W sobotę, 20 czerwca 2026 r. w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie odbyła się uroczysta Liturgia, podczas której dwóch jezuitów przyjęło sakrament święceń w stopniu prezbitera.

Na początku Mszy św. Rektor Kolegium Jezuitów, o. Rafał Sztejka SJ, przywitał rodziców i bliskich kandydatów oraz ks. Arcybiskupa Adriana Galbasa, Metropolitę Warszawskiego, który udzielił święceń.

Nowymi prezbiterami w Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego zostali Paweł Bondaruk SJ i Tomasz Gągorowski SJ.

Paweł Bondaruk SJ ma 33 lata i pochodzi z Sanoka. Ukończył filologię polską w Warszawie. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 2016 roku. Po nowicjacie w Gdyni studiował filozofię w Krakowie, a następnie przez dwa lata współpracował z Jezuicką Służbą Uchodźcom w Belgii. Podczas studiów teologicznych w Warszawie uczył języka polskiego jako obcego oraz angażował się w działalność duszpasterstwa francuskojęzycznego. Obecnie studiuje teologię moralną w Lowanium.

Tomasz Gągorowski SJ ma 41 lat i pochodzi z Zielonej Góry. Ukończył studia prawnicze w Łodzi. Do Towarzystwa Jezusowego wstąpił w 2016 roku. Po nowicjacie w Gdyni studiował filozofię w Krakowie. Następnie przez dwa lata odbywał praktykę duszpasterską w Szkole Kontaktu z Bogiem oraz w Europejskim Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie-Falenicy. Obecnie studiuje teologię pastoralną i pracuje w parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Warszawie. Od sierpnia zamieszka w Gdyni, gdzie podejmie posługę w Zespole Szkół Jezuitów.

Ksiądz Arcybiskup rozpoczął homilię bardzo osobiście:

Drodzy Siostry i Bracia, bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć w uroczystości święceń prezbiteratu w tej ważnej warszawskiej parafii i sanktuarium naszego wielkiego Patrona św. Andrzeja Boboli.

Korzystam z okazji, by podziękować Panu Bogu za Towarzystwo Jezusowe. Osobiście dziękuję szczególnie za dar Ćwiczeń Duchowych. Jestem – oczywiście zdaję sobie sprawę, że jednym z niezliczonych ludzi na świecie – którym Ćwiczenia te bardzo pomogły. Więcej nawet: mogę powiedzieć, że w pewnym sensie mnie uratowały. Bardzo istotnie pozwoliły mi – po czasie poważnego kryzysu – i pomagają nadal budować relację z samym sobą, z Bogiem oraz z innymi. Odprawiałem je kilkakrotnie i – jeśli Bóg dozwoli – pewnie tak się jeszcze wydarzy. Dzięki Ćwiczeniom poznałem też wielu wspaniałych Jezuitów: w Gdyni, Częstochowie, Zakopanem, czy Starej Wsi. Niektórzy żyją z tej, inni juz z tamtej strony wieczności. Za wszystkich Bogu dziękuję.

Wierzę, że tak samo kiedyś wdzięczni ludzie będą dziękować wam Pawle i Tomaszu, za to, że jako księża stanęliście na skomplikowanych drogach ich życia.

Uczestniczymy w niezwykłej, a dla was i waszych rodzin, przełomowej liturgii święceń. Chciałbym zatrzymać was i siebie na chwilę nad kwestiąpokory księdza.

Pewnie, gdyby zapytać wiernych, jakiego pasterza potrzebują, właśnie to byłaby cnoota pierwsza, lub jedna z pierwszych. Tak, wszyscy chcemy księdza pokornego. Nie przede wszystkim inteligentnego, przedsiębiorczego, wymownego, sprytnego, wysportowanego, czy ładnego. Chcemy pokornego. Takiego, który jak pisał ks. Jan Twardowski, sobą nie zasłania Boga, który potrafi się schować, uniżyć, umniejszyć, uniewidocznić, by bardziej widoczny był Pan.

To z powodu braku pokory, z powodu buty i wyniosłości pasterzy ludzie bardzo dziś cierpią i odchodzą od Boga, a na pewno od Kościoła.

Człowiek pokorny, także pokorny ksiądz, to oczywiście nie ktoś taki, kto pozwala siebie upokarzać, traktować przemocowo i niegodnie, kto woli się nie odzywać i siebie nie ujawniać. To nie człowiek bezradny, nie ciapa i nie milczek.

