1. Najbliżej krzyża Jezusa stały „Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (J 19,25) oraz umiłowany uczeń, Jan. Dwie Marie (Magdalena i Kleofasowa) zostały wymienione także przez synoptyków. Jan, który był naocznym świadkiem, nie opisuje cierpienia ani dramatu Maryi. Nie mówi nic o próbach pocieszania Jezusa. Podkreśla jedynie, że wraz z innymi kobietami stała pod krzyżem. Greckie wyrażenie wskazuje na poczucie godności. Maryja stała z godnością Matki Boga. „Tę samą godność, którą widzieliśmy w Jezusie dźwigającym w drodze na Kalwarię po królewsku swój krzyż jakby był Jego berłem, spotykamy teraz w Matce Jezusa, Matce Pana, Matce Boga” (I. Gargano).

Święty Bonawentura w swoim dziele Vita mistica w taki sposób próbuje wczuć się w cierpienie Maryi: „Zebrawszy odważnie wszystkie swe siły, stała przed Nim, Ukrzyżowanym. Ileż razy musiała szlochać z jękiem opłakując swego syna i wołając: «Jezu, Synu mój, kto mi pozwoli umrzeć z Tobą i za Ciebie, Synu mój najsłodszy?» Ileż razy musiała podnieść swe skromne oczy ku tym palącym ranom, czy w ogóle się w nie wpatrywać choćby przez chwilę, czy zdołała w ogóle widzieć je wyraźnie za zasłoną swoich łez. Któż wątpi, że mogła omdleć z powodu ogromnego bólu w swoim wnętrzu? Dziwię się wręcz, że nie umarła. Jest jakby umarła, choć żyje, ponieważ żyjąc, cierpi najokrutniejszy ból śmierci”. Święty Jan jednak o tym nie wspomina. Podkreśla natomiast, że Maryja trwała w niemej kontemplacji. Miecz boleści przeszywał Jej serce. Nie mogła jednak nic uczynić. Była bezsilna. Nie mogła umrzeć zamiast Syna. Mogła jedynie współcierpieć, będąc świadkiem Jego modlitwy, cierpienia i bolesnego konania. Charles Péguy twierdził, że Syn wziął na siebie wszystkie grzechy, a Matka wszystkie boleści.

Maryja na Golgocie doświadczyła bolesnego „wywłaszczenia” ze swego umiłowanego Syna. Wbrew swemu naturalnemu uczuciu miłości matki, współdziałała w bolesnym planie Ojca. Pod krzyżem dopełnia się jej fiat wypowiedziane w Nazarecie, „otrzymuje ostateczną konsekrację swojego «tak». (…) Nigdy by nie pomyślała, iż przyjdzie jej pogodzić się z tym, że miłość Boga do ludzi jest tak wielka, pogodzić się z tym, że zginie jej Syn, a ona sama aż tak będzie cierpieć. Maryja na sobie samej uczy się poznawać, że miłość Boga do człowieka jest bezgraniczna; zaś ona sama, Maryja, jest tej miłości znakiem” (C.M. Martini).

„Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja” (J 19,26-27). Umierający Jezus nie myśli o sobie. Myśli o Ojcu, o ludzkości, dla której cierpi; myśli także o najbliższych, o swej Matce, o umiłowanym uczniu. Jest to „bardzo ludzki gest odchodzącego Zbawiciela. Nie zostawia swej Matki samej, oddaje Ją pod opiekę ucznia szczególnie Mu bliskiego. Według żydowskiej tradycji, głównym obowiązkiem dzieci wobec rodziców była troska o ich fizyczne i psychiczne potrzeby, zwłaszcza gdy byli w podeszłym wieku. „Umierający ojcowie wzywali synów, by zapewnili opiekę swojej matce, co też zwykle czynili. Przyznanie uczniowi takiej roli w rodzinie nauczyciela było dla niego wielkim zaszczytem (uczniowie nazywali czasami swoich nauczycieli «ojcami»)” (C. Keener). Maryja była prawie pięćdziesięcioletnią kobietą, w dodatku wdową. Żyła w społeczeństwie, w którym wdowy nie były darzone szacunkiem.  Wdowieństwo uważano za powód do wstydu i hańby. Wdowy nie były w stanie same się utrzymać. Jezus zatroszczył się o opiekę na czas starości swej Matki, a równocześnie zapewnił pomoc i wsparcie duchowe najmłodszemu ze swoich uczniów, stworzył mu ognisko domowe.

