James Martin SJ, Autor w serwisie Jezuici.pl https://jezuici.pl/author/james-martin/ Oficjalna strona Towarzystwa Jezusowego w Polsce Tue, 31 Dec 2024 10:56:54 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.7.2 https://jezuici.pl/wp-content/uploads/2016/05/cropped-slonce-1-150x150.png James Martin SJ, Autor w serwisie Jezuici.pl https://jezuici.pl/author/james-martin/ 32 32 Czy w czystości chodzi tylko o seks? https://jezuici.pl/2017/05/czystosci-chodzi-o-seks/ Thu, 11 May 2017 07:27:56 +0000 https://jezuici.pl/?p=37638 Jednym z celów czystości jest jak najmocniej kochać jak najwięcej ludzi. Może się to wydać dziwne tym, którzy przyzwyczajeni są do definiowania czystości w sposób negatywny – to znaczy jako nieuprawianie seksu. Ale taka właśnie jest długa tradycja Kościoła. Czystość jest innym sposobem kochania, a jako taka może wiele nauczyć każdego, a nie tylko osoby […]]]>

Jednym z celów czystości jest jak najmocniej kochać jak najwięcej ludzi. Może się to wydać dziwne tym, którzy przyzwyczajeni są do definiowania czystości w sposób negatywny – to znaczy jako nieuprawianie seksu.

Ale taka właśnie jest długa tradycja Kościoła. Czystość jest innym sposobem kochania, a jako taka może wiele nauczyć każdego, a nie tylko osoby zakonne.

Czystość ma również moc wyzwalającą, dzięki której jesteśmy bardziej gotowi służyć ludziom. Nie jesteśmy przywiązani do jednej osoby lub rodziny, więc łatwiej jest nam przechodzić do kolejnego zadania. Jak podają jezuickie Konstytucje, czystość jest „na wskroś apostolska”. Ma nam pomóc stać się lepszymi „apostołami”. Jak wszystkie śluby, czystość pomaga jezuitom stać się bardziej, jak to mawiał Ignacy, „dyspozycyjnymi”. Dlatego też czystość oznacza zarówno miłość, jak i wolność.

Czystość (pamiętaj, że mam na myśli czystość religijną) nie jest dla każdego. Oczywiście, większość ludzi powołana jest do miłości romantycznej, małżeństwa, bliskości płciowej, posiadania dzieci i życia rodzinnego. Ich miłość skupia się przede wszystkim na współmałżonku i dzieciach. Ten rodzaj miłości skupia się bardziej na konkretnych osobach na zasadzie wyłączności. Nie oznacza to jednak, że pary małżeńskie czy rodzice nie kochają nikogo, kto nie należy do ich rodziny. Chodzi raczej o to, że ich miłość skupia się na Bogu i ich rodzinie.

W przypadku osoby zakonnej sytuacja jest odwrotna. Ślubuje się czystość, by ofiarować Bogu swoją miłość, a także sprawić, że będzie się dostępnym w miłości dla jak największej liczby ludzi. Znów: nie oznacza to, że ludzie żyjący w małżeństwie lub stanu wolnego tego nie potrafią. Chodzi raczej o to, że tak jest najlepiej dla nas.

Czystość służy również przypomnieniu, że można rzeczywiście kochać, nie pozostając w związku zakładającym wyłączność ani też nie będąc aktywnym seksualnie.

W ten sposób osoba praktykująca czystość może się stać swego rodzaju drogowskazem w naszej przesyconej do granic możliwości seksem kulturze, w której tak łatwo pomylić miłość do drugiej osoby z wylądowaniem z nią w łóżku. Tak oto czystość pozwala nam przesunąć nasze priorytety: celem życia – osoby stanu wolnego, żonatej, zamężnej czy zakonnej – jest kochać.

