Archiwa: Apostolstwo Modlitwy | Jezuici.pl https://jezuici.pl/tematy/duchowosc-2/apostolstwo-modlitwy/ Oficjalna strona Towarzystwa Jezusowego w Polsce Mon, 10 Feb 2020 11:29:59 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.7.2 https://jezuici.pl/wp-content/uploads/2016/05/cropped-slonce-1-150x150.png Archiwa: Apostolstwo Modlitwy | Jezuici.pl https://jezuici.pl/tematy/duchowosc-2/apostolstwo-modlitwy/ 32 32 Kult Serca Jezusa w centrum duchowości ignacjańskiej https://jezuici.pl/2020/02/kult-serca-jezusa-w-centrum-duchowosci-ignacjanskiej/ Mon, 10 Feb 2020 10:57:57 +0000 https://jezuici.pl/?p=57740 W styczniu 2020 roku koordynatorzy Światowej Sieci Modlitwy (Apostolstwo Modlitwy) spotkali się w Rzymie, aby modlić się razem i rozmawiać o wspólnocie modlitwy oraz wspieraniu papieża Franciszka w jego intencjach modlitewnych. Podkreślali potrzebę formowania ludzi na Drodze Współczującego Serca. Koncentrowanie się na Sercu Jezusa, na Jego stylu i na Jego gestach miłości, jest istotnym elementem […]]]>

W styczniu 2020 roku koordynatorzy Światowej Sieci Modlitwy (Apostolstwo Modlitwy) spotkali się w Rzymie, aby modlić się razem i rozmawiać o wspólnocie modlitwy oraz wspieraniu papieża Franciszka w jego intencjach modlitewnych.

Podkreślali potrzebę formowania ludzi na Drodze Współczującego Serca.

Koncentrowanie się na Sercu Jezusa, na Jego stylu i na Jego gestach miłości, jest istotnym elementem duchowości ignacjańskiej. Kult Serca Jezusa był szczególnie bliski ojcu Pedro Arrupe i dziś powracamy ze zdwojoną siłą do tej teologii czułego Serca Zbawiciela, która otwiera nas na potrzeby cierpiących braci i sióstr. Pomaga wcielić w życie misję współodczuwania z najbardziej pokrzywdzonymi i opuszczonymi oraz wzmacnia wspólnotę modlitwy wokół comiesięcznych intencji papieża Franciszka.

Uczestnicy spotkania wrócili do swoich krajów, aby rozpowszechniać i umacniać „Drogę Serca”  pomagając swoim wspólnotom i parafiom w wejściu w to duchowe doświadczenie chrześcijańskiej czułości poprzez różne formy modlitwy za najuboższych tego świata. Po roku spotkają się ponownie, aby podzielić się nowymi doświadczeniami łączenia modlitwy ze służbą oraz owocami towarzyszenia ludziom w formowaniu serc na wzór Serca Jezusa. Wkrótce rozpoczną się spotkania formacyjne na różnych kontynentach. Zaangażują się w to koordynatorzy Światowej Sieci Modlitwy, w tym Apostolstwo Modlitwy i Młodzieżowy Ruch Eucharystyczny.

Na podstawie sjcuria.global

Fotos: jesuits.global

]]>
Miniaturowe szopki betlejemskie https://jezuici.pl/2016/12/miniaturowe-szopki-betlejemskie/ Wed, 28 Dec 2016 11:15:27 +0000 https://jezuici.pl/2016/12/miniaturowe-szopki-betlejemskie/ Goście zwiedzający trzy kolejne warszawskie wystawy Miniaturowe szopki z całego świata w prywatnej kolekcji Jerzego Knapika często pytali mnie, skąd wziął się pomysł tego oryginalnego hobby. Szopki betlejemskie to w Polsce drugi, po rozświetlonej choince, nieodłączny atrybut bożonarodzeniowej tradycji i „oprawy” Świąt Bożego Narodzenia. Większa lub choćby malutka choinka musiała stać w każdym domu. Natomiast „szopki” jeździło się oglądać całą […]]]>