Ta scena ma równocześnie wymiar symboliczny. Maryja, matka umiłowanego ucznia, który reprezentuje wszystkich uczniów Jezusa jest duchową matką wszystkich Jego wyznawców. Jest nową Ewą (Kościołem), oblubienicą nowego Adama. Jan poprzez ten opis i użycie słowa „niewiasta” (gyne) w wyraźny sposób nawiązuje do oblubieńczej relacji łączącej rajską parę (por. także J 2,1-11). „Pierwsza Ewa stała się matką «wszystkich żyjących» (Rdz 3,20), druga Ewa staje się matką wszystkich wierzących, tych, którzy zostali odrodzeni przez Ducha Świętego jako nowe stworzenie” (F. Martin, W. Wright).

Jan, umiłowany uczeń Jezusa, w imieniu Kościoła „wziął Ją do siebie” (gr. eis ta idia) (J 19,27). „Termin eis ta idia oznacza przede wszystkim domową intymność, ciepło domu i rodziny, do której wraca żołnierz po wojennej wyprawie, kupiec po dalekomorskiej podróży lub syn po pracy albo po spotkaniu z przyjaciółmi. Eis ta idia oznacza więc nie tyle dom jako budynek, co raczej domową intymność, którą nazwalibyśmy domowym ogniskiem, a nawet jeszcze czymś więcej. Ta idia odnosi się także do intymności małżonków. Tak więc mamy tutaj do czynienia z intymnością rodzinną” (I. Gargano). Umiłowany uczeń wypełnił ostatnią wolę swojego Mistrza. Zaofiarował Maryi swój dom – siebie. Zaś w matce Jezusa otrzymał i przyjął najpiękniejszy dar – oblubieńczą miłość.

Jan jest obrazem każdego ucznia i uczennicy. Uczeń jest zarówno synem jak i oblubieńcem, córką i oblubienicą Jezusa. „Przyjmowanie Jezusa i Jego oblubieńczej miłości może dokonywać się w naszym życiu przez Maryję, która jest naszą duchową Matką. Jeżeli przyjmiemy Ją tak, jak «umiłowany uczeń», wtedy pomoże nam przylgnąć do Jezusa i związać się z Nim więzami miłości” (K. Wons). Można więc powtórzyć za Benedyktem XVI, że „zadaniem ucznia jest przyjmowanie ciągle na nowo do swego osobistego życia Maryi jako osoby i jako Kościoła”.

  • Czy doświadczyłeś, że prawdziwa miłość bez cierpienia jest iluzją?
  • Czy w obliczu cierpienia i trudności potrafisz trwać z Maryją pod krzyżem?
  • Czego uczy cię kontemplacja krzyża?
  • Czy przyjąłeś już Maryję do twego codziennego życia? Kiedy najbardziej odczuwasz Jej obecność?
  • W jaki sposób Maryja prowadzi cię do oblubieńczej miłości Jej Syna i ojcowskiej miłości Boga?

