1. „Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej” (Mt 26,30; Mk 14,26) – w taki sposób synoptycy Mateusz i Marek opisują zakończenie Ostatniej Wieczerzy. Góra Oliwna znajduje się we wschodniej części Jerozolimy. Wznosi się niemal sto metrów nad starą Jerozolimą i oferuje zachwycające widoki na Święte Miasto, wzgórza Judei, góry Moabu, dolinę Jordanu, a nawet na Morze Martwe. Według tradycji żydowskiej jest miejscem pochówku proroków: Aggeusza, Zachariasza i Malachiasza. Nazwa góry pochodzi od drzew oliwkowych rosnących na jej zboczach.

Droga z Wieczernika na Górę Oliwną wynosiła około piętnastu minut, była więc przyjemnym spacerem. „W jasną noc przy pełni księżyca i wiosennym wietrze cała grupka zeszła z Wysokiego Miasta do Tyropeon, idąc prawdopodobnie starą drogą schodzącą stopniami w dół, którą odkryły współczesne wykopaliska. Minęli dzielnicę Siloe i wyszli z miasta Bramą Źródła, a idąc pod górę w kierunku północnym, przeszli Cedron i znaleźli się w Getsemani” (G. Ricciotti).

Zatrzymali się u podnóża góry w Ogrodzie Oliwnym (hebr. Getsemani, czyli „tłocznia oliwek”). „Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie” (J 18,1). „Możemy sobie wyobrazić ten ogród jako typowo wschodnią posiadłość wiejską otoczoną murkiem ułożonym z kamieni, z drzewami oliwkowymi i grotą przeznaczoną do przenocowania, gdzie znajdowała się też tłocznia” (D. Baldi). Miejsce to potwierdza starożytna tradycja. Ogród być może był prywatną własnością rodziny Ewangelisty Marka (może jego matki Marii). Ogród zawsze otaczany był pamięcią, czcią i opieką. W XIII-XIV wieku zwany był „ogrodem kwiatów”, „kwiecistym polem”. Niełatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało to miejsce w czasach Jezusa. Zwłaszcza, że według Flawiusza w 70 roku Tytus nakazał wyciąć wszystkie drzewa rosnące w Jerozolimie. Dziś w Ogrodzie Oliwnym rośnie osiem oliwek. Wszystkie powyginane od starości. Niektórzy botanicy twierdzą, że mogły pochodzić od czasów Jezusa; przynajmniej ich korzenie. Pliniusz twierdził, że „drzewo oliwne nie umiera”.

Ogród Oliwny przywodzi na myśl ogród rajski. W Edenie Adam uległ pokusie Złego i zgrzeszył przeciw Bogu (Rdz 3,1-6). „Wskutek tego ludzkość została potępiona przez Boga (J 3,36) i poddana mocy grzechu (J 8,34)” (F. Martin, W. Wright). W Ogrodzie Getsemani Nowy Adam jest posłuszny Bogu Ojcu, wypełnia Jego wolę, zbawiając świat.