Kto kocha bardziej? Zakochana w sobie po uszy para mająca bogate życie seksualne, w pełni oddana sobie para w średnim wieku, która rzadziej uprawia seks z powodu obciążeń związanych z życiem rodzinnym, czy może okazująca sobie czułość para staruszków, którzy z powodu choroby w ogóle nie uprawiają seksu? Żonaty mężczyzna kochający swoją żonę czy może niezamężna kobieta kochająca swoich przyjaciół? Żyjący w celibacie kapłan czy aktywna płciowo żona? Odpowiedź brzmi: wszyscy oni kochają, lecz na różne sposoby.

Nawiasem mówiąc, czystość nie prowadzi do niezdrowych zachowań. Skandal seksualny w Kościele katolickim w mojej opinii nie tyle dotyczył czystości jako takiej, ile raczej niewielkiego odsetka psychicznie chorych mężczyzn, którzy nigdy nie powinni byli zostać przyjęci do seminariów ani zakonów, a także niektórych biskupów, którzy nigdy nie powinni byli ich przenosić z jednej parafii do drugiej.

Czystość wymaga również wprawy. Nie sposób zostać doskonałym mężem albo doskonałą żoną już w dniu ślubu. Nie sposób też w pełni pojąć czystość w dniu złożenia ślubów zakonnych. Potrzeba czasu, by w sposób całościowy dorosnąć do złożonych ślubów. I właśnie dlatego istnieją nowicjaty i seminaria – pełnią one funkcję zbliżoną do „narzeczeństwa”. Dzięki nim można się przekonać, czy jest to właściwa droga życia dla danej osoby.

„A co z pożądaniem?”, zapytał mnie ostatnio przyjaciel. Atrakcyjna osoba przyciąga wzrok także kogoś, kto żyje w czystości, ktoś taki również pragnie seksu. No cóż, jesteśmy tylko ludźmi. Ilekroć tak się dzieje, należy przypomnieć sobie o kilku rzeczach. Po pierwsze, jest to naturalne. Po drugie, życie, które wybrałeś, na to nie pozwala. Po trzecie, jeśli nieustannie odczuwasz potrzebę zbliżenia cielesnego, może to oznaczać, że czegoś brakuje w twoim życiu uczuciowym. Czego brakuje? Bliskiej relacji z Bogiem podczas modlitwy? Dającej spełnienie przyjaźni? Pracy dającej zadowolenie? W jakimś miejscu swojego życia w czystości nie odpowiadasz na Bożą miłość – ponieważ osoba praktykująca czystość nie tylko składa ślub czystości, lecz również wierzy, że Bóg pomoże jej w nim wytrwać.

Dzięki czystości inne osoby mogą czuć się bezpieczne. Ludzie wiedzą, że zobowiązałeś się kochać je w sposób, który nie pozwala na to, byś je wykorzystał, byś nimi manipulował, by czas, jaki z nimi spędzasz, był jedynie środkiem do celu. W ten sposób ludzie znajdują przestrzeń, w której mogą się rozluźnić, dzięki czemu w sposób bardziej swobodny podchodzą do swojej własnej miłości.

Jak już wspomniałem, kilka lat temu w Nowym Jorku pracowałem z grupą aktorów, którzy przygotowywali off-broadwayowską sztukę Jezusie i Judaszu. Z początku służyłem scenarzyście wsparciem przy jego pracy badawczej oraz spotykałem się z aktorem mającym odegrać rolę Judasza. Ostatecznie zostałem zaproszony do pracy z reżyserem i całą obsadą.

Godzinami przesiadywaliśmy przy olbrzymim stole w budynku teatru, rozmawiając o Ewangeliach, Jezusie, grzechu, łasce, rozpaczy i nadziei. „Dlaczego Judasz zdradził Jezusa?”, „Dlaczego apostołowie uciekli po ukrzyżowaniu?”, „Czy Jezus darzył Marię Magdalenę miłością?”. Te ożywione i głębokie rozmowy różniły się od tych, które zazwyczaj odbywam z katolikami, mającymi nierzadko poczucie (mnie też to dotyczy), że my, katolicy, znamy wszystkie odpowiedzi.