Goście zwiedzający trzy kolejne warszawskie wystawy Miniaturowe szopki z całego świata w prywatnej kolekcji Jerzego Knapika często pytali mnie, skąd wziął się pomysł tego oryginalnego hobby.
Szopki betlejemskie to w Polsce drugi, po rozświetlonej choince, nieodłączny atrybut bożonarodzeniowej tradycji i „oprawy” Świąt Bożego Narodzenia. Większa lub choćby malutka choinka musiała stać w każdym domu. Natomiast „szopki” jeździło się oglądać całą rodziną do okolicznych kościołów, do „warszawskich Kapucynów”, do dolnośląskich Wambierzyc, do katowickich Panewnik, czy na Rynek Krakowski.
Obok szopek tradycyjnych istnieją również szopki miniaturowe znane na świecie jako „szopki domowe”. Muszą być tak małe, że podobnie jak choinka zmieszczą się w każdym, nawet najmniejszym mieszkaniu. Ale w moich wspomnieniach z dzieciństwa miniaturowe szopki w zasadzie nie istnieją. Bo szopka to szopka, pełnowymiarowa, w kościele lub na przyklasztornym dziedzińcu.

Tak się zaczęło
Jest grudzień 1999 r. Do świąt Bożego Narodzenia pozostało niecałe dwa tygodnie. Właśnie rozpoczynam ostatnią w tym roku podróż służbową. Z niebieskim paszportem ONZ odwiedzam trzy kraje Ameryki Łacińskiej: Kostarykę, Meksyk i Peru. Potem przelot nad Atlantykiem do Madrytu i na Wigilię powinienem zdążyć do Wiednia, gdzie wówczas mieszkałem.
Dziś sobota. Po bardzo długim locie z Europy trzeba w weekend przywyknąć do różnicy czasu i do temperatur panujących w spalonym równikowym słońcem San Jose – stolicy Kostaryki. W niedzielę „Fiesta Navidad” na pobliskim wybrzeżu Pacyfiku. A w poniedziałek rano… do roboty.
Postanawiam zwiedzić miasto. Jeszcze nie czuje się przedświątecznej atmosfery. Nie widać na ulicach stoisk z choinkami (zastąpią je tu żywe cyprysy). Reklamy zapraszające na zakupy „presenta Navidad”, a kolorowe girlandy na głównych ulicach rozbłysną dopiero po zmroku. I wtedy przypomną przechodniom, że Święta za pasem.
Wchodzę na dziedziniec zabytkowego kościoła. I staję jak wryty. Cały dziedziniec zajmują prymitywne stoiska, na których domorośli artyści oferują tysiące malutkich, kolorowych, drewnianych i ceramicznych… własnoręcznie wykonanych szopek betlejemskich. Największe nie przekraczają 20 cm wysokości, najmniejsze mieszczą się na dłoni (a nawet w pudełku od zapałek). I nie ma chyba dwóch jednakowych. Jestem w szoku.
Miniaturowe szopki spotykałem wcześniej na przedświątecznych jarmarkach w Austrii. Ale nigdy więcej niż kilka sztuk jednocześnie. Wśród bogatej oferty innych austriackich prezencików „pod choinkę” nigdy jednak nie wywołały one mojego szczególnego zainteresowania.

