„Wytrwać” – słowo trochę staroświeckie. Nie brzmi zbyt atrakcyjnie. Kojarzy się z czymś trudnym: z cierpliwością, wysiłkiem, pokonywaniem przeszkód, a czasem po prostu z zaciskaniem zębów. Mówimy: „Trzeba wytrwać”, kiedy nie jest łatwo i kiedy pojawia się pokusa, żeby zrezygnować.
A jednak jest to słowo bardzo bliskie Ewangelii. Jezus mówi: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Mówi też: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami”. A w innym miejscu: „Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was”. W tych słowach powraca jedno ważne wezwanie: pozostańcie. Nie odejdźcie. Nie zrezygnujcie. Nie porzucajcie tego, co zostało rozpoczęte.
Ale wytrwać to nie tylko wytrzymać. Można przecież coś wytrzymać i wcale w tym nie pozostać sercem. Można trwać z przyzwyczajenia, ze strachu albo dlatego, że nie widzi się innego wyjścia. Prawdziwe wytrwanie jest czymś więcej. Jest wiernością temu, co uznaliśmy za dobre, prawdziwe i ważne.
Dlatego można powiedzieć: wytrwać znaczy kochać. Miłość bardzo często sprawdza się właśnie w czasie. Łatwo kochać, kiedy wszystko układa się dobrze. Łatwo być przy kimś, kiedy jest radość, powodzenie i wzajemna sympatia. Trudniej pozostać, kiedy pojawiają się problemy, rozczarowanie, choroba, starość, zmęczenie czy niezrozumienie. A przecież „wytrwać przy kimś” znaczy coś więcej niż „wytrzymać z kimś”. To znaczy: jestem przy tobie. Czasami nie mogę już niczego dla ciebie zrobić. Nie potrafię rozwiązać twojego problemu, zabrać cierpienia, odpowiedzieć na wszystkie pytania. Mogę jednak pozostać. Mogę być obok. Może właśnie dlatego jednym z najpiękniejszych obrazów miłości jest Maryja stojąca pod krzyżem. Nie może ocalić Jezusa od cierpienia. Nie może zmienić biegu wydarzeń. Może tylko być. Ewangelista zapisuje: „A obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego…” (J 19,25).
Miłość czasem nie polega na tym, że potrafimy coś zrobić. Polega na tym, że potrafimy pozostać. Jest to także tajemnica przyjaźni. Przyjaciel nie jest tylko kimś, z kim dobrze spędza się czas. Przyjaciel to ktoś, kto pozostaje także wtedy, gdy nie jest już tak łatwo. Czas jest zresztą najlepszym sprawdzianem przyjaźni. To, co było tylko chwilowym zauroczeniem, z czasem przemija. To, co prawdziwe, dojrzewa.
I tutaj pojawia się drugi ważny obraz Ewangelii: ziarno. Jezus bardzo często mówi o ziarnie, siewie, wzroście i owocu. Ziarno zostaje wrzucone w ziemię i przez długi czas pozornie nic się nie dzieje. Potem pojawia się kiełek, roślina, kłos, a w końcu owoc. Podobnie jest z zaczynem ukrytym w cieście. Potrzebuje czasu, aby wykonać swoją pracę.
Między zasianiem a zbiorem jest właśnie wytrwanie. Trzeba zasiać, podlewać, pielęgnować, czekać. Trzeba przeżyć okres, kiedy niczego jeszcze nie widać. Trzeba nie wyrwać ziarna tylko dlatego, że zbyt długo nie pojawia się owoc. Czy nie jest tak również z naszym życiem? Najważniejsze rzeczy dojrzewają powoli. Miłość, przyjaźń, zaufanie, mądrość, wiara, świętość. Nie można ich wyprodukować natychmiast. Potrzebują czasu, doświadczenia, przebaczenia, kolejnych prób i kolejnych powrotów.
Dlatego czas nie jest tylko naszym przeciwnikiem. Może stać się sprzymierzeńcem dobra.
Czas sprawdza nasze uczucia. Pokazuje, czy to, co nazywaliśmy miłością, było rzeczywiście miłością. Czy przyjaźń była czymś więcej niż wspólnym zainteresowaniem. Czy wiara była tylko entuzjazmem, czy też potrafi pozostać przy Bogu wtedy, gdy przychodzi cisza, oschłość, pytanie albo zwątpienie.
Wytrwać przy Jezusie oznacza czasem powiedzieć: „Nie rozumiem, ale pozostaję przy Tobie”. „Nie czuję Twojej obecności, ale nadal się modlę”. „Nie widzę jeszcze owocu, ale nie przestaję siać”. Jezus nie mówi przecież: „Starajcie się wszystko natychmiast zrozumieć”. Mówi: „Trwajcie we Mnie”.
A trwanie przynosi owoc. „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). To bardzo ważna obietnica. Owoc nie jest przede wszystkim wynikiem naszego nieustannego wysiłku. Jest owocem trwania. Gałązka nie produkuje owocu własnymi siłami. Jej zadaniem jest pozostać złączoną z krzewem.
I chyba właśnie dlatego najważniejsze owoce życia są owocami dojrzałymi.
Niedojrzały owoc może wyglądać pięknie, ale często jest twardy i kwaśny. Potrzebuje słońca i czasu. Potrzebuje pozostać na swoim miejscu. Podobnie jest z człowiekiem.
Niedojrzała miłość chce natychmiast. Dojrzała potrafi czekać. Niedojrzała przyjaźń trwa, dopóki jest przyjemnie. Dojrzała potrafi przebaczać. Niedojrzała wiara potrzebuje ciągle nowych doświadczeń. Dojrzała potrafi pozostać także w ciszy.
Najsłodsze są dojrzałe owoce. Może dlatego słodycz miłości i przyjaźni często odkrywamy dopiero po latach. Po wspólnie przeżytych trudnościach, po przebaczeniu, po chorobie, po kryzysach, po wielu zwyczajnych dniach, w których ktoś po prostu był. Także zbawienie jest związane z wytrwaniem do końca. Nie znaczy to oczywiście, że zbawienie jest nagrodą za nasze ludzkie wytrzymywanie. Jest łaską Boga. Ale łaska potrzebuje naszego „tak”, naszej wierności, naszego pozostawania przy Bogu. Bóg daje wzrost. My możemy jednak pielęgnować albo zaniedbać zasiane ziarno. Możemy pozostać albo odejść.
Wytrwać to pozwolić, aby dobro, które zostało zasiane w naszym życiu, dojrzało.
Nie wszystko, co ważne, musi wydarzyć się szybko. Nie każda modlitwa od razu przynosi światło. Nie każda miłość od razu staje się głęboka. Nie każda przyjaźń od początku jest mocna. Nie każdy wysiłek od razu przynosi owoce. Czasem trzeba po prostu pozostać. Przy Bogu. Przy człowieku. Przy dobru. Przy prawdzie. Przy swoim powołaniu. I może właśnie w tym kryje się piękno słowa „wytrwać”. Nie chodzi tylko o to, żeby coś przetrzymać. Chodzi o to, żeby pozostać wiernym temu, co pokochaliśmy. A wtedy po czasie może pojawić się owoc. I być może okaże się, że właśnie ten owoc – długo oczekiwany, wypracowany przez wierność, cierpliwość i miłość – jest najsłodszy.
o. Henryk Droździel SJ, Warszawa, 8.09.2026 r.
Fot. o. Henryk Droździel SJ










