Wczesnym rankiem 22 kwietnia 1541 roku rzymskie ulice stały się świadkami pielgrzymki, która na zawsze odmieniła oblicze Kościoła. Sześciu mężczyzn, niosąc świeżo zatwierdzoną przez papieża regułę, zmierzało do Bazyliki św. Pawła za Murami, by przed XIII-wieczną mozaiką Maryi z Dzieciątkiem przypieczętować powstanie nowego zakonu. Choć Towarzystwo Jezusowe formalnie istniało od kilku miesięcy, to właśnie ten dzień, spędzony na modlitwie i braterskim spotkaniu, jezuici do dziś uznają za swoje narodziny.

Pielgrzymka, która zmieniła wszystko

Historia jezuitów często kojarzy się z wielką polityką i intelektualnymi debatami, ale jej fundamentem jest prosta, wręcz intymna więź z Matką Bożą. Zanim Ignacy Loyola został pierwszym generałem zakonu, musiał przejść długą drogę od marzeń o rycerskiej chwale u boku dam dworu do całkowitego oddania się „Damie” o nieporównanie wyższym statusie. To właśnie 22 kwietnia, w piątek w oktawie Wielkanocy, Ignacy wraz z pięcioma towarzyszami – Laynezem, Salmerónem, Codure’em, Jayem i Broëtem – odprawili wspólną spowiedź, jeden przed drugim, by z czystym sercem przystąpić do ołtarza.

Scena w Bazylice św. Pawła za Murami była niezwykle poruszająca. Ignacy odprawiał Mszę świętą w kaplicy po lewej stronie absydy, gdzie nad ołtarzem czuwała bizantyjska mozaika Maryi Panny. W momencie komunii, trzymając w jednej ręce patenę z Hostią, a w drugiej zapisaną formułę profesji, Ignacy odczytał głośno swoje zobowiązanie wobec Boga i papieża. Po nim to samo uczynili pozostali, składając śluby na ręce Ignacego.

Od paryskiego wzgórza po rzymskie bazyliki

Choć rzymskie wydarzenia z 1541 roku były finałem procesu tworzenia zakonu, jego duchowe korzenie sięgają siedem lat wstecz, na paryskie wzgórze Montmartre. To tam, 15 sierpnia 1534 roku, w uroczystość Wniebowzięcia NMP, siedmiu przyjaciół – studentów paryskiego uniwersytetu – złożyło swoje pierwsze śluby w małej Kaplicy Męczenników. Grupa była niezwykle zróżnicowana pod względem narodowości i temperamentów: od 43-letniego Iñigo (Ignacego) po zaledwie 19-letniego Salmeróna.

Wówczas jedynym kapłanem w tym gronie był Piotr Faber, który odprawił Mszę o Wniebowzięciu. Towarzysze nie planowali jeszcze wtedy założenia nowego zakonu; ich ideałem była wspólna wyprawa do Ziemi Świętej. Jednak Maryja, pod której znakiem podejmowali każdą ważną decyzję, miała dla nich inny plan. Gdy wojna uniemożliwiła wyjazd z Wenecji do Palestyny, postanowili udać się do Rzymu i oddać do dyspozycji papieża.

Maryja w życiu Pielgrzyma

Dla Ignacego Loyoli obecność Maryi nie była jedynie elementem religijnej tradycji, ale żywym doświadczeniem, które towarzyszyło mu od momentu nawrócenia. Już podczas rekonwalescencji po zranieniu pod Pampeluną, doznał wizji Matki Bożej z Dzieciątkiem, która napełniła go „nadzwyczajną pociechą” i trwałym wstrętem do grzechów cielesnych. To przeżycie było tak silne, że – jak sam pisał – od tamtej pory aż do końca życia nigdy nie uległ pokusom przeciwko czystości.