Inspiracja i iluminacja
Kolejny szok przeżyłem wieczorem na kolacji, na którą zaprosili mnie mieszkający w San Jose rodzice mojej współtowarzyszki podróży, pracującej w tej samej organizacji międzynarodowej w Wiedniu. Już w przedpokoju eleganckiej rezydencji zauważyłem rozstawione na meblach miniaturowe szopki. Kolejne oczekiwały w salonie i w kuchni, dokąd zaprosiła mnie gospodyni domu – Senora María del Carmen Benavides. Szopki stały także na starych drewnianych schodach i w sypialniach na piętrze. Bo cała rezydencja na okres Świąt zamieniała się w prywatne muzeum szopek. W odróżnieniu od tych, które zobaczyłem wcześniej na przykościelnym dziedzińcu, te miniaturki pochodziły z najróżniejszych krajów świata. Nie dociekałem wtedy z ilu krajów gospodyni przywiozła betlejemki do swego „muzeum”. Natomiast po wizycie w Polsce, przesłałem do San Jose miniaturową Szopkę Krakowską, bo takiej akurat w jej kolekcji nie zauważyłem.
To w trakcie tej właśnie przedświątecznej wizyty na antypodach uświadomiłem sobie, że jest coś fascynującego w tym, że wydarzenia, które miały miejsce 2000 lat temu w Betlejem, do dziś inspirują tysiące domorosłych rzeźbiarzy na całym świecie do autorskich prób ich wizualizacji. Miejscowi twórcy kreują własną wizję sceny Narodzin Dzieciątka („Nativity Scene” – ang). Każdy robi to w swoim „metajęzyku”, a więc wykorzystując tradycję i scenerię adekwatną do otaczającej go natury i kultury.
Fakt, że corocznie w końcu grudnia, nie tylko w kościołach, ale właśnie w milionach domów na całym świecie oprócz choinki cieszą oczy dorosłych i dzieci także miniaturowe szopki, nie jest bynajmniej w Polsce powszechnie uświadomiony. Szopki własnej konstrukcji, w których po wigilijnej kolacji pojawia się figurka Nowonarodzonego, można dziś w Polsce zobaczyć także u przyjaciół albo na parafialnej czy diecezjalnej wystawie pokonkursowej. Ale to niekoniecznie uświadamia nam ogólnoświatowy zasięg tego fenomenu chrześcijańskiej tradycji i wiary. I dlatego pomyślałem, że jeśli podróżuje się dużo po świecie, to może warto zacząć zbierać miejscowe szopki. Dopiero zgromadzone w jednym miejscu lepiej pozwalają uświadomić sobie i innym, że 24/25 grudnia każdego roku Bóg się rodzi na wszystkich kontynentach.
To właśnie wizyta w prywatnym „muzeum” Senory Benavides oraz poranne spotkanie z tysiącami egzotycznych szopek spowodowały, że wracając do hotelu, wiedziałem już, że jutro pójdę raz jeszcze na dziedziniec kościoła w San Jose. Kupię kilka miniaturek, w których żłóbek otaczają kaktusy, lamy i chicos w sombrerach. I tym samym zainauguruję własną prywatną kolekcję: Miniaturowe szopki z całego świata.

Co było potem?
Jeszcze ponad 10 lat podróżowałem z paszportem ONZ po świecie. I choć możliwości szukania szopek „u źródeł” trwają tylko trzy miesiące w roku, moja kolekcja liczy dzisiaj ponad 140 eksponatów pochodzących z 38 krajów ze wszystkich kontynentów. I wciąż się powiększa. Choć teraz już tylko dzięki przyjaciołom oraz Internetowi, gdzie też można znaleźć i kupić miliony unikalnych szopek.
Po powrocie do kraju postanowiłem zbiory udostępnić szerszej publiczności. W latach 2013–15 odbyły się w okresie Bożego Narodzenia trzy wystawy mojej kolekcji, wszystkie spotkania przy żłóbku Dzieciątka.
Artykuł pochodzi ze strony „Posłaniec Serca Jezusowego”

]]>
Myśli o modlitwie https://jezuici.pl/2016/12/mysli-o-modlitwie/ Wed, 28 Dec 2016 11:11:40 +0000 https://jezuici.pl/2016/12/mysli-o-modlitwie/ ks. Stanisław Groń SJ Drodzy Członkowie Apostolstwa Modlitwy. Centralną sprawą dla chrześcijan jest modlitwa, i to od niej w dużej mierze zależy jakość życia. Wiele zmienia się za jej przyczyną w nas, w naszych rodzinach, wspólnotach apostolskich, parafialnych i w Kościele powszechnym. Modlitwa jest rozmową, jest dialogiem z Bogiem, jest wołaniem do Niego, trwaniem przed Nim, myśleniem o Bogu i tęsknotą za Nim. Ale […]]]>

