Jezuici z Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego zjechali 3 stycznia do Łodzi, by w Sanktuarium Najświętszego Imienia Jezus świętować rozpoczęcie roku upamiętniającego powstanie Prowincji, która w 1926 roku wyłoniła się z istniejącej już wcześniej Prowincji Polskiej. Przybyli także młodzi jezuici z Prowincji Polski Południowej oraz dziekan miejscowego dekanatu. Nie zabrakło sióstr służebniczek od lat współpracujących z łódzkimi jezuitami i licznych wiernych świeckich.

Każdego roku, właśnie 3 stycznia, jezuici na całym świecie obchodzą uroczystość nadania nazwy swojemu zakonowi. Nie można było wybrać lepszego miejsca na wspólną celebrację tytularnego święta jak Sanktuarium poświęcone Imieniu Jezus. Mszy św. przewodniczył o. Prowincjał Zbigniew Leczkowski SJ, który przypomniał znaczenie dzisiejszej, podwójnej uroczystości, a okolicznościowe kazanie wygłosił znawca historii zakonu jezuitów o. Robert Danieluk SJ. Oprawę muzyczną liturgii zapewnił zespół „Mocni w Duchu”.

„Ten Rok Jubileuszowy 2026, dla nas jezuitów nie jest tylko wspominaniem, świętowaniem ostatnich stu lat naszej historii, ale również stanowi dla nas czas duchowej odnowy. Przypomina nam, że wszyscy razem, także z wami tutaj w Łodzi, uczestniczymy w misji Jezusa Chrystusa w dzisiejszym świecie i chcemy, by On nas posyłał” – powiedział na początku Mszy św. o. Prowincjał.

Kaznodzieja powiedział, że tak naprawdę, to świętujemy dzisiaj imieniny Pana Jezusa. Przypomniał znaczenie Jego Imienia i opowiedział, jak to się stało, że św. Ignacy Loyola wraz z pierwszymi towarzyszami zdecydowali się nazwać swoje towarzystwo imieniem Jezus. Wspomniał o trudnościach, z jakimi w związku z tym borykali się następcy założyciela jezuitów, o zarzutach, z jakimi musieli się zmierzyć i o wielu naciskach ze strony tych, którzy żądali zmiany nazwy zakonu. „Z różnych stron dało się słyszeć nalegania na zmianę tego imienia, w którym dopatrywano się pychy jezuitów mających jakoby wywyższać się i pretendować do jakiegoś szczególnego miejsca w Kościele. Tymczasem – jak zaznaczał o. Laínez, drugi generał Towarzystwa – przybranie takiego imienia nie było pretensjonalne, ani aroganckie, ale było wyrazem pobożności…”

Po zakończonej liturgii, przełożony wspólnoty łódzkich jezuitów o. Krzysztof Ołdakowski SJ podziękował wszystkim, którzy trudzili się, aby nadać wspólnemu świętowaniu uroczysty charakter i zaprosił wszystkich obecnych na agapę do sali teatralnej. Natomiast o. Prowincjał, dziękując obecnym na inauguracji Roku Jubileuszowego, przypomniał współbraciom o jeszcze jednej radosnej okazji do świętowania — o. Janusz Noszczak SJ przybyły z Bydgoszczy, obchodzi w tym roku 50-lecie życia zakonnego w Towarzystwie Jezusowym.

Pięknym i wzruszającym zwieńczeniem wspólnej modlitwy był odczytany przez Prowincjała przed Najświętszym Sakramentem akt zawierzenia oraz odmówiona przez wszystkich na kolanach Litania do Najświętszego Imienia Jezus.

Poniżej publikujemy treść kazania (która może nieznacznie różnić się od wygłoszonego na żywo przez kaznodzieję) oraz treść aktu zawierzenia.

Kazanie o. Roberta Danieluka SJ

[…] nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł,
zanim się poczęło w łonie Matki.

W Ewangelii, którą słyszeliśmy przed chwilą, czytamy o dwóch ważnych momentach w tradycji żydowskiej mających miejsce, gdy u kogoś powiększała się rodzina. Chodzi o to, co działo się po urodzeniu dziecka, a więc: 1) o to, co miało miejsce ósmego dnia po narodzeniu syna, czyli obrzezanie i nadanie mu imienia – i to jest to, co świętujemy dzisiaj; 2) chodzi też o ofiarowanie dokonywane później (dlatego wrócimy do tej Ewangelii też 2 lutego, kiedy będziemy świętować Ofiarowanie Pańskie, zwane w Polsce MB Gromniczną…).

Dzisiaj natomiast świętujemy – można chyba tak powiedzieć? – imieniny Pana Jezusa! Dla zakonu jezuitów dzisiejsza Uroczystość Najświętszego Imienia Jezus jest też świętem tytularnym. Od roku 1721 było ono obchodzone w Kościele powszechnym jako specjalne święto liturgiczne. Najpierw przypadało w drugą niedzielę po Trzech Królach, a po różnych reformach liturgicznych i zmianach co do dnia jego obchodzenia (przez jakiś czas było połączone z Uroczystością Świętej Bożej Rodzicielki obchodzoną 1 stycznia), od 2002 r. świętujemy Imię Jezusa właśnie dzisiaj – 3 stycznia.

