Cztery lata temu, 24 lutego 2022 roku, cisza poranku nad Ukrainą została rozerwana przez eksplozje. Rozpoczęła się pełnoskalowa wojna, rozpoczęta przez Rosję. Jedna z największych tragedii w historii Europy po 1945 roku. Cztery lata, które dla nas – obserwatorów, sąsiadów, pomocników – były rokiem, dwoma, trzema… dla naszych braci i sióstr stały się jednym, nieprzerwanym bólem.
Dziś jesteśmy pamięcią przy żołnierzach, którzy oddali życie broniąc swojej ziemi, swoich domów, swoich dzieci. Wspominamy ich żony, matki, ojców – tych, którzy czekają przy telefonie, nie wiedząc co z nimi. Tych, którzy już się nie doczekali. Pamiętamy o wszystkich, których dosięgły rakiety w nocy czy o świcie, na których spadły bomby choć przebywali w szpitalach czy szkołach, tych, którzy w zimnie szukali czegoś do jedzenia, którzy musieli opuścić wszystko, co znali – swoje domy, bliskich… Pamiętamy dziś o dzieciach – wyrwanych ze swojego dzieciństwa, często uprowadzonych na Wschód, osieroconych, straumatyzowanych tym, co zobaczyli i czego doświadczyli. Im wszystkim mówimy dziś: nie jesteście sami. Jesteśmy z wami – jako Polacy, jako sąsiedzi, jako chrześcijanie, jako ludzie.
Te cztery lata pokazały także do czego jesteśmy zdolni jako naród. Przyjęliśmy miliony uchodźców do swoich domów. Zbieraliśmy, woziliśmy, organizowaliśmy, tłumaczyliśmy, towarzyszyliśmy. Otwarliśmy szkoły, przychodnie, centra pomocy. Wielu z nas oddało swój czas, pieniądze, po prostu swoje serce – nierzadko przez długie miesiące i lata. To naprawdę było wielkie i takie pozostanie.
Ale to nie wystarczy, bo wojna trwa. I właśnie dlatego musimy powiedzieć sobie otwarcie: nie wolno nam się teraz zatrzymać, zniechęcić, dać przekonać, że najważniejszy jest święty spokój, nie! Kiedy być może przyzwyczajamy się do trwającej kolejny rok wojny, kiedy media skupiają uwagę na czymś innym, kiedy my wracamy do swoich spraw – oni wciąż są w tym samym miejscu. Nadal w zimnych, zrujnowanych domach. Co gorsza, być może z coraz mniejszą nadzieją w sercu! Z coraz większym bólem. Z niepewnością jutra. Dziś potrzeba jeszcze bardziej, byśmy jako Polacy nie zmęczyli się byciem dla innych, byśmy nie pozwolili sobie na pójście swoją drogą – zwłaszcza teraz, gdy emocje opadły, a tragedia wojny trwa dalej.
Jako Polacy dbajmy dalej o miejsca schronienia, bezpieczeństwa, normalności. Dla wszystkich, którzy ich potrzebują. Może jest to kobieta pracująca w Polsce, rozmawiająca z tobą po polsku z lekkim akcentem. Może to dziecko w klasie twojego dziecka. Może to ktoś niepełnosprawny, oszukany, okradziony, skrzywdzony – takie osoby po prostu są wokół nas.
Dziś jako JRS Polska apelujemy do wszystkich, którzy kiedyś pomagali: wróćcie, jeśli się zatrzymaliście. Do tych, którzy pomagają: wytrwajcie. Do tych, którzy jeszcze nie wiedzą jak pomagać: zapytajcie – w swojej parafii, w organizacji charytatywnej, w lokalnym centrum integracji. Zawsze jest coś, co można dać. Czas, uwaga, modlitwa, rzeczy, które się przydadzą, środki finansowe – tak jak choćby ostatnio dla Kijowa, by dać odrobinę tak bardzo upragnionego ciepła. Możemy także podzielić się zwykłym uśmiechem, słowem wsparcia. To więcej niż nic – to często wszystko.
Niech nam nie zabraknie wiary, że dobro ma sens, nawet jeśli nie widać końca wojny. Niech nie zabraknie nadziei, że ta wojna któregoś dnia się skończy i że Ukraina odbuduje się, że dzieci w Kijowie, Charkowie i Lwowie będą mogły dorastać w pokoju. Bądźmy uważni na wszelkie próby dezinformacji czy nastawania jednych przeciw drugim. I niech nam nie zabraknie miłości: tej zwykłej, codziennej, wytrwałej, która nie szuka rozgłosu, ale po prostu jest. Wiara, nadzieja, miłość – te trzy trwają. I tylko od nas zależy, czy pozwolimy by trwały właśnie w nas.
W imieniu Fundacji JRS Poland,
Dariusz Michalski SJ
Dyrektor Programowy JRS Polska










