W Ekbatanie trwa uczta weselna. Tymczasem w Niniwie ma miejsce wytężone, niespokojne oczekiwanie na powrót syna Tobiasza. W inny sposób przeżywa je ojciec, a w inny matka. Ojciec Tobiasza podchodzi do sprawy racjonalnie, natomiast matka emocjonalnie.

Tobiasz początkowo nie martwi się powrotem syna. Obliczył „w ile dni syn jego tam zajdzie i za ile powróci” (Tb 10,1) i czeka cierpliwie. Sytuacja ulega zmianie, gdy mija wyznaczony czas, a syn się nie pojawia. Tobiasz zaczyna się martwić i niepokoić, jednak nadal szuka racjonalnych argumentów: „myślał sobie: może zatrzymano go tam, albo może Gabael umarł i nie ma nikogo, kto by mu oddał srebro?” (Tb 10,2). Tobiasz stosuje mechanizm obronny oparty na racjonalizacji i wypieraniu. W głowie zaczyna mu świtać myśl o nieudanym przedsięwzięciu syna, szuka jednak racji wyjaśniających i wypiera tę myśl. Ostatnio spotkał się z Gabaelem ponad dwadzieścia lat temu. Odtąd nie miał z nim kontaktów. Być może krewny już nie żyje. Takie myśli pomagają mu wyprzeć ze świadomości myśl, której obawia się najbardziej: a może syn nie żyje?

W inny sposób radzi sobie z tą myślą Anna: „A jego żona, Anna, rzekła: Dziecko moje zginęło i już go nie ma między żywymi. I zaczęła płakać i lamentować nad synem swoim, i mówiła: Biada mi, dziecko moje, że pozwoliłam ci iść, światło moich oczu” (Tb 10,4-5). Anna reaguje w sposób emocjonalny, wręcz histeryczny. Płacze, lamentuje, wbrew jakimkolwiek przesłankom uznaje syna za zmarłego. Pielęgnuje chore poczucie winy. Obwinia siebie za domniemaną śmierć dziecka. Anna wątpi i w konsekwencji  przeżywa ogromne strapienie. Polski biblista Waldemar Chrostowski wyjaśnia: „Zwątpienie ma ścisły związek z cnotą nadziei, bo oznacza jej utratę lub prowadzi do utraty nadziei. Przyczyny zwątpienia są rozmaite, lecz niemal zawsze towarzyszy mu niepewność i lęk oraz obawa o przyszłość. Dobre rady dawane wątpiącym i przez nich przyjęte przywracają i wzmacniają poczucie sensu życia, skutkując oczekiwaniem radości i nadziei. (…) Strapienie, często nazywane zmartwieniem, pojawia się w sytuacji smutku, kłopotów, rozczarowania, choroby, żałoby, niewdzięczności i prześladowań. Łączy się z dramatycznymi przeżyciami, osamotnieniem i poczuciem pustki oraz utratą nadziei na lepsze. W rezultacie pojawia się przygnębienie i apatia. Gdy ów stan trwa zbyt długo, wyniszcza człowieka i wspólnotę. Jeżeli dotyczy jednostki, rzutuje na rodzinę i bliskich. Gdy obejmuje społeczność, zagraża więziom stanowiącym jej spoiwo i ją osłabia”.

Tobiasz, chociaż sam cierpi, dotknięty dodatkowo ślepotą, współczuje żonie i pociesza ją. Zwraca się do niej czułym słowem „siostro”. Próbuje ją w czuły i delikatny sposób przekonać, używa przy tym racjonalnych argumentów: „Cicho, nie martw się, siostro, on jest zdrów. Oni tam mają jakieś przeszkody, a i człowiek, który z nim wyruszył, jest godny zaufania i jest spośród naszych braci. Nie martw się o niego, siostro, on wkrótce wróci” (Tb 10,6).

Tobiasz pełnił uczynki miłosierdzia wobec ciała, co przypłacił kalectwem. Pełnił również uczynki miłosierdzia względem ducha. Tradycja Kościoła ujmuje je w takiej kolejności: grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić. Tobiasz odznaczał się cnotą współczucia, zrozumienia i cierpliwości. Mimo iż sam potrzebował zrozumienia i pociechy, podtrzymywał na duchu żonę w sytuacji zwątpienia i strapienia.

