Jaki jest najcięższy grzech?
Niektórzy odpowiedzą, że pycha, inni wskażą na nienawiść, jeszcze inni na brak miłości. Mało kto pomyśli o niewdzięczności. A przecież może ona wiele powiedzieć o naszym sercu i o tym, jak patrzymy na Boga, ludzi i własne życie.
Dlaczego tak trudno nam być wdzięcznymi? Być może dlatego, że zbyt łatwo przyzwyczajamy się do otrzymywanego dobra. To, co początkowo budziło zachwyt, z czasem staje się czymś zwyczajnym. Przestajemy dostrzegać, że ktoś poświęca nam czas, że ktoś o nas pamięta, że możemy cieszyć się kolejnym dniem. Nawet to, co otrzymujemy od Boga, potrafimy potraktować jak coś, co po prostu nam się należy.
Wdzięczność zaczyna się tam, gdzie odkrywamy, że nie wszystko jest oczywiste i nie wszystko nam się należy. Życie, zdrowie, przyjaźń, spotkanie z drugim człowiekiem, piękno świata, możliwość rozpoczęcia kolejnego dnia – to wszystko może stać się darem, jeśli tylko nauczymy się tak na to patrzeć.
A co z pozostałymi dziewięcioma?
Ewangelia opowiada o dziesięciu trędowatych uzdrowionych przez Jezusa. Wszyscy otrzymali dar zdrowia, ale tylko jeden wrócił, aby podziękować. Jezus zapytał: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?” (Łk 17,17).
Nie wiemy, co stało się z pozostałymi. Ewangelista nie wyjaśnia ich zachowania. Możemy jednak zadać sobie pytanie: jak to możliwe, że człowiek doświadcza tak wielkiego dobra, a mimo to nie wraca, by wyrazić wdzięczność?
Może był już tak bardzo zajęty nowym życiem, że zapomniał o Tym, który mu je przywrócił. Może uznał, że uzdrowienie mu się należało. A może po prostu nie pomyślał, że powinien jeszcze raz spotkać się z Jezusem.
Łatwo nam wyobrażać sobie, co mogło się wydarzyć z dziewięcioma uzdrowionymi. Trudniej zapytać, czy sami nie postępujemy podobnie. Potrafimy gorliwie prosić, a kiedy otrzymamy to, o co prosiliśmy, szybko wracamy do swoich spraw. Pamiętamy o Bogu w potrzebie, ale nie zawsze pamiętamy o Nim w chwili radości.
Warto zauważyć, że Jezus uzdrowił wszystkich dziesięciu. Nie uzależnił swojej dobroci od tego, czy okażą Mu wdzięczność. Wdzięczność nie była ceną za uzdrowienie. Była odpowiedzią na otrzymany dar.
Wdzięczność i rozgoryczenie
Wdzięczność nie jest łatwa. Nie wystarczy postanowić, że od dziś będziemy wdzięczni. Trzeba się jej uczyć i ćwiczyć ją każdego dnia.
Szczególnie trudno o nią wtedy, gdy życie nie układa się po naszej myśli. Kiedy coś nam się nie udało, ktoś nas zranił, a nasze oczekiwania pozostały niespełnione. Wtedy łatwo skupić się na tym, czego nam brakuje, co nas ominęło i co – naszym zdaniem – niesłusznie otrzymali inni.
Tak rodzi się rozgoryczenie. Podpowiada nam ono, że zostaliśmy skrzywdzeni przez życie, ludzi, a czasem nawet przez samego Boga. Nie pozwala cieszyć się dobrem, bo ciągle przypomina o tym, czego nie mamy.
Nie oznacza to, że wdzięczność wymaga udawania, iż nie ma cierpienia, niesprawiedliwości czy niezaspokojonych potrzeb. Chrześcijańska wdzięczność nie jest zamykaniem oczu na zło. Można płakać i jednocześnie być wdzięcznym. Można przeżywać trudności, a zarazem pamiętać o otrzymanym dobru. Można przebaczać, nie zapominając o prawdzie.
Wdzięczność nie usuwa wszystkich problemów. Pomaga jednak nie pozwolić, by problemy przesłoniły nam całe życie.
Trzeba nauczyć się dostrzegać
Powodów do wdzięczności nikt nie może nam narzucić. Trzeba je odkryć samemu. To, co dla jednego jest czymś zwyczajnym, dla drugiego może być wielkim darem.
Może dlatego warto każdego dnia zatrzymać się na chwilę i zapytać: za co dzisiaj mogę podziękować? Za spotkanie? Za dobre słowo? Za czyjąś cierpliwość? Za pracę, którą ktoś wykonał, choć nie musiał? A może za to, że pomimo zmęczenia i trudności udało mi się zrobić coś dobrego?
Warto dziękować również tym, którzy czynią dobro z obowiązku. Lekarzowi, który nas przyjął, kierowcy, który bezpiecznie dowiózł nas na miejsce, współbratu, który wykonał swoją część pracy. Obowiązek nie odbiera dobru jego wartości, a podziękowanie nie jest zapłatą. Jest uznaniem wysiłku drugiego człowieka.
Wdzięczność pomaga nam wychodzić poza ciasny świat własnych oczekiwań. Zamiast pytać wyłącznie: „Co mi się należy?”, zaczynamy dostrzegać: „Co otrzymałem?” i „Komu mogę okazać dobro?”. W ten sposób wdzięczność staje się nie tylko sposobem patrzenia, ale także stylem życia.
Z wdzięcznością do Boga i ludzi
W życiu chrześcijanina wdzięczność ma szczególne miejsce. Wiara pozwala rozpoznawać Boga jako Dawcę życia i wszelkiego dobra. Wdzięczność zaś pomaga dostrzegać Jego obecność nie tylko w wydarzeniach nadzwyczajnych, lecz także w codzienności.
Nie zawsze rozumiemy, dlaczego coś nas spotyka. Nie za wszystko potrafimy od razu dziękować. Są doświadczenia, które potrzebują czasu, modlitwy i przepracowania. Nie chodzi o to, by nazywać dobrem każde wydarzenie, lecz by pośród tego, co trudne, nie stracić z oczu Boga, który pozostaje wierny.
Może właśnie dlatego wdzięczność wymaga odwagi. Trzeba zaufać, że nasze życie nie jest jedynie zbiorem sukcesów i porażek, zysków i strat. Jest także historią otrzymanego dobra, spotkań, darów i miłości, która często wyprzedza nasze zasługi.
Wdzięczności trzeba się uczyć. Nie od święta, ale każdego dnia. W modlitwie, w rachunku sumienia, w rozmowie z drugim człowiekiem. Czasem wystarczy jedno proste słowo: „dziękuję”.
A może wieczorem warto zapytać siebie nie tylko o to, co dziś zrobiłem i czego nie udało mi się zrobić, lecz także: za co dzisiaj podziękowałem Bogu? Komu okazałem wdzięczność? Czy dostrzegłem dobro, które otrzymałem?
Bo wdzięczność nie zmienia przeszłości. Nie sprawia też, że przyszłość staje się przewidywalna. Potrafi jednak zmienić sposób, w jaki przeżywamy teraźniejszość. Pomaga dostrzec, że nawet zwyczajny dzień może być darem, a spotkany człowiek – kimś, komu warto powiedzieć: „Dobrze, że jesteś”.
I może właśnie od tego zaczyna się świętość: od serca, które nie tylko prosi, ale także pamięta, że otrzymało; które nie tylko oczekuje miłości, ale umie za nią podziękować.
Warszawa, 24.10.2026, o. Henryk Droździel SJ