ks. Stanisław Groń SJ
Drodzy Członkowie Apostolstwa Modlitwy. Centralną sprawą dla chrześcijan jest modlitwa, i to od niej w dużej mierze zależy jakość życia.
Wiele zmienia się za jej przyczyną w nas, w naszych rodzinach, wspólnotach apostolskich, parafialnych i w Kościele powszechnym. Modlitwa jest rozmową, jest dialogiem z Bogiem, jest wołaniem do Niego, trwaniem przed Nim, myśleniem o Bogu i tęsknotą za Nim. Ale w swej najgłębszej istocie jest traceniem życia dla Boga – jest umieraniem.
Wielu ludzi od modlitwy ucieka, spycha ją na margines swojego życia. My, członkowie Apostolstwa Modlitwy, obraliśmy ją za swoje szczególne zadanie, uczyniliśmy z niej narzędzie apostolskiego zaangażowania, i to w sytuacji, gdy wielu ludzi nie chce tracić czasu na modlitwę i chętnie poświęca go innym zajęciom. Modlitwa – jak każda służba dla bliźniego – to tracenie życia, bo modlitwa chrześcijańska ma rys paschalny. A pascha chrześcijańska to Jezus Chrystus w swoim przejściu ze śmierci do życia. Modląc się, wydajemy swe życie Bogu i jednocześnie je od Niego odzyskujemy.
Czasami trudno się nam modlić i doświadczamy nieumiejętności modlenia się. Szukajmy wtedy pokrzepienia w słowie Bożym, które zna takie stany: Duch sam przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8, 26). Chciejmy zauważyć, że to sam Duch Święty przyczynia się za nami! Modląc się w naszej nieumiejętności, jesteśmy wprowadzani w tajniki modlitwy chrześcijańskiej. Stajemy się podobni do Jezusa, który przez słabość i śmierć na krzyżu doszedł do Ojca i otrzymał życie nieśmiertelne. Tego samego podobieństwa doświadcza chrześcijanin, który się modli. Rozważcie wybrane fragmenty o modlitwie zaczerpnięte z pism św. Alfonsa Marii Liguoriego (1696-1787) i podzielcie się swoimi refleksjami podczas Waszych spotkań modlitewnych.

***
Modlitwa jest jak światło dla człowieka. Kto żyje w obecności Boga i rozważa Jego słowo w swoim sercu, jest chroniony przed upadkiem i spustoszeniem.
Modlitwa nazywana jest pokarmem duszy, bo jak ciało nie może żyć bez pożywienia, tak człowiek bez modlitwy nie może utrzymać się przy życiu: Tak jak pokarm jest pożywieniem dla ciała, tak modlitwa karmi człowieka.
Modlitwa działa na nas jak ogień na żelazo. Jest ono ze swej natury twarde i trudne do obróbki, lecz pod wpływem ognia mięknie i staje się giętkie. Wtedy z łatwością przybiera kształt, jaki chce mu nadać kowal. Podobnie i my powinniśmy mieć serce uległe, posłuszne oraz otwarte, aby przyjąć Boże działanie. W ten sposób stajemy w gotowości do spełnienia woli Bożej i prowadzenia przez natchnienia Ducha Świętego.
Kto modli się za innych, szybciej doczeka spełnienia próśb, które zanosi do Boga za siebie samego.
Człowiek kochający Boga może modlić się w każdym czasie i w każdym miejscu, nie tylko klęcząc lub stojąc, ale też chodząc I pracując. Zawsze może wznosić myśli do Boga i wielbić Go wewnętrznymi aktami, ponieważ na tym właśnie polega modlitwa.
Nie musisz koniecznie nieustannie angażować umysłu w modlitwę, zapominając o wszystkich swoich sprawach i rozrywkach. Trzeba tylko, abyś nie pozostawiając swoich zajęć, zwracał się często do Boga jak do kogoś, kogo kochasz i kto kocha ciebie.
Towarzyszką i skutkiem modlitwy jest pobożność. Kto wytrwale się modli, może być pewien, że nie ulegnie pokusie. Podobnie jak ptaki, które dzięki swym skrzydłom nie dają się złapać, tak człowiek oddany modlitwie nie wpadnie w sidła szatana.
Modląc się, nabywamy lekarstwo na naszą słabość, ponieważ kiedy my się modlimy, Bóg obdarza nas mocą do realizacji tego, czego uczynić nie możemy sami z siebie.