Po przybyciu do ogrodu Jezus pozostawił większość apostołów, prosząc ich o modlitwę. W ustronne miejsce zabrał z sobą jedynie trzech z nich: Piotra, Jana i Jakuba. Ci wybrani uczniowie byli wcześniej świadkami bóstwa Jezusa: przemienienia na górze Tabor i wskrzeszenia córki Jaira. W Getsemani widzą Jego słabość. To właśnie im Jezus wyjawił boleśnie przeżywane uczucia: smutek, zagubienie, lęk, trwogę. Marek notuje: „począł drżeć oraz odczuwać trwogę” (Mk 14,33). Ewangelista używa dwóch czasowników oddających przeżycia Jezusa, które wyrażają najwyższe napięcie uczuciowe: thambeisthai i ademonein. „Podstawowym znaczeniem pierwszego jest zdumienie, które sprawia, że ktoś staje osłupiały, skamieniały, zmieszany, tak jakby coś strasznego wydarzyło się przed jego oczyma. Stąd wzięło się spotykane nieraz znaczenie strachu jako dezorientacji, przygnębienia” (B. Maggioni). Grecy używali tego słowa, opisując teofanie swoich bóstw. Faktycznie przed oczyma Jezusa za chwilę miało się wydarzyć coś przerażającego, miał doświadczyć śmierci i wstrząsu związanego z okrucieństwem kaźni, zła, zdrady, niesprawiedliwości. Drugi termin ademonein, „którego źródłosłów oznaczał prawdopodobnie wyłączenie z ludu i ze wspólnoty, a zatem kogoś odizolowanego i obcego, oznacza stan wielkiego niepokoju, napięcia i trwogi” (B. Maggioni). Wyraża on stan „osłabienia człowieka, który czuje, że uchodzą z niego siły i traci wigor wobec czegoś, co go przerasta. Można by go przetłumaczyć jako «popadać w depresję», ponieważ to słowo wskazuje na utratę sensu życia. Człowiek nie ma już chęci ani ochoty do życia. Jest to choroba duszy” (I. Gargano).

Stan duchowy Jezusa oddają również słowa Jego modlitwy-skargi: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci” (Mk 13, 34). Słowa te zawierają echo Psalmów: 42, 43 i 116. Jezus czyni swoimi słowa udręczonych, pogardzanych i wyśmiewanych wygnańców, którzy złożyli nadzieje w Panu, a On wciąż nie odpowiada. „Ta bardzo osobista modlitwa i błagania, wyrażane słowami modlitw wierzącego i cierpiącego Izraela, stanowią tutaj nierozerwalną jedność. (…) Są to osobiste słowa Jezusa w Jego udręczeniu” (Benedykt XVI). „Skarga Jezusa jest jednak intensywniejsza” (B. Maggioni).

Ujawniając swoje przeżycia, Jezus wzywa trzech bliskich sobie uczniów do modlitwy i czuwania. Prosi ich o obecność, wsparcie fizyczne i duchowe. Zastanawiająca jest jednak reakcja tych uczniów, a raczej brak jakiejkolwiek reakcji: „i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć” (Mk 14,40). „Jezus objawia im stan swego ducha, a oni milczą – nie ma tu żadnego słowa, żadnej reakcji. Samotność Jezusa jest całkowita” (B. Maggioni).

Po prośbie o modlitwę Jezus pragnął pozostać sam na sam z Ojcem, dlatego oddalił się „na odległość około rzutu kamieniem” (Łk 22,41), czyli około trzydziestu metrów i upadł na twarz. Jest to postawa rzadko spotykana wśród Żydów.  Modlą się oni wprawdzie klękając, pochylając się, padając na ziemię, wznosząc ręce ku niebu, klaskając w dłonie (Ps 95 i 96), ale najczęściej czynią to, stojąc. Jezusowi taka postawa nie wystarcza. Zdruzgotany czekającym go cierpieniem, pada na twarz, przyjmuje postawę sługi, całkowitej pokory i bezwzględnego poddania Ojcu i Jego woli. Postawa taka praktykowana jest w Kościele w czasie wielkopiątkowej liturgii, święceń kapłańskich i profesji zakonnej. Tekst grecki sugeruje, że Jezus padał na ziemię wielokrotnie. „Niemal jakby ewangelista chciał nam bardzo dokładnie zasugerować, byśmy zobaczyli Jezusa, który skręca się z bólu jak zwykły człowiek, jak jeden z nas, kiedy ból jest naprawdę wielki” (I. Gargano).

