Zagrał Spider-Mana, ale to rola jezuity zmieniła jego życie. Andrew Garfield, przygotowując się do „Milczenia” Martina Scorsese, wszedł w świat ignacjańskiej duchowości tak głęboko, że pozostała z nim na długo po zakończeniu zdjęć. Dziesięć lat później aktor wciąż każdego wieczoru robi ignacjański rachunek sumienia i otwarcie mówi o wierze, stracie matki oraz tym, czego nauczyło go spotkanie z Chrystusem.

Garfield przez niemal rok przygotowywał się do roli ojca Sebastião Rodriguesa, korzystając z pomocy jezuity o. Jamesa Martina SJ. Wziął udział w rekolekcjach w milczeniu, czyli Ćwiczeniach Duchowych św. Ignacego Loyoli, a podczas przygotowań prowadził także dziennik medytacji. „Przeżyłem głębokie spotkanie z Chrystusem” – powiedział w rozmowie z „National Catholic Register”. Jak przyznał, doświadczenie to nie skończyło się wraz z zakończeniem pracy nad filmem, ale nadal ma wpływ na jego codzienne życie.

Nocny przegląd dnia w Hollywood

Najbardziej konkretnym owocem tamtych przygotowań stał się dla Garfielda prosty nawyk duchowy. W podcaście „The Spiritual Life” aktor przyznaje, że każdego wieczoru stara się robić ignacjański rachunek sumienia. Wraca wtedy myślami do minionego dnia, dziękuje za dobre chwile i zastanawia się, kiedy czuł bliskość Boga, a kiedy się od Niego oddalał. Jak zauważa Maggi Van Dorn na łamach America Magazine, Garfield nie ogranicza wiary do teorii. To, czego nauczył się od jezuitów, próbuje stosować w swoim codziennym życiu.

Podczas rozważań nad Ewangelią aktora najbardziej poruszyło tak zwane ukryte życie Jezusa – lata dzieciństwa i młodości spędzone w Nazarecie przed rozpoczęciem publicznej działalności. „Odkryłem prostą prawdę: nie muszę być kimś więcej, niż jestem, aby zasłużyć na miłość” – wspomina Garfield w rozmowie z o. Jamesem Martinem SJ. W świecie zdominowanym przez presję mediów społecznościowych i kreowanie idealnego wizerunku, doświadczenie zwyczajności dało mu poczucie wewnętrznej wolności.

Od Pająka do buntu oracza

Reżyserzy chętnie obsadzają Garfielda w rolach bohaterów zmagających się z pytaniami o wiarę i sumienie. Zanim zagrał Oracza w najnowszym dramacie historycznym „The Uprising” w reżyserii Paula Greengrassa, wcielił się w postać adwentysty w „Przełęczy ocalonych” Mela Gibsona oraz mormońskiego detektywa w serialu „Pod sztandarem nieba”. Alyssa Murphy z National Catholic Register podkreśla, że aktor konsekwentnie wybiera scenariusze dotykające problemu ludzkiej egzystencji, godności i cierpienia.

Akcja filmu „The Uprising” rozgrywa się w XIV-wiecznej Anglii podczas powstania chłopskiego po epidemii czarnej śmierci. Garfield gra człowieka, który stracił żonę oraz dziecko i staje naprzeciw konieczności płacenia królewskich podatków. Aktor dostrzega wyraźną różnicę między tą postacią a jezuitą z „Milczenia”. „Ojciec Rodrigues walczył z własną pychą i poczuciem pozycji lidera duchowego. Oracz osiąga prostotę przez doświadczenie skrajnego ogołocenia” – wyjaśnia Garfield w rozmowie z National Catholic Register.

Ciężar na statku i lekcja straty

Temat cierpienia jest obecny także w osobistym życiu aktora. W 2019 roku jego matka, Lynn, zmarła na raka trzustki. Garfield przyznaje, że jej śmierć głęboko go naznaczyła. Mówiąc o żałobie, nie zgadza się z podejściem, które każe szybko odsuwać ból i wracać do codzienności. Jak wyznał dziennikarce Alyssie Murphy, żałoba przypomina mu, jak cenna jest miłość, i pomaga dostrzegać piękno życia. Dodaje, że kiedy człowiek potrafi odsunąć własne ego, może pełniej doświadczyć tego, co w życiu naprawdę ważne.

Garfield nie chce być jednak kimś, kto udziela innym gotowych rad na życie. Kiedy pytano go o wskazówkę dla młodych fanów, którzy dorastali przy filmach z serii „Niesamowity Spider-Man”, odpowiedział z charakterystycznym dla siebie dystansem. Na łamach National Catholic Register przestrzegał, by uważać na ludzi, którzy przekonują, że znają proste recepty na życie. Jednocześnie podzielił się obrazowym porównaniem: każdy człowiek jest jak statek, który przewozi cenny ładunek. Naszym zadaniem jest odkryć, co tym ładunkiem jest, a następnie bezpiecznie dostarczyć go do celu.

Historia Andrew Garfielda pokazuje, że życie w Hollywood nie musi oznaczać utraty duchowej wrażliwości. Steven D. Greydanus, recenzent National Catholic Register, zauważa, że trudne historie o wierze nie dają łatwych odpowiedzi, ale skłaniają do spojrzenia na własne słabości. W przypadku Garfielda jednym z najważniejszych owoców spotkania z jezuicką duchowością stała się prosta praktyka, do której wraca każdego wieczoru.