu podstawowych struktur w diecezjach i prowincjach zakonnych. Poprosiliśmy, aby biskupi i wyżsi przełożeni wyznaczyli delegatów i duszpasterzy, abyśmy ich mogli przeszkolić w różnych aspektach postępowania w przypadkach wykorzystania seksualnego małoletnich – od aspektów prawnych, psychologicznych po duszpasterskie.

Począwszy od 2015 r. przeszkolonych zostało 130 księży. W 2015 r. , gdy rozpocząłem poszukiwanie i wybór osób do punktów kontaktowych, zachorowałem. Leczenie trwało do końca 2016 r.

Czy jedna osoba to nie za mało do wykonania zadania, na którym – jak wynikało z deklaracji składanych w 2014 r. m.in. przez prymasa abp. Wojciecha Polaka – szczególnie zależy polskiemu episkopatowi? Po 2,5 roku widać, że słowa nie idą w parze z czynami.

Nie wiem do jakich obietnic księdza prymasa z 2014 r. pani się odnosi. Jest duży wysiłek jednostek kościelnych, jeśli chodzi o przygotowania, wydelegowanie osób na szkolenia, przeznaczenie na to środków. Nie przeceniałbym punktów kontaktowych. Sam jestem swoistym punktem kontaktowym dla wielu osób poszkodowanych: ludzie do mnie dzwonią, dopytują, rozmów mam sporo. Punkt kontaktowy nie ma zastępować działań diecezji i prowincji zakonnych.

Naiwnością jest sądzić, że 12-latek molestowany przez księdza, zdobędzie numer telefonu do ojca Żaka.

Naiwnością jest również myśleć, że dziecko trafi do któregoś z czterech czy pięciu punktów kontaktowych. Do mnie lub do punktu kontaktowego może trafić rodzic lub opiekun prawny dziecka. Punkty kontaktowe są pomyślane jako ewentualne ułatwienie dla nich, ale przede wszystkim dla dorosłych ofiar wykorzystania seksualnego w dzieciństwie lub młodości.

Nie ma planów, by informacja o punktach kontaktowych była powszechnie dostępna? By pełniły rolę – powiedzmy – telefonu zaufania?

Oczywiście, że informacja o punktach kontaktowych ma być jak najszerzej rozpropagowana. Jednak telefon zaufania to zupełnie co innego. Obecnie pracujemy nad systemem prewencji skierowanym do instytucji wychowawczych i opiekuńczych prowadzonych przez diecezje i zakony, do parafii. Słowem, do wszystkich miejsc, w których przebywają dzieci i młodzież, do rodziców. Punkty kontaktowe natomiast będą miały na celu ułatwienie zgłoszenia sprawy, by diecezje i zakony mogły się nią zająć od strony pomocy ofiarom i od strony proceduralnej.

Punkty kontaktowe nie będą służyć pomocą psychologiczną?

Nigdy takiego pomysłu nie było. Nie będą to mini ośrodki pomocowe świadczące pomoc psychologiczną, prawną z etatami i dyżurami takich specjalności, chociaż wśród osób, jakie chcemy wybrać mają być pedagodzy czy psycholodzy – głównie świeccy i zakonnice.

Punkty kontaktowe mają służyć ofiarom, głównie dorosłym – umożliwić im zgłaszanie spraw przestępstw seksualnych, których doświadczyły w dzieciństwie. Nie będzie to dziecięcy telefon zaufania – taki prowadzi Rzecznik Praw Dziecka (800121212), czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (116111).

Są to jednak instytucje pozakościelne.

Jeśli chodzi o pomoc dzieciom, nie mamy możliwości stworzenia ogólnopolskiego telefonu zaufania. Za bardzo pilne uważam tworzenie systemu prewencji, który w Polsce obecnie nie istnieje. Dlatego na studiach podyplomowych w Akademii Ignatianum w Krakowie szkolimy fachowców – specjalistów od prewencji, by byli obecni w szkołach katolickich, instytucjach wychowawczych i opiekuńczych, wydziałach katechetycznych diecezji, w katolickich organizacjach młodzieżowych itp.

To osoby, które będą w stanie zorganizować system prewencji i pierwszych kroków pomocowych w instytucjach, w których pracują. Dziecko nie zgłosi problemu do odległego punktu kontaktowego w Lublinie czy Warszawie, musi mieć taką możliwość w swoim najbliższym otoczeniu.

Czy w Konferencji Episkopatu Polski (KEP) jest osoba, która bezpośrednio odpowiada bądź nadzoruje wdrażanie systemu prewencji i pomocy ofiarom nadużyć seksualnych w Kościele?

Nie ma w tej chwili osoby, która odpowiada za ten temat. Natomiast mam stały i bliski kontakt z biskupami jako konsultor Komisji ds. Duchowieństwa w KEP.

Wsparcie ze strony KEP jest wystarczające?

Byłbym szczęśliwy, gdyby było większe przekonanie co do skomplikowania i złożoności problemu, jakim jest odpowiedź na przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez niektórych duchownych. Moim wielkim życzeniem pod adresem przełożonych jest, żeby się przeszkolili w zakresie charakterystyki sprawców, skutków, jakie ma wykorzystanie seksualne w wieku młodocianym czy dziecięcym i innych potrzebnych argumentów.

Żyjemy w społeczeństwie, które ledwo rozpoczęło proces socjalizacji tego problemu. Nie jest to sprawa jedynie Kościoła. Potrzebni są ludzie ze znajomością tematu. Nie chodzi o to, żeby straszyć, ale dać narzędzia, by sobie z problemem radzić i umieć zapobiegać oraz odpowiednio reagować na zagrożenia.