Podczas takich cierpień Jezus prosił Boga: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14,36). W swej modlitwie zwracał się do Boga bardzo poufale: abba, czyli: ojcze, tatusiu. Określenia tego w czasach Jezusa używały dzieci w stosunku do ziemskich ojców, nikt natomiast nie ośmieliłby się zwrócić w ten sposób do Boga. W wezwaniu Jezusa zawiera się ogrom zaufania do Ojca, oddanie, czułość i miłość. „Jezus odwołuje się do nieprzebranej głębi swej zażyłości z Bogiem i stara się poruszyć Jego ojcowskie wnętrzności. (…) Swoją modlitwę wypowiada trzy razy. Liczba ta wskazuje, że znajduje się w palącej potrzebie, która skłania Go do nalegania” (I. Gargano).

Jezus modli się do Boga Ojca, aby odsunął od Niego kielich cierpienia. W Biblii kielich jest dość częstym obrazem i ma znaczenie symboliczne. Człowiek otrzymuje z rąk Boga kielich przeznaczenia. Psalmy mówią o kielichu błogosławieństwa, ale również o kielichu kary, gniewu Bożego i śmierci. W nocy poprzedzającej śmierć, Jezus partycypuje w trzech kielichach: kielichu błogosławieństwa wieczerzy paschalnej, kielichu dziękczynienia Eucharystii i kielichu męki i śmierci w Ogrodzie Oliwnym. Prosząc Ojca, aby oddalił ten ostatni kielich Jezus doświadczał trwogi i strachu przed śmiercią. Ewangelista Łukasz, z zawodu lekarz, zauważa, że „Jego pot był jak gęste krople krwi sączące się na ziemię” (Łk 22,44). Modlitwie Jezusa towarzyszyły dość rzadkie objawy fizjologiczne, które mogą występować w stanach najwyższej trwogi, w skrajnym napięciu psychicznym albo wyczerpaniu fizycznym, znane medycynie pod nazwą hematohydrozji. Jezus jako człowiek nie był więc wolny od przekleństwa z Raju (Rdz 3,17-19). Pracował w krwawym pocie, wysługując ludzkości zbawienie. Łukasz nazwał ten stan terminem agonia zapożyczonym z języka sportu. To greckie słowo wskazuje stan napięcia sportowca przed zawodami lub finiszem. Oznacza także śmiertelną walkę atletów, walkę na śmierć i życie. Agonia Jezusa, która rozpoczęła się w Ogrodzie Oliwnym będzie trwać do chwili Jego śmierci na krzyżu, a zdaniem Blaise’a Pascala – nawet do końca świata. „W rzeczywistości każda próba pociąga za sobą jakąś agonię, czyli walkę, która toczy się o życie. Tak było z pierwszym Adamem, tak było z drugim Adamem, tak będzie ze wszystkimi uczniami drugiego Adama” (I. Gargano).

Modlitwa w Getsemani wyraża ludzką i boską wolę Jezusa. Pierwsza z nich to „wola «natury» Jezusa człowieka, która wzdryga się na widok potworności i destruktywnego charakteru wydarzenia i chciałaby uprosić, żeby Go ominął ten kielich” (Benedykt XVI). Ludzka wola, instynkt życia i poczucie sprawiedliwości zmagają się z siłą odwiecznej miłości Ojca, który obarcza Syna grzechami całej ludzkości. Jezus broni się przed pokusą nieufności, przed niewiernością swej misji, swemu powołaniu. Henri Daniel-Rops tak opisuje to zmaganie: „Teraz właśnie ludzka strona natury Jezusa chwyta nas za serce. Ten Człowiek osaczony śmiercią, wdychający ją razem z zapachem nocy, wysłuchujący ją w głuchym huku potoku nie może sprawić, by Jego ciało nie lękało się i nie buntowało: ma lat trzydzieści trzy i musi umierać. (…) Dobrze znamy z naszego własnego życia to strwożone serce, ten umysł tak bardzo zepchnięty na bezdroża, że błaga Boga o cud, który byłby zaprzeczeniem i przekreśleniem całej Jego działalności. (…) Tu, o dwadzieścia kroków od swoich przyjaciół jest Jezus bardziej samotny niż na Dżebel Qarantal; tu bowiem, w chwili gdy przeznaczenie chwyta Go za gardło,  ścierają się w Nim obie Jego natury w zmaganiach boleśniejszych niż wszystkie, jakie kiedykolwiek przeżył”. Benedykt XVI dodaje, że ludzka wola Jezusa uosabia krnąbrną wolę całej ludzkości: „Można by powiedzieć, że w ludzkiej woli natury Jezusa jest w Nim samym obecny cały opór ludzkiej natury stawiany Bogu. Jest tu sprzeciw nas wszystkich, każde przeciwstawienie się Bogu”.