Oto miałem do czynienia z grupą mieszkańców świata zupełnie mi obcego – teatru. Gdy zaczynaliśmy, nie wiedzieli o mnie nic, więc zastanawiałem się, jak zareagują na jezuickiego kapłana. Skoro jednak wiedzieli, że żyję w celibacie, zdawali sobie sprawę z tego, że jestem tam tylko po to, by im pomóc. I prawdopodobnie właśnie dlatego niektórzy czuli się zupełnie swobodnie, dzieląc się ze mną – osobą, której prawie nie znali – różnymi szczegółami z własnego życia, otwierając się w chwilach smutku oraz ciesząc się w chwilach radości.

Ich zaufanie było darem, dzięki któremu w pewien sposób się w nich wszystkich zakochałem. Kiedy tylko wchodziłem do garderoby, uśmiechom i uściskom nie było końca.

Tak jak w innych podobnych sytuacjach uzmysłowiłem sobie, że byłem tam nie tylko po to, by dawać miłość, lecz również po to, by być nią obdarzanym. Gdy praca nad sztuką dobiegła końca, zdałem sobie sprawę, że nie mogłem kurczowo trzymać się tej ich miłości do mnie. Co prawda miałem nadzieję, że przynajmniej niektórzy z nich pozostaną moimi przyjaciółmi (i tak się rzeczywiście stało), wiedziałem jednak, że nie mogę „posiąść” niczyjej miłości. Miłością trzeba w wolności obdarzać i w wolności ją przyjmować.

I to jest kolejna lekcja, jaka płynie z czystości: miłości nie można posiadać na własność.

Mój przyjaciel Chris, jezuicki brat pracujący w Nowym Jorku, mówi, że to samo dotyczy nauczycieli. „Tak samo jest wtedy, gdy rok szkolny dobiega końca”, stwierdził pewnego razu. „Musisz w wolności kochać oraz w wolności być kochanym, ale musisz też pamiętać, że miłości nie możesz się kurczowo trzymać”. Jak powiedział Jezus po zmartwychwstaniu: „Nie zatrzymuj mnie” (J 20, 17).

Prawdopodobnie jest to najwspanialszy dar, jaki osoba żyjąca w czystości może ofiarować: ukazanie prawdy o tym, że nie tylko istnieje wiele sposobów, by kochać, lecz również o tym, że kochanie osoby w wolności, bez uczepienia się jej, jest darem zarówno dla kochającego, jak i kochanego. Niejednokrotnie jednak skłonni jesteśmy myśleć, że kochanie drugiej osoby – małżonka, chłopaka, dziewczyny lub nawet przyjaciela – oznacza uczepienie się jej, co jest subtelną formą posiadania na własność. Natomiast miłość oznacza zgodę na ubóstwo związane z nieposiadaniem tej drugiej osoby.

Dlatego też czystość może być dla świata lekcją o drodze wolności do kochania, jak również o pełnej miłości drodze do wolności.

Tekst pochodzi z książki Jamesa Martina SJ „Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim

]]>
Do tych, którzy nie chcą słuchać Franciszka https://jezuici.pl/2017/02/tych-ktorzy-chca-sluchac-franciszka/ Sun, 26 Feb 2017 11:59:27 +0000 https://jezuici.pl/?p=36139 Może nie chcecie słuchać papieża Franciszka. Może uważacie, że jest zbyt zaangażowany w politykę. Może myślicie, że Franciszek jest dla was zbyt postępowy. To posłuchajcie Jana Pawła II, który dziesiątki razy o tym pisał. Prezydent Trump ogłosił, że zleci zbudowanie muru wzdłuż granicy meksykańskiej. To wydarzenie ma rozpocząć całą serię sankcji dyscyplinarnych dla imigrantów, wśród […]]]>

Może nie chcecie słuchać papieża Franciszka. Może uważacie, że jest zbyt zaangażowany w politykę. Może myślicie, że Franciszek jest dla was zbyt postępowy. To posłuchajcie Jana Pawła II, który dziesiątki razy o tym pisał.

