W Ewangelii, którą czytamy w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, uderza jedno słowo: zobaczyć, ujrzeć. Ewangelista powtarza je niemal z upodobaniem: Maria zobaczyła, Jan zobaczył, Piotr ujrzał, Jan ujrzał i uwierzył. Jan chce w ten sposób wskazać na różny sposób patrzenia. Maria Magdalena, Piotr i Jan to trzy drogi do wiary w zmartwychwstanie. Każda z nich ma swoje tempo, wrażliwość, intuicję duchową i proces dojrzewania. Każda z nich odsłania inne oblicze ucznia Jezusa i Kościoła.

Droga Marii Magdaleny

Pierwsza przy grobie pojawia się Maria Magdalena. Przychodzi o świcie, gdy jest jeszcze ciemno. Maria jest obrazem osoby poszukującej, obrazem cząstki Kościoła niespokojnego i twórczego, który wciąż szuka swej drogi do Pana. Ciemności, które ją otaczają, odzwierciedlają ciemności jej duszy. Wciąż nosi w sercu bolesne wydarzania Wielkiego Piątku. Cierpienie, ból, trauma po stracie Jezusa nie pozwalają jej jasno patrzeć. Widzi grób, ale nie dostrzega w nim życia. Ewangelista, opisując widzenie Marii, używa greckiego określenia blepein. Jest to widzenie fizyczne, materialne, bezrefleksyjne, bez zrozumienia. Maria widzi pusty grób, ale nie rozumie jego sensu. Maria bezradna, zagubiona, nie wie nawet, gdzie szukać martwego ciała: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. W tym stwierdzeniu może odnaleźć się każdy, kto zagubił drogę do Pana. To stan bezsilności, zagubienia, bezradności… Jednak Maria w swym przerażeniu i zagubieniu nie pogrąża się w ciemności rozpaczy. Szuka pomocy. Dzieli się swym niepokojem z Piotrem i uczniem, którego Jezus miłował. Ci dwaj uczniowie, zagubieni równie jak Maria, biegną natychmiast do grobu. Jan biegnie szybciej. Może to młodość, a może większa miłość? Jan przecież nie przeżywał bólu zdrady. Pozostał wierny Jezusowi do końca. Był pod krzyżem.

Droga Piotra 

Jan zobaczył leżące płótna, dokonał inspekcji grobu, jednak nie wszedł do środka. Ustąpił miejsca starszemu. Uznał autorytet Piotra. Piotr wszedł do grobu pierwszy i zobaczył ławę, na której spoczywało ciało Jezusa, zobaczył również całun, którym owinięte było Jego ciało. Zobaczył zna ki, ale nie zobaczył Jezusa. To zrodziło w nim zdziwienie i zdumienie, pytania i wątpliwości. Piotr widzi, ale jeszcze nie rozumie. Potrzebuje czasu, by zagoić ranę zdrady. Ewangelista opisując spojrzenie Piotra, używa słowa theorein. Nie jest to jeszcze spojrzenie wiary, ale uważne patrzenie, które rodzi pytania. Takie spojrzenie staje się zalążkiem wiary.

Droga Jana

Trzecim, który ujrzał był umiłowany uczeń. Jan „ujrzał i uwierzył”. By ujrzeć i uwierzyć potrzeba serca, które kocha i które wie, że jest kochane. Prawdziwa miłość otwiera oczy i serce. Kto doświadcza w głębi serca miłości Jezusa, wierzy w zmartwychwstanie. Wierzy, że miłość sięga poza śmierć i że jest kochany również po śmierci. Jan „ujrzał i uwierzył”. Istnieje wzajemna relacja między poznaniem a miłością i wiarą. Kto więcej kocha, ten więcej poznaje. Z kolei poznanie przez miłość prowadzi do wiary. Taka jest wiara, jakie jest poznanie i jaka miłość. Jan, opisując swoje spojrzenie, używa słowa horao. To określenie wskazuje na głęboką przenikliwość. Takie spojrzenie potrafi uchwycić sens i ukryte znaczenie tego, co wydaje się jedynie materialne. Jest to widzenie bliskie wiary albo wyrażające wiarę.

Drogi nasze

My również możemy w podobny sposób przeżywać czas paschalny. Możemy, jak Maria Magdalena, zobaczyć: uczestniczyć w obrzędach wielkanocnych, kolejny raz, rutynowo, bez zdumienia i zadziwienia nad tą wielką tajemnicą wiary. Co najwyżej, mogą nas zadziwić błędy w liturgii. Z takiego zadziwienia jednak nic nie wynika dla naszej wiary i relacji z Jezusem. Możemy iść krok dalej jak Piotr, zobaczyć i zrozumieć: naszemu przeżywaniu Paschy może towarzyszyć refleksja, medytacja, próba zrozumienia, czym jest zmartwychwstanie. Ale wszystko na poziomie intelektu, rozumu. Może wtedy zabraknąć tej najdłuższej drogi. Z rozumu do serca. A możemy, jak Jan, zobaczyć, zrozumieć i uwierzyć. By to było możliwe, trzeba pozostawić kamień i grób, na którym tak mocno była skoncentrowana Maria Magdalena. Trzeba zostawić całun i chusty, które zaintrygowały Piotra. By doświadczyć zmartwychwstania trzeba wznieść się ponad to, co zewnętrzne, zmysłowe, ponad te znaki, które codziennie nadmiernie absorbują naszą uwagę, energię, siły i zasłaniają rzeczywistość duchową. Trzeba jednak przede wszystkim doświadczyć miłości Jezusa. I odsłonić przed Nim to, co jest w nas martwe i obumarłe, stłumione, zepchnięte w cień, skostniałe, ciemne. Pozwolić, by wyprowadził nas z grobu naszych lęków, rezygnacji, rozczarowania i wprowadził na światło, w przestrzeń wolności i życia w Bogu.

W Wielkanoc składamy sobie życzenia. Życzmy dziś sobie, by naszą codzienną radością był Chrystus Zmartwychwstały. By On sam prowadził nas przez krzyże codziennego trudu, wyzwalał z naszych grobów i otwierał oczy na codzienne znaki zmartwychwstania.