Z kolei wola Syna Bożego obliguje Go do wierności i całkowitego zaufania Ojcu oraz zgody na Jego tajemniczy bolesny plan. „Dlatego właśnie, że jest Synem, szczególnie głęboko odczuwa trwogę, brud i podłość – całą potęgę grzechu i śmierci, które musi wypić w przeznaczonym dla Niego «kielichu». Wszystko to musi przyjąć do swego wnętrza, ażeby to w sobie pozbawić mocy i pokonać” (Benedykt XVI).

Ostatecznie wola Syna zwycięża: „Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Jezus zdaje się całkowicie na wolę Ojca. Autor Listu do Hebrajczyków opisuje zmaganie Jezusa jako modlitwę najwyższego kapłana: „Z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.  A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają,  nazwany przez Boga arcykapłanem na wzór Melchizedeka” (Hbr 5,7-10). Przez pokorną modlitwę, gorące prośby, wołanie i płacz Jezus jako najwyższy arcykapłan Nowego Przymierza składa ofiarę Bogu, zanosi do Ojca całą ludzką egzystencję z jej słabościami i grzechami. „Posłuszeństwo Jezusa, radykalne «tak», które powiedział Ojcu po ciężkiej walce na Górze Oliwnej, niejako «konsekrowało Go na kapłana”(Benedykt XVI). Słowo „posłuszeństwo” ma związek ze słuchaniem. „Cierpiąc, Jezus nauczył się i zarazem «zrozumiał», co to znaczy «być człowiekiem wobec Boga»; poznał słabość i strach wobec Bożych wymagań, zrozumiał, że tylko przez modlitwę można odnaleźć spokój i zaufanie. W ten sposób Jezus przeżył najtrudniejsze i decydujące ludzkie doświadczenie: nie tylko słabość wobec cierpienia, lecz również (…) «zgorszenie» wobec cierpienia, które pochodzi z wolnego wyboru Boga. Gdyby Jezus uniknął tego doświadczenia (które jest w istocie cierpieniem religijnym, a nie tylko fizycznym), nie byłby prawdziwym, pełnym człowiekiem, a wcielenie byłoby połowiczne” (B. Maggioni).

Autor Listu do Hebrajczyków suponuje, że  prośba Jezusa została wysłuchana. Może jednak rodzić się pytanie: czy rzeczywiście? Przecież nie uniknął straszliwej męki i śmierci. Zapewne jednak nie o takie wysłuchanie tutaj chodzi. Jezus otrzymał od Ojca moc i siłę, aby stawić czoło swoim prześladowcom i katom i podjąć mężnie cierpienie. W tej misji umacniał Go, pocieszał i dodawał odwagi anioł Gabriel („Boża moc”) posłany od Ojca, o czym wzmiankuje święty Łukasz: „Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i pokrzepiał Go” (Łk 22,43). Jezus został wysłuchany również dlatego, że poprzez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie definitywnie pokonał zło i śmierć i wyzwolił człowieka z ich mocy.

Modlitwa Jezusa w Getsemani może stać się wzorem modlitwy w cierpieniu dla każdego ucznia Jezusa. „Wzbranianie się z całych sił przed cierpieniem i krzyżem jest naturalną postawą człowieka. Powinniśmy być wdzięczni, jeśli uda nam się przejść obok krzyża bez cierpienia. Każdy człowiek może i powinien modlić się tak, jak czynił to Jezus. Niewłaściwym rozumieniem duchowości krzyża byłoby myślenie, że musimy «chcieć» cierpieć, aby przez to ofiarować się Bogu” (S. Kiechle). Każdy może walczyć na modlitwie z Bogiem, gdy Jego wola wydaje się zbyt trudna.  Ale tej walce powinna towarzyszyć świadomość, że wola Ojca jest zawsze właściwa i najlepsza: „nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42).