Pokora przejawia się w zdrowym oglądzie siebie, innych, świata i rzeczy, we wdzięczności z powodu otrzymanych łask, darów i talentów. To także równowaga w rozeznaniu tego, co jest dla nas i dla innych dobre, zdolność do zrobienia nieraz kroku wstecz, by spojrzeć na potrzeby innych. Pokora pozwala innych prosić o pomoc i jest gotowością, by pomoc od innych przyjąć. To także zdolność – potrzebna, cenna i rzadka – by umieć przyznać się do swoich błędów i wyciągnąć z nich właściwe wnioski. To wreszcie zdrowy dystans do własnych sukcesów, a także do ludzkich pochwał i chwał. Nie one przecież decydują o naszej wartości. Pokora księdza to także świadomość własnej przemijalności, upływi życia, skończoności naszych zamiarów. Człowiek pokorny wie, że nie jest wieczny, a to bardzo wpływa na sposób w jaki kształtuje swoje życie, jak buduje swoje relacje, jak mówi, myśłi i postępuje. W pysze jest zawsze bazczelna arogancja, chcąca ustawić wszystkich i wszystko, podporządkować to sobie. Łudzi się ona naiwnym przekonaniem o własnej nieprzemijalności. Te postawy całkowicie demaskuje dopiero śmierć.

To o taką pokorę modli się Psalmista w przepięknym Psalmie 131:

„Panie, moje serce się nie pyszni,
i oczy moje nie sa wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład do mojej duszy.
jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131,1-2).

Jak dobrze wiemy św. Ignacy w Ćwiczeniach zamieszcza naukę o trzech stopniach pokory (por. CD 165-168). już pierwszy z nich jest bardzo wymagający, polega na tym „żebym się tak uniżył i tak upokorzył, ile tylko mogę, abym był posłuszny prawu Boga i Pana naszego we wszystkim i to tak dalece, że choćby mię miano ustanowić panem wszystkich rzeczy na świecie lub choćby chodziło o zachowanie własnego życia doczesnego, to i tak nie brałbym nawet pod rozwagę przekroczenie takiego przykazania, czy to Boskiego, czy to ludzkiego, które by mię obowiązywało pod grzechem śmiertelnym”.

Drugi rodzaj pokory jest dużo trudniejszy. „Jest to pokora doskonalsza niż pierwsza. A mianowicie, jest ona wtedy, gdy znajduję się w takim stanie [ducha], że już nie chcę ani nie skłaniam się bardziej do posiadania bogactwa niż do ubóstwa, do szukania zaszczytów bardziej niż wzgardy, do pragnienia życia długiego raczej niż krótkiego, jeżeli byłaby [w każdym wypadku] równa [co najmniej] służba Bogu i Panu naszemu i zbawienie mej duszy. [Jest to pokora] także i wtedy, gdy za cenę wszystkich rzeczy stworzonych, ani gdyby nawet mi miano odebrać życie, nie brałbym pod uwagę popełnienia jakiegoś grzechu powszedniego”.

I w końcu jest i trzeci stopień pokory: „Ta pokora jest najdoskonalsza, a mianowicie zawiera w sobie pierwszy i drugi rodzaj pokory, a nadto w wypadku, gdyby równa [przynajmniej] była cześć i chwała Boskiego Majestatu, chcę i wybieram raczej ubóstwo z Chrystusem ubogim niż bogactwo, zniewagi z Chrystusem pełnym zniewag niż zaszczyty, i bardziej pragnę uchodzić za obłąkańca i głupca z powodu Chrystusa, boć jego pierwszego za takiego miano, niż być uważanym za mądrego i roztropnego na tym świecie, a to wszystko dla większego naśladowania Chrystusa, Pana naszego, i dla większego w rzeczy samej upodobnienia się doń”.

Tak, Drodzy Bracia dołączcie się do tej niewielkiej grupy ludzi głęboko pokornych, jak wzór tego macie w Maryi, która jako Jezuici tak bardzo czcicie. W tej grupie ludzi pokornych są święci waszego Zakonu i tylu waszych Współbraci, którzy żyli i żyją tymi wspaniałymi charyzmatami.

O tym samym słyszeliśmy w usłyszanej przed chwilą Ewangelii (por. Mt 20,25-28). Chrystus prosi nas, dziś prosi o to szczególnie was, byście nie przejmowali wzorców tego świata, gdzie ludzie chcą być wielcy, w tym upatrując swoją chwałę i znaczenie. Wy, jeśli chcecie być naprawdę wielkimi w oczach Bożych, jesteście zaproszeni do tego, by się uniżyć, pójść pod prąd świata, ale z prądem Ewangelii, jak Chrystus, „który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (Mt 20,28).

