
Tłocznia mistyczna / Przemek Wysogląd SJ
Niepokój dawnego fresku
Jeszcze jako nastolatek zobaczyłem niezwykły XV-wieczny fresk z krakowskiego kościoła Franciszkanów, przedstawiający Tłocznię mistyczną. Niewiele wtedy z niego rozumiałem, ale do dziś pamiętam ogromne poczucie niepokoju, jakie we mnie wzbudził. Było w tym obrazie coś fascynującego i jednocześnie trudnego: Chrystus, wino, krew, prasa, aniołowie, Bóg przedstawiony z niemal mechaniczną dosłownością. Teologia zamieniona w narzędzie, tajemnica w urządzenie.
Motyw Tłoczni mistycznej znany był w sztuce zachodniego Kościoła od późnego średniowiecza. Co ciekawe, należał do tych nielicznych katolickich przedstawień, które funkcjonowały również w świecie protestanckim. Nie był to jednak temat głównego nurtu, próżno szukać go u Michała Anioła czy Caravaggia. Pozostał raczej na obrzeżach wyobraźni chrześcijańskiej, w przestrzeni ludowej pobożności, późnośredniowiecznej symboliki i teologicznej fantazji, aż stopniowo zaniknął i nie znajdziemy go w nowszych kościołach.
Dawne przedstawienia Tłoczni mistycznej często cechowała jednak dosłowność, która dziś wydaje się nie tylko naiwna, ale również jest teologicznie problematyczna. Bóg Ojciec bywał ukazywany jako brodaty starzec, który dokręca prasę, podczas gdy Chrystus stopami ugniata winogrona, a ich sok, czyli Jego Krew, zbierają aniołowie albo święci. Szczególnie kłopotliwe jest przedstawianie Pierwszej Osoby Trójcy Świętej w ludzkiej postaci. Przez wieki obraz ten mógł utrwalać sugestię, że Ojciec jest kimś podobnym do człowieka: przedwiecznym i wszechmocnym, ale jednak wyobrażalnym, męskim, starym, cielesnym. Tymczasem to, że Bóg jest Ojcem, nie oznacza, że jest mężczyzną, a tym bardziej, że jest starcem. Ojcostwo Boga nie opisuje biologii, lecz relację, źródło, dar życia i miłości.
Winnice Wielkiego Tygodnia
Podczas miesięcznych rekolekcji w Australii, przechadzając się pomiędzy ciągnącymi się kilometrami winnicami, wracałem myślą do tego dawnego fresku. Był akurat Wielki Tydzień i trwało winobranie. Obraz winnych gron, tłoczni, soku wypływającego z owoców i ziemi rozgrzanej słońcem nagle połączył się dla mnie z liturgią Męki Pańskiej. Zacząłem zastanawiać się, jak opowiedzieć o Tłoczni mistycznej inaczej: bez zbyt dosłownego przedstawiania Boga Ojca, bez brutalnej mechaniki, ale z zachowaniem sensu eucharystycznego i paschalnego.
W centrum mojego obrazu znajduje się więc nie antropomorficzny Bóg Ojciec, ale Chrystus ukryty w znakach Eucharystii. Nad całą sceną unosi się Hostia i Kielich, otoczone słowami hymnu cherubinów „Święty, święty, święty” (por. Iz 6,3) zapisanym w trzech świętych językach. To właśnie Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca” (J 14,9) — mówi Jezus. Dlatego Ojciec nie zostaje tu przedstawiony jako postać. Objawia się przez Syna, przez ofiarę, przez dar Ciała i Krwi.
W środkowej części obrazu aniołowie poruszają długą belką prasy. Są żniwiarzami czasu ostatecznego, jak w przypowieści o chwaście, gdzie Jezus mówi, że żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Ich obecność odsyła również do Arki Przymierza, nad którą rozpościerały skrzydła cheruby, oraz do pustego grobu z Ewangelii Jana, gdzie dwaj aniołowie siedzą w miejscu, gdzie spoczywało ciało Jezusa. Aniołowie nie są nigdy dekoracją. Są świadkami tajemnicy: Paschy, Sądu, Eucharystii i nowego stworzenia. Na prasie wyciśnięta jest również pieczęć (por. Ap 7,2 nn) z czasów bizantyńskich. Greckie litery oznaczają: IC XC — to skrót oznaczający Jezusa Chrystusa, oraz słowo NIKA, które znaczy zwycięstwo, bo Chrystus jest zwycięzcą nad grzechem i śmiercią.
Kościół buszujący w zbożu
Obraz wyrasta ze słów proroka Izajasza:
Któż to jest Ten, który przybywa z Edomu,
z Bosry idzie w szatach szkarłatnych?
Ten wspaniały w swoim odzieniu,
który kroczy z wielką swą mocą?
– To Ja jestem tym, który mówi sprawiedliwie,
potężny w wybawianiu.
Dlaczego krwawa jest Twoja suknia
i szaty Twe jak u tego, co wygniata winogrona w tłoczni?