Pytania do refleksji:

  • Czy przeżywałeś chwile grozy, osłupienia?
  • W jaki sposób dotyka cię brud i zło świata?
  • Co jest powodem twojego smutku?
  • Kogo prosisz o modlitwę i pomoc w trudnych doświadczeniach?
  • Jaka jest twoja postawa modlitewna? Co przez nią wyrażasz?
  • W jaki sposób zwracasz się do Pana Boga na modlitwie?
  • Jak reagujesz, gdy twoja „dobrze umotywowana” prośba nie zostaje spełniona?
  • Co stanowi twój osobisty „kielich”?
  • Z czym kojarzy ci się wola Boża? Czy tylko z cierpieniem?
  • Co stanowi dla ciebie największą przeszkodę w przyjęciu woli Bożej? Dlaczego?

2. Jezus przeszedł zwycięsko krytyczny moment Ogrójca. Próby natomiast nie zdali uczniowie. Proszeni o czuwanie i modlitwę, w chwili gdy ich Mistrz najbardziej potrzebował wsparcia i liczył na nie, trzykrotnie zawiedli. Jezus oczekiwał od przyjaciół niewiele, czynnej obecności, odrobiny ludzkiego ciepła i pokrzepiającej przyjaźni, tymczasem za każdym razem, gdy powracał do nich, zastawał ich w głębokim snie. Spał również Piotr, na którego liczył najbardziej. Wszak to on zarzekał się, że gotów jest umrzeć za Mistrza. Teraz nie był w stanie czuwać nawet godziny. Dlatego właśnie on usłyszał gorzką wymówkę i słowa rozczarowania: „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Mk 14,37).

Prośba Jezusa skierowana do uczniów nie była zbyt wymagająca. Jednak ich sen można doskonale zrozumieć i usprawiedliwić. „Mogli przybyć do Getsemani pomiędzy 10 a 11 w nocy (zwykle uważano tę godzinę za późną porę, ponieważ o świcie rozpoczynano pracę w polu i prowadzono interesy). Zgodnie ze zwyczajem, w Święto Paschy Żydzi nie spali do późna w nocy, by rozprawiać o Bożym odkupieniu. Uczniowie powinni byli nie zasypiać i czuwać. Przypuszczalnie nie spali do późna w nocy we wszystkie inne Święta Paschy w swoim życiu” (C. Keener). Nadto trzeba dodać, że „wrócili właśnie z wieczerzy paschalnej, podczas której wymagano od każdego uczestnika wypicia czterech kielichów wina. To mogło przytępić ich zmysły i ograniczyć wytrzymałość” (J. McLaughlin). Zaś „miniony dzień był pełen głębokich przeżyć, napięć, lęku, miłości, uczuć do głębi poruszających serce człowieka” (J. P. de Roux ).

Święty Łukasz podkreśla jednak, że sen uczniów był wynikiem smutku (Łk 22,45). Zachowują się więc jak większość ludzi, łagodzą i wypierają ból. Sen bowiem może być mechanizmem obronnym, formą ucieczki przed nieprzyjemnymi doświadczeniami i trudnymi sprawami. Sen wprowadza w błogi stan nieświadomości. „Jest znakiem «oddalenia» uczniów, którzy nie rozumieją znaczenia chwili. To oddalenie płynie ze słabości (B. Maggioni). Roman Brandstaetter w Pieśni o moim Chrystusie ujmuje to poetycko: „A oni, chociaż słyszeli jego słowa, nic nie rozumieli. Nie chcąc wrócić do rzeczywistości leżeli na dnie snu”. Papież Benedykt XVI, komentując senność apostołów, przestrzega przed ospałością współczesnych chrześcijan: „Ospałość uczniów pozostaje przez całe wieki szansą dla mocy zła. Ospałość ta jest znieczuleniem duszy, której spokoju nie mąci moc zła panującego w świecie, ani ogrom wyniszczającej ziemię niesprawiedliwości i cierpienia. Jest to otępienie człowieka, który – by móc nadal trwać w samozadowoleniu własnej swej egzystencji – wolałby nie zauważać tego wszystkiego i uspokaja się myślą, że w gruncie rzeczy nie jest tak źle. Jednakże to otępienie dusz, ten brak czujności ze względu na bliskość Boga, jak i na potęgę grożącego zła, zapewnia Złemu władzę nad światem”.