W Belgii powstały punkty kontaktowe, do których zgłaszały się ofiary. Z raportu z 2016 r. , który powstał na podstawie zgłoszeń, wynika, że większość z nich dotyczyła wydarzeń sprzed 30 lat. Czy w Polsce są badania, albo choć cząstkowe dane, które mówiłyby coś o nadużyciach wobec dzieci i młodzieży w polskim Kościele?

Nie mamy żadnych badań na ten temat. Mam jedynie hipotezy. Najlepiej w sposób systematyczny, naukowy, problem zbadał Kościół w Stanach Zjednoczonych. Badania przeprowadziła niezależna, świecka instytucja – John Jay College of Criminal Justice miejskiego uniwersytetu w Nowym Jorku.

Objęto nimi okres od 1950 do 2002 r. Znaczny, niemal pionowy wzrost wskaźników na wykresach przypadków nadużyć seksualnych odnotowano pod koniec lat 60., a apogeum przypadło na lata 70. i na początku lat 80. Wg opublikowanych analiz wzrost ten miał m. in. związek z głębokimi zmianami kulturowymi, obyczajowymi w społeczeństwie dotyczącymi seksualności, rodziny i systemu wychowawczego.

Podobnie wnioski wynikają z innych badań, choć nie tak kompletnych jak amerykańskie.

W Polsce możemy się spodziewać wzrostu przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich w okresie po upadku komunizmu, kiedy przyspieszyła głęboka transformacja kulturowa, obyczajowa, upadł dotychczasowy system kontroli społecznej. Od upadku komunizmu do dziś prawdopodobnie będziemy mieli wzrost liczby tego rodzaju przypadków.

Na początku stycznia media opisały przypadek księdza skazanego za wielokrotne gwałty na dziecku, który jak się okazało nadal ma kontakt z parafianami, odprawia msze święte, a za pośrednictwem internetu kontaktuje się z małoletnimi.

Nie wiem, co się musi wydarzyć, żeby niektórzy przełożeni zrozumieli, że przy tego rodzaju przestępstwach trzeba działać ze znajomością rzeczy, szybko i ze świadomością zagrożeń dla bezpieczeństwa innych osób małoletnich. To zasady, którymi należy się bezwzględnie kierować. W społeczeństwie medialnym grzechy niektórych uderzają we wszystkich i powodują – jak to wyraził Benedykt XVI – takie przyćmienie blasku Ewangelii, jakiego nie znały nawet wieki prześladowań.

Dzisiaj już wiadomo, że przełożeni tego księdza zgłosili sprawę do Stolicy Apostolskiej i że toczy się proces kanoniczny. Opinia publiczna jest bardzo wyczulona na zaniedbania w stosowaniu środków, jakie obowiązują w Kościele.

Opinia publiczna nie wybaczy przede wszystkim Kościołowi, jego przedstawicielom, duchowieństwu, że nie dość radykalnie postępuje w tego rodzaju przypadkach.

Najtrudniej jest zmienić mentalność ludzi. Nie chodzi o to, że problem jest pomniejszany, ale o błędne myślenie typu: „Nie, to niemożliwe, żeby takie rzeczy miały miejsce”. Pamiętam rozmowę z jednym z prowincjałów jezuickich w Niemczech, uczciwym człowiekiem. Docierały do niego sygnały o nadużyciach. Wprawdzie skierował podejrzanego na badania i terapię, ale nie mógł sobie wyobrazić, że coś, co nie powinno się nigdy wydarzyć, jednak miało miejsce. Natomiast wiele lat później dowiedział się, że ten współbrat miał opracowaną strategię, by oszukać nawet swojego terapeutę.

Rozmawiałem z jednym z księży, który relacjonował: „Przyszedł taki i przepraszał, zapłakał. Mogło się wydawać, że do poprawy wystarczy mu szczera pokuta, spowiedź i poważne rekolekcje”. Odpowiedziałem mu: „Być może żałował nawet szczerze. Tyle, że często są to przestępstwa, które mają związek z zaburzeniami, z traumatycznymi doświadczeniami z przeszłości, z uzależnieniami, niedojrzałością. Bez przepracowania tego wszystkiego w bardzo poważny sposób deklaracje sprawcy niestety niewiele znaczą”.

Z danych amerykańskich wynika, że sprawców preferencyjnych, którzy mają zaburzoną preferencję seksualną czyli np. pedofilów była garstka w porównaniu z pozostałymi sprawcami przestępstw seksualnych przeciw małoletnim. W USA w ciągu 52 lat na 110 tys. duchownych czynnych odnotowano ok. 4,3 tys. księży wobec których zgłoszono przestępstwo wykorzystania seksualnego. Wśród tych osób było „jedynie” 137 pedofilów, czyli niecałe 4 proc.

Oznacza to, że w większości przypadków byli to tzw. sprawcy sytuacyjni, którym wcześniej można było pomóc! Z badań wynika, że czynnikami ryzyka są uzależnienia, doświadczona przemoc w rodzinie i/lub w bliskim otoczeniu, brak odporności na stres, niedojrzałość emocjonalna. Około połowa księży, którzy wykorzystywali seksualnie małoletnich, mieli w przeszłości doświadczenie przemocy, w tym przemocy seksualnej. Przestępcy nie biorą się znikąd.

Jednym z najważniejszych elementów w systemie prewencji, jeśli chodzi o Kościół, są seminaria. Od dwóch lat konferencja rektorów we współpracy z Centrum Ochrony Dziecka prowadzi szkolenia dla wychowawców seminaryjnych. Co roku bierze w nich udział grupa od 25-30 osób.

Adam Żak SJ – jest dyrektorem Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie