Anna jest kobietą, która się nie poddaje. Odkrywa w sobie moc życia, która drzemie gdzieś w głębi serca. Skoro to Pan zamknął jej łono, zwraca się bezpośrednio do Niego, aby odmienił jej los: Nie uczyniła jednak tego w duchu oskarżenia, lecz zwróciła się pełna nadziei, świadoma, że niezależnie od ludzkich możliwości i wysiłków źródło życia pochodzi z daleka i ma swe korzenie w tajemnicy Boga (A. Fumagalli).
Zanoszona do Boga modlitwa była niezwykle autentyczna. Anna przez cały czas odczuwała smutek na duszy i płakała nieutulona. Nie było w jej modlitwie nic z udawania, z mydlenia oczu Panu Bogu. Cała jej postawa wyrażała głęboką ufność w moc Boga. Modlitwa Anny była bardzo konkretna. Przedstawia ona Panu pragnienia swojego serca: prosi o dziecko, o syna oraz składa obietnicę: Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała nieutulona. Uczyniła również obietnicę, mówiąc: «Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go Panu po wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy» (1 Sm 1, 10-11). Pobożność Anny jest typowo ludowa. Wyraża się poprzez różne zewnętrzne akty, na przykład ślubowanie; charakteryzuje się jednak głębokim wyczuciem Boga jako Tego, który jest ponad wszystkim i wszystko może uczynić. Takie głębokie wczucie Boga jest charakterystyczne dla autentycznej religijności ludowej: Bóg jest bardzo daleko i jednocześnie bardzo blisko, przed Nim można się wypłakać, można się wyżalić, ponieważ On słucha (C. M. Martini).
Anna nie jest zaborcza. Nie chce jak Peninna zachować dziecka dla siebie, by móc się nim chełpić i mieć powód do chluby, ale przyrzeka ofiarować go na służbę Bogu. Jej modlitwa jest tak żarliwa, że wzbudza podejrzenia kapłana pilnującego porządku przy bramie przybytku Pańskiego. Heli zauważył kobietę, która na uboczu modliła się w ciszy, tylko poruszając wargami, co było niezgodne z Prawem, nakazującym publiczną modlitwę odmawiać głośno (G. Ravasi). Jego reakcja była surowa, gdyż podejrzewał, że takie zachowanie może być konsekwencją spożycia napoju wyskokowego: Gdy tak żarliwie się modliła przed obliczem Pana, Heli przyglądał się jej ustom. Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca, poruszała wargami, lecz głosu nie było słychać. Heli sądził, że była pijana. Heli odezwał się do niej: «Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina!» (1 Sm 1, 12-14).
Gdy okazuje się, że postawa Anny jest wynikiem cierpienia i trosk życia, Heli spogląda przychylnie na kobietę: Anna odrzekła: «Nie, panie mój. Jestem nieszczęśliwą kobietą, a nie upiłam się winem ani sycerą. Wylałam tylko duszę moją przed Panem. Nie uważaj swej służebnicy za córkę Beliala, gdyż z nadmiaru zmartwienia i boleści duszy mówiłam cały czas». Heli odpowiedział: «Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłaś» (1 Sm 1, 15-17). Heli nie jest wścibski. Nie dopytuje się o treść modlitwy Anny, ale sam dołącza się do niej. Dodaje otuchy Annie. Sam wyraża nadzieję, że Pan wysłucha jej błagania. To wystarcza, by ukoić serce Anny: Odpowiedziała: «Obyś darzył życzliwością twoją służebnicę!» I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem (1 Sm 1, 18). Wraca do domu bez smutku na twarzy i z sercem otwartym na wolę Boga. Wcześniej sama w sobie przeżywała upokorzenie, nie potrafiła się podzielić swoim bólem, nie znajdowała oparcia w ludziach. Teraz widzi inaczej. Dostrzegła życzliwość ludzką i liczy również na przychylność Boga. Gdy człowiek pokazuje Bogu swoją bezradność, uwalnia zarazem swoje serce i swoją duszę, zdejmuje z siebie ciężar nie do uniesienia. To powoduje także uwolnienie ciała, uzdrowienie, otwarcie na życie. Anna złożyła Bogu swoje błaganie i już czuje się wysłuchana. Ma pewność, że jej problem jest już rozwiązany.