2. Po śmierci Jezusa zostało już tylko kilka godzin do końca dnia. Po zachodzie słońca, około godziny osiemnastej, rozpoczynał się szabat, który w tym roku był równocześnie połączony z Paschą. Prawo żydowskie nakazywało grzebać zmarłych w dniu ich śmierci, przed zachodem słońca. Pozwalało również dokonywać czynności pogrzebowych w dniu szabatu. „Rzymski zwyczaj prawny był tego rodzaju, że zwłok ukrzyżowanego skazańca nie grzebano, lecz pozostawiano na krzyżu, aby zgniło i aby je rozdziobały ptaki albo w końcu gdzieś wyrzucano, na przykład do rzeki. (…) Inaczej wyglądała sytuacja na terenach żydowskich. Pochówek zmarłych był w Izraelu od samego początku sprawą bardzo wielkiej wagi. Straceni skazańcy nie stanowili pod tym względem wyjątku” (J. Gnilka). Ze względu na zbliżającą się Paschę oraz kłopotliwy przebieg samego procesu Jezusa, Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanych pochowano tego samego dnia. „Motywem szybkiego pogrzebania nie był pietyzm dla zmarłego, lecz głęboko zakorzenione przekonanie, że skazaniec przynosi szkodę krajowi, że wpływa niekorzystnie na jego kultyczną czystość” (J. Gnilka). Przekonanie to było umocowane w Prawie: „trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest przeklęty przez Boga. Nie zanieczyścisz swej ziemi, którą Pan, Bóg twój, daje ci w posiadanie” (Pwt 21,23).

Piłat, który znał tę zasadę, a w śmierci Jezusa widział także swoją osobistą porażkę w zmaganiu się Wysoką Radą, zgodził się, by ukrzyżowanym połamano nogi, przyspieszając w ten sposób ich śmierć. Zadanie łamania kości i stwierdzenia zgonu należało do żołnierzy rzymskich dokonujących egzekucji. Żołnierze łamali golenie żelaznym młotem (crurifragium) i w ten sposób przyspieszali śmierć przez uduszenie. Agonia na krzyżu w strasznych męczarniach mogła bowiem trwać do dwóch dni. „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni” (J 19,33). Mamy tutaj aluzję do rytuału Paschy żydowskiej: żadna kość baranka paschalnego nie mogła być złamana (Wj 12,46, Lb 9,12). Nie mogła również wyciec ani zakrzepnąć krew. Jezus umarł na krzyżu w chwili, gdy w świątyni składano w ofierze baranki paschalne. To właśnie On jest prawdziwym doskonałym „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata” (J 1,29). Ponadto wybrzmiewają tu słowa Psalmu 34: „Wiele nieszczęść [spada na] sprawiedliwego, lecz ze wszystkich Pan go wybawia. Strzeże On wszystkich jego kości, ani jedna z nich nie ulegnie złamaniu” (Ps 34,20-21). „Pan, Sprawiedliwy, wycierpiał wiele, wszystko, Bóg jednak strzegł Go: nie połamano żadnej Jego kości” (Benedykt XVI).

„Tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19,34). Tradycja nazwała go „Włócznikiem” Po grecku włócznia nazywa się lonche, dlatego żołnierz otrzymał też miano Longinusa” (G. Ricciotti). „Rzymski piechur był uzbrojony w krótki miecz i pilum (włócznię). Pilum było wykonane z lekkiego drewna i wyposażone w żelazny grot, miało długość około 1,5 m. Włócznia taka mogła z łatwością przebić worek osierdziowy chroniący serce, który zwiera dużą ilość płynów” (C. Keener). Przebicie boku Jezusa nie było dodatkowym cierpieniem, ale raczej wyrazem żołnierskiej skrupulatności. „Dla zewnętrznych oczu żołnierza jest to tylko znak zakończenia życia. Wypłynęła ostatnia ciecz. Umarł z upływu krwi. Nie pozostało w Nim ani kropli krwi, ponieważ wypłynęła już woda” (I. Gargano).