Artykuł pochodzi ze strony „Posłaniec Serca Jezusowego”

]]>
Stanisław Groń SJ: Zatwardziałość serca https://jezuici.pl/2016/07/stanislaw-gron-sj-zatwardzialosc-serca/ Fri, 15 Jul 2016 15:04:57 +0000 https://jezuici.pl/?p=31503 Pismo Święte mówi o sercu ponad tysiąc razy. W natchnionych tekstach przeczytać możemy także o zatwardziałości ludzkiego serca i o sercu opornym. O zamknięciu się na działanie łaski Boga i o buncie człowieka. Taki stan umysłu i serca, buntu, niezrozumienia, szemrania przeciwko wymaganiom stawianym przez Boga, jest konsekwencją decyzji i wyboru dokonanego przez człowieka. Korzeniem […]]]>

Pismo Święte mówi o sercu ponad tysiąc razy. W natchnionych tekstach przeczytać możemy także o zatwardziałości ludzkiego serca i o sercu opornym. O zamknięciu się na działanie łaski Boga i o buncie człowieka.

Taki stan umysłu i serca, buntu, niezrozumienia, szemrania przeciwko wymaganiom stawianym przez Boga, jest konsekwencją decyzji i wyboru dokonanego przez człowieka. Korzeniem zatwardziałości serca jest niewierność i odwrócenie się od Pana. Wiele razy piszą o tym prorocy: Jeremiasz, Ezechiel, którzy określają w ten sposób relacje Izraela do Boga, używając wyrażeń: serce błądzące, nieprawe, zazdrosne, złudne, twarde. Określeń biblijnych, negatywnych i pozytywnych, opisujących sytuację człowieka jest bardzo wiele w Biblii. Ale mówi się w niej też wiele razy o sercu miłującym. W natchnionym Słowie Boga spotkamy się z sercem czystym, prawym, prostym, nienagannym, pałającym, pokrzepionym, rozradowanym itd. Człowiek o zatwardziałym sercu i o twardym karku nie szuka współpracy z ludźmi ani z Bogiem. Nie chce porozumienia i nie jest skłonny do dialogu z Nim. Żyje jakby we własnym świecie, nie dopuszczając do swych uszu i do kamiennego serca racji rozumowych. Często trwa w grzechu zakłamania i buntu. Taki człowiek jest uparty, usidlony złem, które zabiera mu częściowo jego wolność. On kocha siebie miłością egoistyczną, a nie kocha Boga i bliźniego. W ten sposób zdąża do śmierci!

Bóg jest życiem i miłością

Stwórca wszystko przeznaczył do życia, a nie do śmierci, dlatego Jego łaska jest zawsze w zasięgu grzesznika, ale ten musi chcieć się nawrócić i porzucić grzech. Jako chrześcijanie nie możemy przyzwyczajać się do zła, mamy obowiązek czynić dobrze i opowiadać się po stronie Boga. A to oznacza brać codzienny krzyż, starać się o pokój serca i wobec agresji Złego zachowywać w sercu miłość i wolność. W takim działaniu objawi się chwała Boga i my będziemy jej świadkami. Wiemy z Biblii, że uparty faraon doznał druzgocącej klęski! Różne są drogi Boga prowadzące do zbawienia człowieka i z pokorą powinniśmy je przyjmować. Błogosławiona ludzka wina i rajskie drzewo, a nawet odstępstwo Izraela od wiary w Jezusa były w planie odkupienia, bo przyczyniło się do nawrócenia pogan, którzy tak licznie weszli do Kościoła (zob. Rz 11, 12). To jest jakaś wielka tajemnica Boga, który z zatwardziałości serca może wyprowadzić dar i dobro odkupienia. Zło i grzech towarzyszą ludziom na ziemi, ale muszą być one wyznane, by móc się z nich wyzwolić. Obnażony w swoim grzechu człowiek przed Bogiem nie może się chować i uciekać, jak to uczynili Adam i Ewa. Bóg chce powrotu grzesznika, a nawet ofiaruje i daje mu zamiast kamiennego serce z ciała i chce uległości i szczerego nawrócenia.