Prezydent Trump ogłosił, że zleci zbudowanie muru wzdłuż granicy meksykańskiej. To wydarzenie ma rozpocząć całą serię sankcji dyscyplinarnych dla imigrantów, wśród których znajdą się także znaczne zmniejszenie liczby uchodźców mogących się osiedlić w Stanach Zjednoczonych oraz tymczasowa blokada wjazdu do USA dla Syryjczyków i osób z innych krajów określonych jako „podatne na terror”.

Te metody, które oznaczają odrzucenie przybysza, odrzucenie człowieka w potrzebie, odrzucenie kogoś, kto cierpi, są jawnie niechrześcijańskie i z gruntu sprzeczne z Ewangelią. W zeszłym roku papież Franciszek powiedział: „Człowiek, który myśli tylko o budowaniu murów, gdziekolwiek miałyby się znaleźć, a nie o budowaniu mostów, nie jest chrześcijaninem. To nie jest Ewangelia”.

Ale może nie chcecie słuchać papieża Franciszka. Może uważacie, że jest zbyt zaangażowany w politykę. Może myślicie, że Franciszek jest dla was zbyt postępowy.

Może sądzicie, że macie prawo odmówić człowiekowi w potrzebie. I że możecie chronić przede wszystkim siebie. Cóż, mamy prawo, aby się bronić. Ale odmawianie człowiekowi potrzebującemu, ponieważ chcemy chronić siebie, zwłaszcza jeśli ten drugi jest w desperackiej potrzebie i w oczywistym niebezpieczeństwie, nie jest tym, o co chodzi w chrześcijaństwie. W chrześcijaństwie chodzi o rzecz zupełnie odwrotną. Chodzi o pomoc przybyszowi, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem. To jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie w pigułce.

Ale jeśli w dalszym ciągu nie chcecie słuchać papieża Franciszka, to posłuchajcie Jana Pawła II, który dziesiątki razy pisał o uchodźcach i migrantach.

„Poszukujcie sposobów, aby pomóc naszym braciom i siostrom uchodźcom poprzez przyjęcie ich… Pokażcie im otwarte umysły i okażcie ciepłe serca” – powiedział papież. I jakby przewidując naszą obecną sytuację, oznajmił także: „Konieczna jest ochrona przeciw nowo powstającym formom rasizmu i zachowań ksenofobicznych, które czynią z naszych braci i sióstr kozły ofiarne, które obarczamy winą za trudną sytuację lokalną”.

To jest sprawa życia i śmierci. Migranci uciekają przed głęboką biedą, która przyczynia się do cierpienia, a dla wielu także do śmierci. Uchodźcy uciekają przed prześladowaniem, terrorem i wojną ze strachu o swoje życie. Dlatego jest to jedna z żywych kwestii dla Kościoła i dlatego też była tak droga Janowi Pawłowi II.

Ale być może nie chcecie słuchać świętego Jana Pawła II. Być może nie jesteście katolikami. Posłuchajcie więc głosu Boga z Księgi Wyjścia, który mówi do Izraela: „Nie będziesz uciskał cudzoziemców, gdyż znacie życie cudzoziemców, bo sami byliście cudzoziemcami w Egipcie”. Każde amerykańskie serce powinno być poruszone tym wersem. W przeciwieństwie do rdzennych Amerykanów my wszyscy jesteśmy potomkami imigrantów. My tez kiedyś byliśmy cudzoziemcami.

Ale być może nie chcecie słuchać Starego Testamentu. W takim razie posłuchajcie Jezusa. W Ewangelii według świętego Mateusza Jezus przedstawia test, papierek lakmusowy dla tych, którzy pójdą do nieba. Na sądzie ostatecznym On powie do ludzi: „Byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie”. Ludzie zapytają: „Kiedy to widzieliśmy Cię przybyszem i nie przyjęliśmy Cię?”, a On im odpowie: „Zaprawdę powiadam wam, wszystko czego nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”.

Jezus sam przemawia do nas w Ewangelii. To On jest tym, którego odrzucamy, kiedy budujemy mury. To Chrystusa odrzucamy, kiedy redukujemy kwoty przyjmowanych uchodźców. To Chrystusa zabijamy, pozwalając Mu umrzeć w biedzie i wojnie zamiast otworzyć nasze drzwi.