            Jezus dobrze znał swoich uczniów. Trzy lata wspólnych wędrówek i bliskiej przyjaźni sprawiły, że wniknął głęboko w ich serca. Znał też ich chwiejność i słabostki. Dlatego nie potępił ich za słabość i senność. Ostrzegł natomiast przed próbami, których doświadczą: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mk 14,38). „Użyte tutaj greckie słowo można również oddać za pomocą czasowników: «nie zasypiać», «stać na straży» i «ochraniać». Oni jednak nie spełnili żadnego z tych pragnień” (J. McLaughlin). I dlatego ulegli pokusie snu.

Ostrzeżenie Jezusa i wezwanie do modlitwy i czuwania ma wymiar uniwersalny; dotyczy wszystkich chrześcijan. Każdy uczeń Jezusa musi wykazywać się duchową czujnością, wytrwałością, świadomym przeżywaniem codzienności, w przeciwnym bowiem razie ulegnie duchowemu lenistwu, wpadnie w letarg i nie będzie odporny na pokusy. Pokusa jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia. Nie jest jednak grzechem. Bywa że dręczy swoją intensywnością, nie determinuje jednak ludzkich decyzji ani czynów. Pokusa nie pochodzi nigdy od Boga. „Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć” (Jk 1,13-15). Bóg natomiast może zsyłać (i zsyła) próby. Stąd użyte w tekście greckie słowo peirasmos „należy rozumieć bardziej w sensie próby niż pokusy. (…) Uczeń powinien się modlić nie o uniknięcie próby, lecz o to, aby nie uległ” (B. Maggioni). „Pokusa może wessać każdego w swoją śmiercionośną spiralę. Jedynym sposobem na uwolnienie się od niebezpieczeństwa bycia pożartym przez próbę jest właśnie niezagubienie dialogicznego kontaktu z Bogiem” (I. Gargano).

Czuwanie i modlitwa są konieczne, by nie poddać się działaniu szatana, przed którym przestrzega w swoim liście, śpiący wcześniej w Ogrodzie Oliwnym, Piotr: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1 P 5,8-9). Są też konieczne ze względu na kruchość i ograniczenia ludzkiej natury; duch ochoczy, ciało słabe. „Wyrażenie Jezusa «ciało słabe» oznacza człowieka doświadczającego strachu, słabości, wahania, obawy przed zagubieniem się – który stając wobec Bożych wymagań, miałby ochotę uciec. «Duch ochoczy» oznacza człowieka, który czuje się przyciągany przez Boga, odważny, gotowy, otwarty. Obie inklinacje istnieją jednocześnie. Jezus przypomina o tym uczniom i wszystkim chrześcijanom, tak aby zbytnio nie ufali sobie, jak to było w przypadku Piotra” (B. Maggioni).