Kogo dotyka zatwardziałość serca?

Zatwardziałość serca dotyka przede wszystkim przeciwników Boga, Jego świętości, miłości, ale dotknąć może także i uczniów Chrystusowych! Ona zawsze rani i obraża Dawcę życia, powodując „ból Serca Boga”. Bunt i niewierność są wynikiem wielkiego oszustwa grzechu, który skutecznie niweczy nadzieję serca, a przecież ono powinno zawierzyć Bogu, a nie być sercem niedowiarka. W Liście do Hebrajczyków czytamy: Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie, jak w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mię ojcowie wasi przez wystawianie na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez czterdzieści lat. (…) Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu. Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną (Hbr 3, 7-14). Oszustwo grzechu rodzi zatwardziałość serca. Miejsce Meriba i dzień Massa może przydarzyć się i nam, jeśli będziemy buntować się przeciwko Bogu! Grzech może zadomowić się w naszych sercach szczególnie łatwo, gdy braknie ufności i posłuszeństwa Bogu. Zło zawsze chce przylgnąć do ludzkich serc. Szatan wciąż łasi się do nich, szczególnie wówczas, gdy Bóg i oddani Mu ludzie mogą spodziewać się wielkiego dobra i postępu w wierze.

Złość przewrotnego serca

Zatwardziałość serca to także złość serca przewrotnego, podbudowana chęcią zaszkodzenia osobie dobrze czyniącej. Pamiętamy scenę z Ewangelii Marka, gdy przeciwnicy Jezusa śledzili Go, aby Go oskarżyć. A On odważnie nauczał w synagodze w szabat i nie bał się w tym dniu uzdrowić człowieka: Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku!”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!”. Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (Mk 3, 1-6). Bóg zawsze pragnie dobra dla człowieka i nie można Mu przypisać chęci szkodzenia mu. Nie kieruje się On też żadnym kaprysem w swoim postępowaniu. Nam zdarza się, że twardnieje nasze serce, że uszy mamy stępiałe, oczy zamknięte, a umysł nic nie pojmuje. Słuchamy, a nie rozumiemy i źle interpretujemy fakty; wówczas mylimy się w ocenie działania Boga (zob. Mt 13, 14-15). Konsekwencją grzechu jest osłabienie naszych zdolności poznawczych, gdy toczymy walkę ze złym duchem i chcemy, aby zwyciężyło w nas słowo Boga. Wiemy, że Zły potrafi porwać słowo Boga z serca człowieka, sprowadzić prześladowania, kusić bogactwem, przygnieść troskami doczesnymi i zrodzić niewierność. Czy jest na to lekarstwo? Tak! Trudności można przezwyciężyć nie buntem przeciw Bogu i zatwardziałością serca, lecz ufnością.

Wolni przez Ducha

Papież Franciszek w homilii podczas Mszy św. w Domu św. Marty (10 I 2015) powiedział: Tylko Duch Święty sprawia, że serce posłuszne jest Bogu, zdolne uczyć się wolności. Papież zastanawiał się wtedy, dlaczego ludzie mogą mieć serce z kamienia. Zaznaczył, że dziać się to może z wielu powodów, np. ze względu na jakieś bolesne doświadczenia. Jeszcze innym przypadkiem jest zamknięcie się w sobie, które może dotyczyć wielu rzeczy – pychy, samowystarczalności, próżności. Innym zjawiskiem wskazanym przez Franciszka jest szukanie bezpieczeństwa w trzymaniu się litery prawa. Papież porównał je do bezpieczeństwa za kratami więzienia, bezpieczeństwa bez wolności. Ojciec święty dodał, że jest to przeciwieństwem wolności, jaką przynosi nam Pan Jezus, i zaznaczył, że serce zatwardziałe nie jest wolne, bo nie miłuje. Wolnymi i zdolnymi do uczenia się czyni nas Duch Święty. Tylko On porusza serce człowieka, aby mógł powiedzieć „Ojcze”. Tylko Duch Święty może usunąć, przełamać tę zatwardziałość serca i uczynić je łagodnym, uległym, posłusznym Panu, zdolnym uczyć się „wolności miłowania”.

