Jezus szukał wytchnienia w Betanii, u Marii, Marty i Łazarza, gdzie przed męką chciał spędzić czas z przyjaciółmi i patrzeć na ich życzliwe twarze. Dzisiejsze wspomnienie najbliższych przyjaciół Mistrza oraz jutrzejszy Światowy Dzień Przyjaźni to idealny moment, by zapytać o jakość naszych więzi. James Martin SJ w książce „Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim” udowadnia, że bez głębokich relacji z ludźmi nie da się zbudować prawdziwej zażyłości z Bogiem.
Historia Towarzystwa Jezusowego zaczyna się od współlokatorów. W 1529 roku na Uniwersytecie Paryskim Ignacy Loyola zamieszkał w jednym pokoju z Piotrem Faberem i Franciszkiem Ksawerym. Faber wspominał po latach, że dzielili „jeden pokój, jeden stół i jedną kiesę”. Byli od siebie skrajnie różni: Faber był skromnym pasterzem z Sabaudii, Ksawery dumnym szlachcicem, a Ignacy starszym od nich byłym żołnierzem po przejściach.
Ignacy pomógł swoim przyjaciołom uporządkować życie. Faber zmagał się z ogromnym niezdecydowaniem co do swojej przyszłości – myślał o małżeństwie, medycynie, prawie, a nawet o zostaniu mnichem. Dzięki wsparciu Ignacego zrozumiał własne sumienie i odnalazł życiową drogę. Ta relacja pokazuje, że przyjaciel to ktoś, kto pomaga nam stać się tym, kim naprawdę jesteśmy w oczach Boga.

Fot. Wydawnictwo WAM
Bóg nie boi się twoich emocji
Autor książki sugeruje, że sposób, w jaki myślimy o ludzkiej przyjaźni, pomaga zrozumieć relację z Bogiem. Modlitwa to w istocie rozmowa, która ma miejsce w osobistej relacji. William Barry SJ zauważa, że przyjaźń z Bogiem wymaga tych samych elementów co każda inna więź: spędzania czasu, uczenia się siebie nawzajem i szczerości.
W przyjaźni kluczowa jest uczciwość, nawet jeśli wiąże się ona z trudnymi emocjami. Martin SJ opisuje sytuację, gdy ze złością krzyczał do Boga, domagając się pomocy. Jego kierownik duchowy uznał to za „dobrą modlitwę”, ponieważ była szczera. Podobnie w relacjach z ludźmi – unikanie trudnych tematów sprawia, że więź staje się formalna i ostatecznie umiera.
Przyjaźń to nie posiadanie na własność
Prawdziwa przyjaźń daje wolność. Najlepszym przykładem jest decyzja Ignacego, który wysłał swojego najlepszego przyjaciela, Franciszka Ksawerego, na misję do Indii. Obaj wiedzieli, że mogą się już nigdy nie zobaczyć w tym życiu. Ignacy nie zatrzymał go w Rzymie dla własnego komfortu, lecz pozwolił mu realizować powołanie.
Zaborczość to główna bariera w budowaniu zdrowych więzi. Charles Shelton SJ, jezuicki psycholog, ostrzega przed pragnieniem kontrolowania przyjaciół. Przyjaźń powinna być „bezpieczną bazą”, która daje siłę do działania w świecie, a nie źródłem nieustannych pretensji o brak uwagi. Nawet w małżeństwie warto zachować pewną dozę „ignacjańskiej obojętności”, by nie oczekiwać, że druga osoba zaspokoi absolutnie wszystkie nasze potrzeby.

Fot. Franciszek Ksawery, Ignacy i Piotr Faber (obraz: Bronisław Podsiadły SJ)
Miłość do „trudnych” ludzi
Ignacy Loyola potrafił kochać nawet tych, którzy sprawiali problemy. Szymon Rodrigues, jeden z pierwszych towarzyszy, okazał się krnąbrnym i trudnym podwładnym w Portugalii. Ignacy musiał go odwołać ze stanowiska, ale zrobił to z ogromną delikatnością i miłością. W liście do niego pisał, że zawsze kochał go „wyjątkową miłością w Panu”.
Zasada „Założenia wstępnego” to fundament jezuickiego podejścia do ludzi. Ignacy nakazuje, by każdy dobry chrześcijanin był bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. Zamiast zakładać złe intencje, należy zapytać drugą osobę, jak rozumie swoje słowa. To podejście pozwala uniknąć wielu niepotrzebnych konfliktów w rodzinie czy w miejscu pracy.
Betania i „pomaganie duszom”
Choć książka koncentruje się na relacjach męskich wewnątrz zakonu, Ignacy cenił także służbę i gościnność. W Rzymie założył Dom Świętej Marty dla byłych prostytutek, nawiązując do ewangelicznej postaci Marty z Betanii. Dla jezuitów przyjaźń ma zawsze charakter „apostolski” – ma pomagać w pełnieniu misji. Miłość powinna wyrażać się bardziej w czynach niż w słowach.
Dobra przyjaźń wymaga także pokory. Nie jesteśmy w stanie „naprawić” życia naszych bliskich ani rozwiązać wszystkich ich problemów. „Mesjasz istnieje, ale to nie ty!” – przypominał autorowi jego kierownik duchowy. Naszą rolą jest po prostu towarzyszenie drugiemu człowiekowi w jego „chaosie”, słuchanie go i bycie obecnym, gdy tego potrzebuje.
Wdzięczność jako lekarstwo na samotność
Wielu ludzi unika przyjaźni z obawy przed stratą lub przeprowadzką bliskich. William Barry SJ zauważa, że tłumienie serdeczności z lęku przed rozstaniem to pułapka. Jezuici, którzy często zmieniają miejsce zamieszkania, musieli wypracować umiejętność „jedności serc i umysłów” mimo fizycznej odległości. Kluczem jest regularne podtrzymywanie kontaktu i pielęgnowanie wspólnych wartości.
James Martin SJ kończy refleksję o przyjaźni tematem wdzięczności. W rachunku sumienia warto dziękować Bogu za konkretnych ludzi. Jak mówi siostra Maddy, przyjaciółka autora: „Przyjaciel zna pieśń mojego serca i śpiewa mi ją wtedy, gdy zdarzy mi się ją zapomnieć”. Nawet jeśli znalezienie prawdziwej przyjaźni wymaga czasu i wysiłku, jest to trud, który warto podjąć dla dobra własnej duszy.










