Przed pięciu laty, 21 stycznia 2019 roku, zmarł w Gdyni brat zakonny Bolesław Król SJ. Spędził w zakonie jezuitów 68 lat z dziewięćdziesięciu, których dożył. Przez ostatnie 50 lat posługiwał Polakom przebywającym na emigracji w Londynie, w parafii Matki Bożej Miłosierdzia.

Parafia ta, założona i prowadzona przez polskich jezuitów, obchodziła jesienią ubiegłego roku 70. rocznicę istnienia. Przy okazji jubileuszu uczczono również pamięć brata Bolesława, umieszczając w pomieszczeniach parafialnych dedykowaną mu tablicę pamiątkową.

Ponieważ przez dziewięć lat mieszkałem i pracowałem ze śp. bratem Bolesławem w tym samym domu zakonnym i w tej samej parafii, chciałbym dołączyć do już wypowiedzianych słów kilka osobistych wspomnień.

Po raz pierwszy spotkałem brata Bolesława miesiąc po święceniach kapłańskich, gdy przybyłem do Londynu jako nowy duszpasterz. Od razu uderzyła mnie jego serdeczna, naturalna bezpośredniość — cecha, która była znakiem rozpoznawczym jego osoby i obejmowała wszystkich bez wyjątku.

Zawsze można go było spotkać przed Mszą Świętą, gdy witał wchodzących do kaplicy, oraz po Mszy — gdy rozdawał wychodzącym biuletyn parafialny. Wszyscy stali bywalcy naszego ośrodka go znali, a on znał ich wszystkich. Wiedział, skąd przyjechali, ile mają dzieci, jak mają one na imię i czym obecnie się zajmują. Miał nie tylko otwarte ręce, ale i otwarte serce. Udzielał informacji, przyjmował zgłoszenia, miał dobre słowo dla każdego — oraz niewyczerpane pokłady cierpliwości. Miał otwarte serce dla potrzebujących i słabych.

Brat Bolesław kultywował szerokie zainteresowania. Szczególnie interesowało go życie emigracyjne. Czytał zarówno prasę polskojęzyczną, jak i anglojęzyczną, dzięki czemu zawsze potrafił znaleźć wspólny temat rozmowy z parafianami, niezależnie od ich zainteresowań. Był także doskonale zorientowany w brytyjskiej polityce i brał udział w lokalnych wyborach, choć nigdy nie zdradzał, na kogo oddawał swój głos.
Pełnił również drugą — po przełożonym — najważniejszą funkcję w domu zakonnym: był kucharzem. Niemal codziennie, z regularnością zegarka, udawał się na Cricklewood Street oraz do okolicznych sklepów i supermarketów, by dokonać drobnych zakupów na zaplanowany posiłek. Były to spacery nie tylko konieczne, ale wręcz ceremonialne — po drodze spotykał sprzedawców i mieszkańców okolicy. Po ponad pięćdziesięciu latach obecności w tym samym miejscu był rozpoznawalny niemal przez wszystkich. Patrząc na niego na ulicy, można było z dużym przybliżeniem określić porę dnia.

Zdarzało się, że rozmowy te nieco się przeciągały. Wówczas zza drzwi kuchni rozlegał się jego spokojny głos, który — chcąc zdążyć z obiadem — powtarzał półżartem: „Gotuj się! Gotuj się!”. I rzeczywiście — obiad zawsze był na czas.

Wieczorami zapraszał do naszej jadalni osoby przychodzące do ośrodka na różne spotkania. Częstował kawą lub herbatą — zawsze z ciastkiem. Szczególną troską otaczał młodzież, która często przybywała na spotkania wspólnot zaraz po szkole lub pracy, nierzadko bez wcześniejszego posiłku.

Jezuicki ośrodek duszpasterski przy Walm Lane miał szczęście do znakomitych duszpasterzy, którzy porywali umysły wiernych. Brat Bolesław natomiast, poprzez postawę łączącą autentyczną pokorę z serdeczną gościnnością, zdobywał ich serca. Ośrodek na Willesden Green w Londynie kojarzył się wielu osobom z jego uśmiechniętą twarzą i wyciągniętymi w geście powitania rękami. Potrzebujemy więcej takich jezuitów i braci zakonnych*.

o. Henryk Droździel SJ
Warszawa, 21.01.2026

Brat B. Król i o. H. Droździel SJ w ogrodzie zakonnym na Walm Lane

Świadectwo parafianki

W czasie mojego pobytu w Londynie w latach 1998-2007 mieszkałam przy parafii Matki Bożej Miłosierdzia na Walm Lane. Wiele zawdzięczam temu miejscu i osobom, które je w tamtym czasie tworzyły. Wśród nich był brat Bolesław Król SJ. Zapamiętałam go jako bardzo serdecznego i otwartego człowieka. Każde spotkanie z nim dawało takie poczucie, że brat prawdziwie nim się cieszy. Czasem było to tylko uściśnięcie dłoni, czasem jedno-dwa zdania, a te gesty zawsze zostawiały we mnie coś dobrego, pozytywnego, sprawiały w sercu radość. Brat miał cudne poczucie humoru, którym lubił się dzielić, był pogodny, ta jego pogoda ducha udzielała się i nam. Był dla mnie takim cichym świadkiem Miłości i budowania wspólnoty, jego małe gesty, uśmiech i życzliwość niosły mnie często przez dzień. Dawały też poczucie przynależności i pewności, że jestem w parafii mile widziana, że ktoś na mnie czeka. Nasza Wspólnota Życia Chrześcijańskiego wiele razy doświadczyła gościnności brata Bolesława, sprawiał, że czuliśmy się na Walm Lane jak w domu. Dzisiaj, gdy myślę o bracie, nasuwa mi się zdanie: w swojej życzliwości, gościnności i otwartości był prawdziwie dobry jak chleb dla wszystkich ludzi, których spotykał.

Małgorzata Wojtasik
Kraków, 20 stycznia 2026 roku

* Więcej o śp. bracie Bolesławie Królu SJ można przeczytać w okolicznościowej rozkładówce opublikowanej z okazji 70 lecia parafii.