„Dzisiaj” – mówił Jan Paweł II – „nielegalni imigranci przychodzą do nas jak ten «przybysz», w którym Jezus każe nam rozpoznać siebie samego. Obowiązkiem gościnności i wierności tożsamości chrześcijańskiej jest Go przyjąć i okazać Mu solidarność”.

Odrzućcie więc te metody i przyjmijcie Chrystusa. Zadzwońcie do swoich lokalnych władz i powiedzcie im, żeby zatroszczyli się o Chrystusa. Napiszcie do Białego Domu i poproście, aby chronili Chrystusa. I módlcie się za naszych braci i siostry, którzy są uchodźcami i migrantami.

Bo jeśli nie zrobicie tego i odrzucicie Chrystusa, to kiedyś wy będziecie potrzebować ich modlitw.

]]>
Największy skarb Kościoła https://jezuici.pl/2017/01/najwiekszy-skarb-kosciola/ Tue, 03 Jan 2017 12:55:49 +0000 https://jezuici.pl/?p=35141 W zeszłym miesiącu spędziłem tydzień w Rzymie i poznałem kogoś bardzo ważnego. Wbrew temu, co pewnie myślicie, znając zwyczaje podróżowania jezuitów, nie odwiedzam Rzymu zbyt często. Pojechałem tam po raz pierwszy dopiero po zakończeniu studiów. Dwadzieścia lat później, (kiedy wracałem do domu) po dwóch latach spędzonych w Nairobi (w Afryce), po raz kolejny odwiedziłem Rzym […]]]>

W zeszłym miesiącu spędziłem tydzień w Rzymie i poznałem kogoś bardzo ważnego. Wbrew temu, co pewnie myślicie, znając zwyczaje podróżowania jezuitów, nie odwiedzam Rzymu zbyt często.

Pojechałem tam po raz pierwszy dopiero po zakończeniu studiów. Dwadzieścia lat później, (kiedy wracałem do domu) po dwóch latach spędzonych w Nairobi (w Afryce), po raz kolejny odwiedziłem Rzym i spędziłem trochę czasu z rodziną mojej matki na Sycylii. Po tej wizycie byłem jeszcze w Rzymie w sprawach zawodowych z redaktorem naczelnym America Magazine, jezuitą Mattem Malone.

W ubiegłym tygodniu Matt zabrał mnie na seans nowego filmu Martina Scorsese „Cisza”, który został wyświetlony dla trzystu jezuitów w Papieskim Instytucie Orientalnym. W zeszłym tygodniu wygłosiłem wykład w Centrum Świeckich – miejscu, gdzie studiują i mieszkają świeccy studenci z katolickich uniwersytetów w Rzymie.

Dzięki spotkaniom między posiłkami ze starymi i nowymi znajomymi, jezuitami, ważnymi osobistościami Watykanu i dziennikarzami oraz chwilami spędzonymi na modlitwie w kościele, bardzo wiele się nauczyłem. Przede wszystkim, nowy generał Towarzystwa Jezusowego – Arturo Sosa SJ, jest wspaniałym człowiekiem.

Mam nadzieję, że widzieliście nagranie z wywiadu, który ojciec Malone przeprowadził z ojcem Sosa.

Nasz nowy generał to bystry, a jednocześnie ciepły człowiek.W tym samym tygodniu ojciec generał odprawił mszę za Petera-Hansa Kolvenbacha SJ, generała zakonu w latach 1983-2008, który zmarł 29 listopada. (W drodze do Rzymu wprost z urlopu naukowego w Hiszpanii był także poprzednik ojca Sosy na stanowisku generała, Adolfo Nicolas SJ). W ten sposób kościół Il Gesu w Rzymie miał okazję gościć historyczne wydarzenie: obecny generał jezuitów odprawiał mszę za zmarłego byłego generała wraz z drugim byłym generałem jako koncelebransem.