Oby zawsze była w was pokorna wdzięczność Jeremiasza, o którym słyszeliśmy przed chwilą w pierwszym czytaniu (por. Jr 1,4-9). Jeremiasz jest wystraszony z powodu zadania, jakie jest mu zlecane. Ma iść w imię Boga do kogokolwiek zostanie posłany, mówić im słowa Boże. prorok się boi, widzi, że brakuje mu i lat i wymownego języka, w pokorze dostrzega własne słabości i niezdolności. Jest w nim też to pokorne: „Ach, Panie Boże”, mieszanina zachwytu i przerażenia. gdy Pan jednak przypomina Jeremiaszowi, że właśnie on został do tej misji wybrany i poświęcony, ukształtowany i odpowiednio wyposażony jeszcze w łonie matki, Jeremiasz pójdzie.

Nie bójcie się Drodzy Bracia, i wy, misji, która jest przed wami. Także ona może wyglądać na taką, która was przerasta. Jednak i wy zostaliście do niej powołani. te święcenia nie są dlatego, że ktoś ma widzimisię, tylko dlatego, że w Kościele zostało rozeznane powołanie, którym obdarzył was Pan, zanim pojawiliście się w łonie swoich mam. Macie wszystko, co potrzeba, by je zrealizować. To niech wzmacnia w was pokorę. Że nie jesteście od siebie, z siebie i dla siebie. Że to jest dar i zadanie. Oby i w was było wciąż to pokorne Jeremiaszowe: „Ach, Panie Boże”, ten zachwyt nad Bożym darem.

Bardzo przejmującym elementem liturgii święceń , który nastąpi za chwilę, jest Litania do Wszystkich Świętych, podczas której będziecie leżeć krzyżem. Św. Jan Paweł II w swojej autobiograficznej opowieści „Dar i tajemnica”, powie, że ten gest pokazuje samą istotę duchowości kapłańskiej.

Jest przejmujący. Padając na ziemię pokażecie nam wszystkim, właśnie to, że nie jesteście najważniejsi. Że chcecie być w swoim posługiwaniu, posługującymi. Chcecie być pokorni. Ludzie, gdy będziecie leżec krzyżem, chcąc na was spojrzeć, będą musieli pochylić głowy. Nie da się inaczej. Tak samo Apostołowie musieli pochylić głowy, gdy w Wieczerniku Chrystus ukląkł, aby umyć im nogi (por. J 13,6-11). On jest Tym, który uniżył samego siebie, przyjmując postać Sługi. Nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być Bogiem, lecz się ogołocił (por. Flp 2,6-8), co powie nam św. Paweł w Liście do Filipian.

Leżąc na ziemi będziecie tak nisko, że niżej się już nie da. Dotkniecie ziemi. Ziemia to po łacinie „humus”, a pokora „humilitas”. Pokora to dotykanie ziemi, stąpanie po niej to także dotykanie tego, co w człowieku jest z „ziemi”.

Jakiż kochany jest przez ludzi ksiądz, który nie jest daleko od ludzi, od ich zwykłych przyziemnych spraw, przyziemnych trosk, przyziemnych szczęść i nieszczęść.

Byż pokornym w kapłańskiej posłudze oznacza więc także gotowość realnego pójścia do ludzi. Do wszystkich.

Tak, Drodzy Bracia, idźcie do nich chętnie. W imię Chrystusa pokornego Sługi wszystkich. Papież Franciszek wielokrotnie przestrzegał księży przed stawianiem siebie w centrum, przed aktywizmem , niegorliwością, połowicznością, przed przeżywaniem posługi duszpasterskiej jedynie jako sposobu na autopromocję. „Grozi nam, mówił, że nasza posługa będzie spełniana w logice promowania siebie i szukania aprobaty i kariery, zamiast być poświęceniem swojego życia Ewangelii i bezinteresownej służbie Kościołowi.

Jako księża bądźcie nie tylko przy roześmianych i zdrowych, bądźcie także, a nawet szczególnie przy cierpiących, niezaleznie od wieku. Cierpiących tak na ciele, jak i na duszy. Przy ludziach wyczerpanych, zniszczonych, samotnych. Bądźcie przy starszych, którzy w znacznej części wypełniaja nasze kościoły. Dziękujcie Bogu za ich wiarę, wierność i dobroć. Nie lekceważcie ich.