Dalsze etapy jego „Opowieści pielgrzyma” to nieustanne spotkania z Maryją. W Arancuz czuwał całą noc przed Jej ołtarzem, w drodze do Montserratu był gotów bronić Jej dziewictwa sztyletem w sporze z napotkanym Maurem, a w samej Manrezie, podczas odmawiania oficjum o Matce Bożej, doznał mistycznej wizji Trójcy Świętej. Kulminacyjnym punktem było jednak wydarzenie w kapliczce La Storta blisko Rzymu. To tam Ignacy prosił Maryję, by „chciała go przyłączyć do swego Syna”, i tam doświadczył z ogromną jasnością, że Bóg Ojciec rzeczywiście spełnił tę prośbę, czyniąc go towarzyszem Jezusa.

Emocje, łzy i braterski uścisk

Dzień narodzin Towarzystwa Jezusowego nie był suchą ceremonią prawną, ale eksplozją radości i braterskiej miłości. Po Mszy w rzymskiej bazylice jezuici przeszli przed ołtarz konfesji i uścisnęli się ze łzami w oczach. Szczególnie poruszony był Jan Codure, którego radość była tak wielka, że – jak wspominał młody Ribadeneira – wydawało się, iż „ciało znieść nie potrafi gwałtowności tych uczuć”.

Z bazyliki wyruszyli w dalszą pielgrzymkę do siedmiu rzymskich kościołów, kończąc dzień wspólną kolacją na wolnym powietrzu w pobliżu Bazyliki św. Jana na Lateranie. W tym czasie pierwsi towarzysze byli już rozproszeni po świecie – Piotr Faber przebywał w Ratyzbonie, a Franciszek Ksawery płynął do Indii, gdzie swoje śluby złożył dopiero kilka lat później w Goa. Mimo odległości, łączyła ich ta sama więź z Matką zakonu.

Teologiczna głębia pod znakiem Maryi

Jezuicka cześć do Maryi znalazła swoje odzwierciedlenie nie tylko w historii, ale i w teologii oraz duchowości Ćwiczeń Duchowych. Zakon od początku stał na straży tajemnicy Niepokalanego Poczęcia, nawet gdy budziła ona jeszcze kontrowersje w Kościele. Wybitny jezuicki poeta Gerard Manley Hopkins ujął to w genialnej formule, łącząc „bierne” niepokalane poczęcie Maryi z Jej „aktywnym” poczęciem Syna.

W Ćwiczeniach Duchowych Maryja jest dyskretną, ale niezbędną przewodniczką. Ignacy zaleca rekolektantom, by w kluczowych momentach modlitwy stosować trzystopniową prośbę: najpierw do Pani naszej, potem przez Nią do Syna, a wreszcie do Ojca. Co więcej, choć Ewangelia o tym milczy, Ignacy uznaje za pewne, że zmartwychwstały Chrystus ukazał się jako pierwszej właśnie swojej Matce. To Maryja, jako Niewiasta depcząca węża, uczy nas odnajdywania bliskości Boga we wszystkim – od krzyża po blask poranka wielkanocnego.

Dziedzictwo, które trwa

Dziś, obchodząc święto Matki Towarzystwa Jezusowego 22 kwietnia, jezuici powracają do swoich korzeni. Zwyczaj Ignacego, by śluby zakonne łączyć z osobą Maryi, przetrwał w zakonie do dzisiaj. Obok wizerunku z Bazyliki św. Pawła za Murami, szczególną czcią cieszy się Madonna della Strada (Matka Boża Dobrej Drogi) z rzymskiego kościoła del Gesù, której wspomnienie przypada 24 maja.

Maryja dla jezuitów zawsze była Tą, która „wskazuje Drogę”, czyli samego Jezusa. To pod Jej opieką sześciu mężczyzn w 1541 roku odważyło się marzyć o zakonie, który wyjdzie na krańce świata, by „rozszerzać chwałę Pana”. Ich historia uczy, że największe dzieła w Kościele rodzą się z głębokiej modlitwy, braterskiej jedności i pokornego zawierzenia Matce, która towarzyszy każdemu pielgrzymowi w jego drodze do celu.