Jeden z moich przyjaciół jezuitów opowiadał mi, jak mylące było niespodziewane spotkanie z ojcem Nicolasem podczas obiadu. Jezuici w Rzymie, nawet ci, którzy blisko współpracują z głównym przełożonym zakonu, zwracają się do niego niezmiennie per „ojcze generale”.

Więc kiedy przybył ojciec Nicolas, który dopiero wrócił z Hiszpanii, podczas lunchu mój przyjaciel zająknął się: „Witaj ojcze gen… ojcze… ojcze Nicolas!” Zaraz obok ojca Nicolas usiadł ojciec Sosa, obecny generał i znów pojawił się ten sam problem: „Witaj Arturo… ojcze… ojcze generale!”

Rzym to dla mnie niesamowicie wciągające miejsce, w którym łatwo jest stracić swoja duchową stabilność. Bardzo ciężko jest opuścić progi Rzymskiej Kurii i przejść obojętnie obok Bazyliki Świętego Piotra w drodze na projekcję filmu sławnego reżysera i nie stracić głowy. Łatwo jest zapomnieć, co tu jest naprawdę ważne. Na szczęście, Bóg sam o sobie przypomina.

Pewnego popołudnia, biegnąc z jednego spotkania na drugie, spotkałem żebraka. „Panini, panini, panini” – powtarzał żałośnie prosząc o kanapkę. Moja zasada jest prosta: jeśli mam ze sobą trochę pieniędzy, to się nimi dzielę. Ale wtedy otwarłem mój portfel i zobaczyłem, że mam tylko banknot 20 Euro, co wydało mi się zbyt dużą kwotą. Więc powiedziałem: „przepraszam” i poszedłem dalej.

Ale on cały czas szedł za mną. „Panini, panini, panini”. Rozgniewało mnie to. Dlaczego za mną idzie? Jestem zajęty!

Wtedy do mnie dotarło. Ty idioto! Po co jesteś w Rzymie? Po co w ogóle jesteś chrześcijaninem? Po to, żeby podziwiać piękne kościoły? Po to, żeby oglądać filmy? Jaka jest najważniejsza rzecz, którą możesz teraz zrobić?

Próbowałem zahamować mój gniew, który nie pochodził od Boga, i poprosiłem mężczyznę, aby poszedł za mną. W piekarni obok Placu św. Piotra mój nowy przyjaciel wybrał sobie kanapkę w witrynie za szybą i czekał. Kolejka do piekarni nie miała końca. Mój gniew wrócił. Znowu pomyślałem o tym, że zachowuję się nie po chrześcijańsku. W ogóle nie porozmawiałem z tym człowiekiem. Podszedłem do niego i zapytałem: „jak masz na imię?”

„Lorenzo” – odpowiedział cicho. Prawie się rozpłakałem, kiedy to usłyszałem. Przypomniałem sobie historię św. Wawrzyńca (po włosku nazywanego właśnie Lorenzo), diakona Rzymu, żyjącego w trzecim wieku, który zajmował się zarządzaniem zasobami finansowymi kościoła.

Po krwawych prześladowaniach chrześcijan, cesarz Walerian nakazał Wawrzyńcowi przynieść do pałacu cesarskiego skarby kościelne. Wawrzyniec, który zdążył już rozdać przypisane dla ubogich fundusze, zrobił cos nieoczekiwanego. Przyprowadził ubogich do cesarza – „Oto są skarby Kościoła”. Tym samym była osoba stojąca tuż obok mnie.

Być może czytaliście informację o projekcji filmu „Cisza” zorganizowanej dla jezuitów, która była wielkim sukcesem. I należał się jej ten sukces, gdyż jest to wspaniały film. Jednak kiedy o tym czytaliście, Bóg skupiał się na czymś zupełnie innym. Gdy po śmierci spotkam się z Bogiem w niebie, On zapyta mnie o to, co robiłem podczas tego tygodnia w Rzymie.

Nie opowiem Mu o tym, jak poznałem tego czy tamtego ważnego człowieka w Watykanie, czy o tym, że odwiedziłem słynny kościół, czy że zobaczyłem film. Powiem, że spędziłem trochę czasu z moim przyjacielem Lorenzo.

]]>