Wasza pokora będzie się także wyrażała w tym, że będziecie i przy tych, którzy nawet jeśli zostali ochrzczeni, nigdy nie poznali Bożej miłości. Przy tych, dla których Bóg jest tylko teoretyczny, płaski, nieprawdopodobny, przegrywając w ich sercu z nowoczesnym światem szkiełka i oka. Ci ludzie na sprawy Boże reagują obojętnością, oddaleniem od Kościoła, a nawet agresją. Wbrew temu, co mówi Psalm 105, wcale nie szukaja Bożego oblicza (por. Ps 105,4). Nie rozumieją też św. Augustyna, który powie, że „nasze serce jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu”. Śmieją się z tego. My jesteśmy spokojni bez Boga, a zwłaszcza bez Jego Kościoła, mówią.

Nie wolno ich jednak zostawić. Róbcie wszystko, wysilajcie się, ale przede wszystkim kochajcie ich. Łatwo ludzi odepchnąć, łatwo im zabronić, zacząć od wymagań, od rygorów, a często nawet na nich skończyć. Łatwo jest nie okazywać ludziom cierpliwości, tylko gwałtowność, nie prosić, tylko żądać, nie słuchać tylko przemawiać, nie rozumieć, tylko twierdzić, nie dawać, tylko brać. Łatwo uprawiać kult świętego spokoju.

„Parafie muszą być w kontakcie z rodzinami, z życiem ludzi i z życiem społeczności, mówił papież Franciszek. Muszą być domami o drzwiach zawsze otwartych, aby wychodzić innym na spotkanie. I to ważne, aby owemu zbliżaniu się ku drugiemu towarzyszyła jasna propozycja wiary. Chodzi o otwarcie drzwi, aby Jezus mógł wyjść z całą radością swojego przesłania. Módlmy się za nasze parafie, aby nie stanowiły tylko funkcjonalnych biur, ale, ożywione duchem misyjnym, były miejscami przekazywania wiary oraz świadectwa miłości”. Oby takie były parafie i domy zakonne, w których będziecie pracować.

Drodzy Bracia, to wszystko nie stanie się jednak bez modlitwy. Nie ma tabletki na pokorę. Nie ma przyspieszonego jej kursu, albo sklepu, w którym można byłoby ją kupić. Pokorę można jednak sobie wymodlić. Albowiem Bóg rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, które zabłysło w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa, jak powiedział nam przed chwilą Apostoł (por. 2 Kor 4,6).

To ważne, by ludzie uważali was za księży rozmodlonych. By widzieli was nie tylko biegających, ale także klęczących. Ten przykład modlitwy będzie już bardzo nawracający.
Ale módlcie się też i sami. Gdy nikt nie widzi. Módlcie się osobiście i wiernie. Oby wasza dusza zawsze pragnęła Boga.

Papież Franciszek powiedział kiedyś księżom: „Pamiętajmy o naszym powołaniu, przyjmujmy je każdego dnia i trwajmy przy Panu. Są trudne chwile opuszczenia, wtedy pamiętajmy o pierwszym powołaniu i nabierzmy siły (…). Nie zatrzymujmy się w chwilach rozczarowania, ale stawiajmy opór. Życie jest pełne radości, ale także mrocznych chwil, stawiajcie opór! Miejcie odwagę iść naprzód i stawiać opór”. Właśnie modlitwa taką odwagę wam da. Dzięki modlitwie, Pan was ustrzeże od upadku, a jeśli upadniecie, pomoże wam się szybko pozbierać. Tak skarb powołania przechowujecie w naczyniach glinianych, ale z Boga jest przeogromna moc, by uczynić je mocniejszymi niż naczynia ze spiżu (por. 2 Kor 4,7).

Dziękuję waszym Rodzicom. Dziękuję, za waszą pokorną miłość, która przejawiła się także w tym, że nie stanęliście w poprzek ich decyzji, ale ją uszanowaliście i wspieraliście. Niech Pan wynagrodzi wam tę dobroć. Dziękuję waszym Formatorom; każdemu, kto pomógł wam dojść do tej chwili.

Gratuluję Księżom Jezuitom nowych księży. Oby do waszej wspólnoty wstępowali następni.

Drodzy Bracia, całemu światu głoście Ewangelię, jak zachęcał nas do tego dzisiejszy Psalmista, każdego dnia głoście Jego zbawienie. Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów (por. Ps 96,3). I róbcie to z głęboką pokorą.
Amen.

Przed uroczystym błogosławieństwem nie zabrakło podziękowań ze strony neoprezbiterów i o. Prowincjała Zbigniewa Leczkowskiego SJ. Każdy z uczestników tego radosnego spotkania miał okazję złożyć Pawłowi i Tomaszowi życzenia oraz skosztować jezuickiego leczo.

fot. jezuici.pl