Inne jednak jest doświadczenie wierzących. Przebicie boku martwego ciała było ostatnią raną zadaną Jezusowi, której Ojcowie Kościoła nadają szczególny wymiar: w wodzie i krwi wypływającej z boku Jezusa widzą sakramenty chrztu i Eucharystii – źródło Odkupienia. Święty Jan Chryzostom odczytuje tę scenę w symbolu macierzyństwa: „Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka spieszy się, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził”. Ojcowie Kościoła, między innymi święty Augustyn, posługuje się obrazem narodzin Ewy z boku Adama. „Podobnie jak Adam pogrąża się w głębokim śnie, aby Bóg mógł stworzyć niewiastę z jego «boku» (hebr. cela, gr. pleura) (Rdz 2,21), tak Jezus zapada w głęboki sen śmierci, a krew i woda wypływają z Jego «boku» (gr. pleura) (J 19,34). I podobnie jak cud stworzenia pierwszej oblubienicy z boku Adama jest podstawą małżeństwa mężczyzny i kobiety, tak cud wypłynięcia krwi i wody z boku Jezusa jest początkiem i fundamentem małżeństwa Chrystusa i Kościoła. (…) Jak Ewa, a przez nią cała ludzkość, otrzymała dar życia przyrodzonego przez ciało z boku Adama, tak Kościół otrzymał życie nadprzyrodzone przez wodę i krew z boku Jezusa Oblubieńca” (B. Pitre).

Na krzyżu rodzi się więc Kościół.  „Rodzi się jako Kościół święty, ponieważ uświęcony, oczyszczony wodą, która wypłynęła z boku Chrystusa, przez co stał się czystą, świętą i nieskalaną Oblubienicą, gotową na gody Baranka. (…) Z przebitego boku ukrzyżowanego Jezusa rodzi się wspólnota Kościoła, która teraz karmi się Jego krwią, to znaczy Jego życiem. (…) Krew ukrzyżowanego Chrystusa staje się nowym pokarmem, dzięki któremu wierzący może żyć dalej w Duchu Jezusa, pozwalając niejako Jezusowi stawać się obecnym we wszystkich i w każdym czasie historii aż do skończenia świata” (I. Gargano).

Otwarcie boku Jezusa to także najmocniejszy znak nieskończonej miłości Boga Ojca do człowieka. Z przebitego serca wytryskuje życie. Otwarte serce jest niepodważalnym dowodem, że „Bóg jest miłością” (1 J 4,8) i zaproszeniem dla nas, aby zanurzyć się w pełni tej Boskiej miłości.

Ewangelista notuje dalej: „będą patrzeć na tego, którego przebili” (J 19,37). To odniesienie do proroka Zachariasza (Za 12,10). Podobne słowa zawiera początek Apokalipsy: „Oto nadchodzi z obłokami i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili” (Ap 1,7). „Ci, którzy sprawili, że bok Jezusa został przebity, wzniosą ku Niemu swoje oczy jako ku Zwycięzcy; bo cios, który miał stwierdzić fakt śmierci, w rzeczywistości otworzył i obwieścił światu nowe źródło łaski Bożej tryskające z boku Jezusa” (K. Romaniuk). Ale nie tylko ci. Proroctwo dotyczy całej ludzkości. Cała ludzkość „będzie patrzeć na Ukrzyżowanego jako na pełne objawienie Boga, który jest dla nas; będzie patrzeć na Chrystusa, który jest dla nas aż do ostatecznych granic swojej miłości” (C.M. Martini).

  • Co myślisz, gdy w czasie Eucharystii słyszysz słowa kapłana: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”?
  • Czy bliskie są ci słowa: „Wiele nieszczęść [spada na] sprawiedliwego, lecz ze wszystkich Pan go wybawia”?
  • Jakie znaczenie ma dla ciebie chrzest w codziennym życiu?
  • Jaką wagę przywiązujesz do pokarmu duchowego – Eucharystii?
  • Czy praktykujesz nabożeństwo do Serca Pana Jezusa?
  • Które określenie Serca Jezusa z Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest ci najbliższe? Dlaczego?
  • Czy Bóg jest dla ciebie miłością?
  • Jak często kontemplujesz Ukrzyżowanego? Co wnosi w twoje życie duchowe kontemplacja krzyża?