Anna zdała sobie sprawę, że to Bóg jest Stwórcą, a więc dawcą życia. To Jego tchnienie powołuje wszystko do istnienia. Zrozumiała, że ludzkie wartościowanie osób ze względu na płodność jest przejawem ich niedojrzałości, zniekształca prawdziwy obraz człowieka, zamyka go w pułapce stereotypów. Nie musi upijać się ze zgryzoty i w ten sposób szukać rozwiązania trudnej sytuacji. Tylko wtedy, gdy małżonkowie pamiętają, kim jest Stwórca, mogą zrozumieć, że ich zdolność przekazywania życia nie jest powodem pychy, a dziecko nie stanowi prywatnej własności. Mogą również pocieszyć się myślą, że bezpłodność nie stanowi tylko bolesnego upokorzenia, a brak potomstwa nie jest gorzkim przeznaczeniem (A. Fumagalli).
Bóg nie dzieli ludzi na dobrych i złych ze względu na ilość potomstwa. Jego miara jest inna. Jest nią trwanie w Nim. On jest krzewem winnym, a my latoroślami. Przynoszenie owocu dokonuje się przez wytrawnie w miłości Bożej: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. […] Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni (J 15, 1-2. 5-7). Wytrwanie w Bożej miłości wiąże się z obietnicą, że spełni się wszystko o cokolwiek będziemy prosić. Ta obietnica stała się udziałem Anny: Bóg uczynił z tej uschniętej gałęzi latorośl, która przynosi owoc obfity. Może stać się to również udziałem każdego z nas.
Bóg wysłuchał prośby Anny: Elkana zbliżył się do swojej żony, Anny, a Pan wspomniał na nią. Anna poczęła i po upływie dni urodziła syna i nazwała go imieniem Samuel, ponieważ [powiedziała]: Uprosiłam go u Pana (1 Sm 1, 19-20). Anna zaś dotrzymała obietnicy Jemu złożonej. Uproszony u Pana syn, Samuel, zostanie oddany Bogu na wyłączną służbę. Stanie się ostatnim sędzią w Izraelu. Gdy Anna odstawiła chłopca od piersi, przyprowadziła go do przybytku Pana, aby go ofiarować Bogu: Gdy go odstawiła, wzięła go z sobą w drogę, zabierając również trzyletniego cielca, jedną efę mąki i bukłak wina. Przyprowadziła go do domu Pana, do Szilo. Chłopiec był jeszcze mały. Zabili cielca i poprowadzili chłopca przed Helego. Powiedziała ona wówczas: «Pozwól, panie mój! Na twoje życie! To ja jestem ową kobietą, która stała tu przed tobą i modliła się do Pana. O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany na własność Panu» (1 Sm 1, 24-28).
Dzisiaj ofiarowanie dziecka Bogu dokonuje się w czasie chrztu. Rodzice przynoszą swoją pociechę przed ołtarz i proszą dla niego o miłosierdzie i łaskę. Błagają, by ich dziecko zostało włączone w Bożą rodzinę, by stało się prawdziwą chwałą Boga. Święty Ignacy Antiocheński powiedział: Człowiek ofiarowany Bogu jest mąką, która stale miele się na chleb dla Pana Boga. Ofiarować dziecko Bogu, to złożyć go w ręce najlepsze z możliwych.
Pytania do refleksji i modlitwy:
- Czy potrafię walczyć i nie poddawać się w trudnościach?
- Czy umiem autentycznie, szczerze modlić się do Boga?
- Czy w Bogu dostrzegam moc stwórczą?
- Jaką jestem latoroślą? Czy trwam w Jezusie?
- Czy potrafię ofiarować swoje potomstwo Bogu?
- Czy nie jestem zaborczą matką (ojcem)?
Więcej w książce: „Kobiety – między miłością a zdradą. Medytacje biblijne”.
Kobiety – między miłością a zdradą | wydawnictwowam.pl
fot. Pixabay