Często nasze sytuacje życiowe są zagmatwane, gubimy się w nich, a grzechy nie są nam obce. Bóg nam jednak pomaga. Dla Niego wszystko jest jasne! Dobro karmi się miłością Boga, a grzech zatwardziałością, pychą, niezdrową ambicją. Oddajmy w pełnym zaufaniu Jezusowi nasze serce, a On zmieni je na serce wrażliwe, gorące, kochające i wtedy będzie nami władał w miłości.

ks. Stanisław Groń SJ

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru Posłańca Serca Jezusowego

]]>
Faryzeusz i grzesznica https://jezuici.pl/2016/06/faryzeusz-i-grzesznica-12-vi-2016/ Sun, 12 Jun 2016 06:00:55 +0000 https://jezuici.pl/?p=31037 11. Niedziela zwykła; Ewangelia: Łk 7, 36 – 8, 3 Podczas gościny u faryzeusza Szymona krystalizują się dwie postawy wobec Jezusa, które można także określić jako dwa rodzaje religijności. Pierwszą reprezentuje Szymon, drugą kobieta grzeszna. Postawa Szymona nie jest całkowicie jednoznaczna. Z jednej strony mamy tutaj rzadki przypadek, kiedy to faryzeusz zaprasza do siebie Jezusa. Nie można […]]]>

11. Niedziela zwykła;
Ewangelia: Łk 7, 36 – 8, 3

Podczas gościny u faryzeusza Szymona krystalizują się dwie postawy wobec Jezusa, które można także określić jako dwa rodzaje religijności.

Pierwszą reprezentuje Szymon, drugą kobieta grzeszna. Postawa Szymona nie jest całkowicie jednoznaczna. Z jednej strony mamy tutaj rzadki przypadek, kiedy to faryzeusz zaprasza do siebie Jezusa. Nie można zarzucić Szymonowi braku otwartości i ciekawości wobec Pana. Scena z kobietą grzeszną bulwersuje Szymona, ale stara się on usprawiedliwić pobłażliwe zachowanie Jezusa Jego niewiedzą. Z drugiej jednak strony gościnność Szymona jest gościnnością pełną chłodu, rezerwy. Nie stać go nawet na zwyczajne gesty wobec ważnego gościa, jak podanie wody do nóg, pocałunek przywitania czy namaszczenie głowy olejkiem. Faryzeusz reprezentuje religijność opartą na przekonaniu o swej sprawiedliwości, szybkiej w formułowaniu ocen i osądów i skłonnej do izolowania się od ludzi uznawanych za gorszych. Jest to religijność zdobywania zasług i wypełniania tylko tego, co konieczne.

Natomiast postawa kobiety grzesznej jest pełna ciepła i serdeczności. Ona nie może liczyć na własną sprawiedliwość, bo przygniata ją poczucie winy z powodu grzesznego życia. Kobieta zaraz po wejściu staje z tyłu u nóg Jezusa. Nie czuje się godna, aby stanąć przed Nim. Łzy wylane na nogi Jezusa wyrażają jej żal. Są oznaką bezradności i niemożności poradzenia sobie ze swoim życiem. Kobieta nie stoi wyprostowana, ale pochyla się w geście pokory do stóp Pana i obsypuje je pocałunkami. Jest to gest powierzenia się Panu i wyrażenia całej duszy, swoich pragnień, odpowiedzi miłości na miłość, jaką doskonale wyczuwa u Jezusa. Wreszcie namaszczenie stóp Jezusa olejkiem to przekazanie dobrowolnego daru miłości. Dla kobiety grzesznej Jezus jest jej wybawcą, ostatnią nadzieją na przebaczenie i podjęcie dobrego i godnego życia. A jaka jest moja religijność – chłodna, minimalistyczna, zadufana w sobie, czy ciepła, żarliwa, zdolna do poświęceń?

ks. Artur Wenner SJ

]]>