Argumenty Tobiasza padają w próżnię. Anna kieruje się kobiecą intuicją. Zresztą nie myli ona ją całkowicie. Wprawdzie syn żyje, ale nad Tygrysem, ledwo uniknął śmierci. „Co może nam pomóc, kiedy jesteśmy opętani przez różne obawy i straszliwe wizje, kiedy nie możemy wyrwać się ze spirali irracjonalnych lęków, które zasłaniają nam rzeczywistość? Co może nam pomóc, kiedy my sami wprowadzamy przerażenie do naszej duszy, z nieodłącznymi obrazami horroru, i wedle takiego scenariusza budujemy sobie w naszym wnętrzu beznadziejną i smutną przyszłość?” (E. von Kalckreuth).

W tunelu tliła się jednak iskierka nadziei. Anna wprawdzie uznała syna za zmarłego, ale nie pogrzebała do końca nadziei na jego powrót. „I wychodziła codziennie, i wpatrywała się w drogę, którą jej syn poszedł, i nie dała się nikomu przekonać. A kiedy zachodziło słońce, wszedłszy do domu, lamentowała i płakała przez całą noc, i nie mogła spać” (Tb 10,7). Bramy miejskie były otwarte od świtu do zmroku. Anna całymi dniami przesiadywała przy drodze prowadzącej do Medii, oczekując powrotu dziecka. Na noc wracała do domu i pogrążała się w bólu i rozpaczy. Mimo bliskości męża czuła się opuszczoną i osamotnioną w cierpieniu. Tobiasz być może nie był jeszcze zdolny, by zrozumieć ją dogłębnie i wspierać na miarę jej oczekiwań. Na szczęście, Bóg jest miłosierny, niedługo przyjdzie pocieszenie!

Noc i dzień, które na przemian przeżywała Anna, były metaforą strapienia i radości. Jak w życiu: strapienie występuje na przemian z pociechami. Mistyczka Juliana z Norwich tak opisuje to doświadczenie: „Następne objawienie naszego Pana przyniosło niewysłowioną duchową radość mojej duszy. (…) Uczucie to napełniło mnie taką radością i było tak pełne dobroci, że czułam się całkowicie spokojna, wolna od troski i tak ukojona, jak gdyby nic na ziemi nie mogło wyrządzić mi krzywdy. (…) Trwało to tylko przez chwilę i zaraz potem moje uczucie uległo zmianie i zostałam pozostawiona samej sobie, przygnębiona, zmęczona sobą i poczułam taki wstręt do mego życia, że ledwo mogłam znieść to, że żyję. Nie było żadnej ulgi ani pociechy dla moich uczuć, poza wiarą, nadzieją i miłością, i te miałam w istocie, ale nie potrafiłam ich odczuć w moim sercu” . Doświadczenie to pojawiało się na przemian, cyklicznie.

Doświadczając strapienia można odnieść wrażenie, że będzie ono trwało wiecznie. Tymczasem jest to stan przejściowy; po nim następuje pocieszenie. Podobnie jak po deszczu pojawia się słońce i piękna pogoda, a po ciemności nocy następuje świt i dzień. Doświadczenie strapienia stanowi zazwyczaj wstęp, preludium do większego daru, którego Bóg chce w swojej hojności udzielić, oczyszczając wpierw duszę i przygotowując na jego przyjęcie. Dlatego strapienia nie należy traktować jak największe nieszczęście i zło, ale jako trudny dar, który służy duchowemu wzrostowi. Zaś w czasie pocieszenia duchowego przyjmować Bożą „energię” dobra i miłości, która pomaga w wierze i nadziei przeżywać przyszły czas strapienia.

Pytania do refleksji:

  • Czy kierujesz się argumentami racjonalnymi czy raczej intuicją i emocjami?
  • Kto ci jest bliższy: Tobiasz czy Anna? Dlaczego?
  • Jakie mechanizmy obronne stosujesz w życiu?
  • Czy praktykujesz uczynki miłosierdzia względem ducha? Które szczególnie?
  • Czy potrafisz pocieszać osoby wątpiące i będące w strapieniu? W jaki sposób to czynisz?
  • Czy mógłbyś opisać swoje doświadczenie strapienia duchowego?
  • Czy potrafisz odczytywać strapienie jako dar i szansę?

Więcej w książce: „Strzeżony przez Pana. Wędrówka Tobiasza”.

fot. Unsplash