Papież Leon XIV, urodzony jako Robert Francis Prevost, świętuje swoje imieniny. 17 września przypada wspomnienie św. Roberta Franciszka Bellarmina (1542–1621) – jezuity, którego dwa imiona nadano przyszłemu papieżowi na chrzcie. Zaledwie trzy dni wcześniej papież obchodził 71. urodziny. Tym razem okazja do świętowania jest ściśle związana z historią Towarzystwa Jezusowego.

Papież Leon XIV, czyli Robert Francis Prevost, nosi te samego imiona, które zostały nadane na chrzcie słynnemu jezuicie, świętemu Robertowi Bellarminowi. Dzień imienin papieża jest w Watykanie wolny od pracy (choć nie dla wszystkich), ponieważ w najmniejszym państwie świata imieniny mają większą rangę niż urodziny. Watykan to najbardziej katolickie państwo świata więc oczywiste jest, że wspomnienie świętego patrona ma priorytet.

Matematyk w habicie i astronom

Podobnie jak obecny papież, również jego patron, który zmarł w 1621 r., był zakonnikiem i naukowcem. Zanim pochodzący z Chicago Robert Prevost został następcą św. Piotra, ukończył studia matematyczne oraz uzyskał doktorat z prawa kanonicznego. Jego patron, święty Robert Bellarmin, łączył przynależność do zakonu jezuitów z pasją do astronomii.

Przyszły jezuita i kardynał urodził się w 1542 r. w Montepulciano w Toskanii, niedaleko Jeziora Trazymeńskiego, gdzie w 217 r. przed Chrystusem Hannibal pokonał rzymską armię. Gdy wstąpił do jezuitów miał zaledwie 18 lat. Po studiach szybko zasłynął jako świetny kaznodzieja i rozpoczął pracę jako profesor teologii. Wkrótce papież wezwał go do Wiecznego Miasta, by wykładał w Kolegium Rzymskim, które w przyszłości stanie się słynnym Uniwersytetem Gregoriańskim.

Nie chciał zostać papieżem

W marcu 1599 roku papież Klemens VIII mianował Bellarmina kardynałem. Po śmierci Ojca Świętego mało brakło by jezuita sam został następcą św. Piotra. Prosił jednak innych kardynałów, by postawili na kogoś innego. Wybrany został wówczas Paweł V, który jednak chciał mieć Bellarmina u swojego boku. Tak rozpoczęła się znana na całym świecie działalność jezuity, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych teologów kontrreformacji.

Jedną ze spraw, którą się zajął, była sprawa Galileusza, którego Bellarmin nie był przeciwnikiem. Opowiadał się za publikacją jego tez dotyczących Układu Słonecznego – miał przekonanie, że kiedyś nauka uzna ich słuszność. W 1616 roku, na polecenie Pawła V, poinformował jednak Galileusza o jego potępieniu przez Inkwizycję a ten przyjął upomnienie i zamilkł na siedem lat. To wydarzenie miało niestety kluczowe znaczenie w procesie Galileusza, który rozpoczął się 17 lat później, już po śmierci Bellarmina.

Wokół życia Roberta Bellarmina narosło w ciągu wieków wiele mitów. W rzeczywistości był on człowiekiem bardzo skromnym, wyróżniającym się prostotą i lubianym przez studentów. Jak podkreśla jezuita o. Nicolas Steevens, organizator sympozjum o Robercie Bellarminie na Uniwersytecie Gregoriańskim, nie był on twardogłowym inkwizytorem, ale człowiekiem, który szukał porozumienia i osobistej relacji ze swoimi rozmówcami, także takimi jak Giordano Bruno czy Galileusz.