Gdy Jezus po raz trzeci zastał śpiących uczniów, postawił im kłopotliwe pytanie: „Śpicie dalej i odpoczywacie?” (Mk 14,41). Niektórzy bibliści sądzą, że zawierało ono oddźwięk lekkiej ironii i rezygnacji. Jezus nie zaznał pociechy i wsparcia ze strony przyjaciół. Ojcowie Kościoła (święty Augustyn, święty Jan Chryzostom) uważają natomiast, że słowa Jezusa są wynikiem cierpienia i współczucia. „Są jednocześnie wyznaniem gorzkiej prawdy. Jezus wie, że apostołowie nie są gotowi, aby dokonać przejścia razem z Nim, że potrzebują jeszcze wiele czasu, by dojrzeć do tej decyzji, aby radykalnie «stanąć po Jego stronie» i «być z Nim» do końca” (K. Wons).

Kolejne wezwanie skierowane do apostołów świadczy, że Jezus nie poddaje się rezygnacji, ani ślepemu losowi, ale podejmuje bolesne wydarzenia z pełną świadomością, determinacją, odwagą i nadzieją: „Dosyć! Nadeszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto blisko jest mój zdrajca” (Mk 14,41-42). Słowo „dosyć” można przetłumaczyć: „kości zostały rzucone, decyzja zapadła. (…) Nadeszła godzina – godzina męki Jezusa i kulminacji Ojcowskiego planu zbawienia. W wymiarze ludzkim Jezus zostaje wydany przez Judasza. Lecz zgodnie z niezgłębionym Bożym planem to Ojciec wydał swego jedynego Syna grzesznikom z miłości ku nim (Rz 8,32). Jezus zaś, powodowany tą samą miłością, dobrowolnie wydał samego siebie (Ga 2,20; Ef 5,2)” (M. Healy).

Wezwanie „wstańcie” nawiązuje do zmartwychwstania (por. Mk 14,28). Jest ono „dla ucznia światłem Jezusa, które zapowiada zwycięstwo pośród największych ciemności! «Wstańcie» jest także zaproszeniem, aby «nawrócić się i uwierzyć w Ewangelię» (Mk 1,15), cokolwiek się dzieje!” (K. Wons). Jezus wzywa uczniów, by się otrząsnęli ze snu, letargu śmierci i poszli z Nim na spotkanie zdrajcy. Była to ostatnia próba pociągnięcia ich za sobą.

Modlitwa Jezusa w Getsemani odmieniła Go wewnętrznie. Z początku odczuwał lęk, przygnębienie, nie był zdolny pokonać wewnętrzny smutek i ból. Po modlitwie nie odczuwa już napięcia, przerażenia i trwogi. Odzyskał zewnętrzny spokój i pokój wewnętrzny. Jest pewnym siebie Mesjaszem. „Zdecydowanie idzie na spotkanie tego, co budzi w Nim największą odrazę. Sprawiedliwy – wychodzi naprzeciw niesprawiedliwości; On, bez skazy, idzie spotkać to, co nieczyste; On, który jest dobrocią, idzie mierzyć się z nienawiścią; On, nieśmiertelny – udaje się na spotkanie ze śmiercią. Taki jest owoc Jego modlitwy – trwa z Bogiem w grzesznym świecie, w którym jest nieobecny, i w ten sposób daje Boga światu” (I. de La Potterie).

Pytania do refleksji:

  • W jakich okolicznościach Jezus mógłby mieć do ciebie żal i pretensje?
  • Czy jesteś solidarny w przyjaźni do końca, mimo wysokiej ceny, jaką płacisz?
  • Jakie formy ucieczki stosujesz w życiu? Jak często uciekasz w sen?
  • Czy żyjesz trzeźwo, czuwasz, czy raczej ulegasz duchowemu letargowi, apatii?
  • Jakie pokusy dręczą cię najczęściej? Jak sobie z nimi radzisz?
  • Czy prosisz Boga o uniknięcie prób czy o siłę do stawiania im czoła?
  • Czy walczysz ze słabościami ciała, nawet gdy walka wydaje się przegrana?
  • Co częściej zwycięża w tobie: słabe ciało czy ochoczy duch?
  • Czy potrafisz stawiać kłopotliwe pytania i odpowiadać na nie?
  • Czy widzisz owoce swojej modlitwy? Jakie?