Sam jeden wygniatałem je do kadzi,
z narodów – ani jednego nie było ze Mną.
Tłoczyłem je w moim gniewie
i deptałem je w mojej porywczości.
Posoka ich obryzgała Mi szaty
i poplamiłem sobie całe odzienie.
Albowiem dzień pomsty był w moim sercu
i nadszedł rok mojej odpłaty.
Rozglądałem się: nikt nie pomagał.
Zdumiewałem się, a nie było, kto by podtrzymał. (Iz 63,1-5)
Już samo imię Edomu przywołuje czerwień, a obraz tłoczenia winogron zostaje połączony z krwią, sądem i zwycięstwem Boga. W tradycji chrześcijańskiej ten dramatyczny tekst odczytywano w świetle Męki Chrystusa: samotnego Zbawiciela, który „sam jeden” przechodzi przez tłocznię cierpienia, aby wybawić człowieka.
W dolnej części obrazu pojawia się postać kobieca. To Ecclesia, Kościół, Oblubienica Baranka. Nawiązuje do Apokalipsy:
Weselmy się i radujmy, i dajmy Mu chwałę,
bo nadeszły Gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła,
i dano jej oblec bisior lśniący i czysty – bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych. (Ap 19,7)
Ubrana jest w czerwoną szatę inspirowaną strojami bizantyńskich cesarzowych. Czerwień mówi o Krwi Chrystusa, ale także o królewskiej godności Kościoła, który rodzi się z przebitego boku Zbawiciela.
Ecclesia „buszuje” w zbożu. Z pszenicy, która zostanie zebrana i zmielona, będzie wypieczony chleb, który stanie się dla nas codziennym pożywieniem, ale również Chlebem Niebiańskim, Ciałem Chrystusa, którym On sam karmi nas z ołtarza. Pomiędzy źdźbłami wyrastają również dzikie maki, kwiaty niezwykle delikatne, których piękno leży właśnie w ich delikatności, których czerwień przypomina o ofierze Chrystusa, a bardziej współcześnie o ofiarach Wielkiej Wojny w XX wieku.
Pozycja Małżonki Baranka przypomina taniec: to aluzja do króla Dawida, który tańczył przed Arką Przymierza z beztroską radością, wolną od ceremonialnego spięcia. Kościół jest tu więc nie tylko oblubienicą i królową, ale również tancerką liturgii, ciałem poruszonym radością zbawienia. Nad jej głową znajduje się kielich, do którego spływa krew-wino z mistycznej tłoczni. Każdy, kto spożywa Ciało Chrystusa i pije Jego Krew, sam w tajemniczy sposób staje się naczyniem łaski, staje się żywym Świętym Graalem.
Scenie towarzyszy niewielki zimorodek, który jednak niesie wiele znaczeń. Według jednej z irlandzkich legend to właśnie jego Noe wysłał z arki na poszukiwanie suchego lądu. Ptak wrócił wprawdzie z pustym dziobem, ale odmieniony: niosąc na sobie kolory nieba i słońca. Stał się więc znakiem nadziei, posłańcem po potopie, stworzeniem, które dotknęło granicy między dawnym a nowym światem.
Zimorodek pojawia się także w jednym z najbardziej znanych wierszy Gerarda Manleya Hopkinsa, angielskiego jezuity i poety, który miał marne życie w zakonie i który za życia nie doczekał się uznania swojej twórczości. Zachwyt nad tym ptakiem prowadzi Hopkinsa do kontemplacji stworzenia, w którym każde stworzenie objawia obecnego w nim Stwórcę. Człowiek żyjący w łasce również staje się miejscem objawienia Chrystusa: Chrystus „gra” w tysiącach miejsc, w ludzkich twarzach, oczach i gestach.
Zimorodek w wierszu Hopkinsa to „kingfisher” — królewski rybak. Przywołuje obietnicę Jezusa daną Apostołom: „Uczynię was rybakami ludzi” (Mt 4,19). A przez samo brzmienie angielskiego słowa można pomyśleć również o Królu Rybaku (King Fisher) z legend arturiańskich: tajemniczym, zranionym monarsze, strażniku Graala. Choć nie jest to bezpośrednie odniesienie, ta aluzja otwiera kolejną warstwę obrazu: Święty Graal to kielich Krwi Chrystusa, a Zraniony Król to Ukrzyżowany Król Wszechświata, którego rany są źródłem życia.
Tłocznia mistyczna jest próbą opowiedzenia o tajemnicy Eucharystii, Kościoła i Paschy językiem symboli. Wino staje się Krwią, tłocznia staje się Krzyżem, kielich staje się sercem świata, a Kościół tańczy pośród zboża, karmiony darem, którego nie da się ani wytłumaczyć do końca, ani zatrzymać dla siebie.
Tekst i obraz: Przemek Wysogląd SJ
Źródło: Tłocznia mistyczna