W Księdze Kapłańskiej czytamy: Jeżeli kobieta urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta […]; Ósmego dnia [chłopiec] zostanie obrzezany (Kpł 12, 2-8). Stosownie do przepisów prawa mojżeszowego obrzezywano dziecko ósmego dnia. Tekst Łukasza nie mówi o obrzezaniu, ale pominięcie tego obrzędu w ówczesnych warunkach wydaje się nie do pomyślenia. Chodziło bowiem nie tylko o ryt religijny, ale o bardzo konkretny znak przynależności do ludu wybranego przez Boga i do przymierza zawartego z Bogiem. Takiego obrzezania dokonywano w domu albo w synagodze. Każdy Izraelita, również kobieta i niewolnik, mógł dokonać tego obrzędu, z którym oczywiście łączyło się nadanie imienia.

Jak wiemy, imiona coś znaczą… Znaczenie imienia Jezus wychodząc od etymologii hebrajskiej to „Zbawiciel”, „Bóg zbawia” lub „Boże zbaw”. Dziś wspominamy, że Jezus otrzymał takie imię, bo on miał uwolnić swój lud od grzechów, od złego – a więc zbawić.

Imię to znane było już w ST – nosił je następca Mojżesza Jozue, syn Nuna, oraz autor księgi mądrościowej Jezus, syn Syracha. W języku hiszpańskim i portugalskim używa się go i dziś, choć w innych językach chyba nie, zapewne na znak czci i szacunku dla imienia noszonego przez Zbawiciela.

Zapis tego imienia w języku greckim, co znajdujemy w NT – Ἰησοῦς (Iesous) – dał początek dobrze znanemu nam skrótowi, złożonemu z pierwszych dwóch i ostatniej litery imienia – bo tak się przez wieki różne skróty tworzyło (zresztą nasze skróty „dr” czy „mgr” też są tworzone wg podobnej logiki). Czasami odczytujemy ten skrót imienia Jezus jakoby było ono zapisane alfabetem łacińskim, i wtedy czytamy je jako „IHS” rozwiązując ów skrót na różne sposoby, np. złośliwi odczytywali to ongiś jako Iesuitae habent satis (jezuici mają już dostatecznie dużo) – aluzja do domniemanych bogactw zakonu. Bardziej duchowe interpretacje to In hoc signo [vinces] (w tym znaku [zwyciężysz]) – w nawiązaniu do cesarza Konstantyna i legendy o jego wizji przed bitwą przy Moście Mulwijskim w 312 r., lub Iesus hominum salvator, co wprawdzie wydaje się odpowiadać oryginalnej etymologii (znaczeniu) tego imienia, ale ma się trochę nijak do greki i łaciny. Przecież, jeśli piszemy imię IHCOYC po grecku z dużej litery, to dwie pierwsze litery tego imienia to ‘jota’ i ‘eta’, a ostatnia litera albo będzie małą grecką ‘sigmą’ „ς”, albo wielką literą „S” z alfabetu łacińskiego, którą dodano w pewnym momencie do tego skrótu (tak się składa, że kształt obu tych liter – małej greckiej sigmy i wielkiego łacińskiego „S” – jest podobny). W rezultacie, wyszedł stąd ten tak znany monogram imienia Jezus, a wiemy, że tak je oznaczano już w najstarszych rękopisach zawierających teksty Ewangelii.

To właśnie imię i ten właśnie skrót związane są od samego początku z zakonem jezuitów, choć sama ikonografia tego imienia wcale do jezuitów się nie ogranicza, żeby wspomnieć tylko św. Bernardyna ze Sieny i wiele miejsc, np. w centralnej Italii, gdzie taki monogram IHS można znaleźć już w pierwszej połowie XV w. – przecież to nie miało nic wspólnego z naszym zakonem!
Jezuici niejako przejęli sto lat później tę wielką pobożność franciszkańskiego świętego do Imienia Zbawiciela. Można powiedzieć, że w pewnym sensie stało się to trochę przypadkiem, kiedy kilku przyszłych jezuitów (było to jeszcze przed oficjalnym zatwierdzeniem zakonu!) znalazło się jesienią 1537 r. w północnych Włoszech, w miasteczku Vicenza, skąd mieli rozejść się po różnych miastach Italii, by tam pracować duszpastersko i charytatywnie pomagając chorym i innym potrzebującym – a wszystko w tej trudnej dla nich chwili, gdy nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić (odpłynąć z Wenecji do Ziemi Świętej – jak pierwotnie zamierzali – nie mogli z powodu złej pogody i wojny). Mieli jednak swoisty „plan B”, który polegał na tym, że jeśli w ciągu roku nie da się wyjechać (a to planowali jeszcze w Paryżu i potwierdzili ślubem w 1534 r.), oddać się mieli do dyspozycji papieża.

W 1537 r. było wiadomo, że z planowanej podróży nic nie wyjdzie. Należało więc iść do Rzymu, ale po drodze niektórzy z nich mieli rozejść się po różnych miastach Italii, głównie uniwersyteckich, by tam poszukać ew. kandydatów do ich grupy. To w tym momencie powstała kwestia nazwy dla nich: Co mówić ludziom, którzy pytają ich, kim są? Brzemienna w skutki decyzja była następująca: będą odpowiadać, że są ‘Towarzystwem Jezusowym’. Późniejszy sekretarz św. Ignacego i jeden z pierwszych historyków nowego zakonu Juan de Polanco tak to potem opisywał:

Nazwa Towarzystwo Jezusowe została wybrana, zanim przybyli do Rzymu. Rozważali bowiem, jak mogliby się nazywać wobec tych, którzy będą ich pytać, jakie jest to ich zgromadzenie, które wtedy składało się z 9-10 osób. Zaczęli się modlić i zastanawiać, jakie imię byłoby najstosowniejsze. A widząc, że wśród siebie nie mieli żadnego wodza ani też innego przełożonego, jak tylko Jezusa Chrystusa, któremu próbowali służyć, wydawało im się, że winni wziąć imię Tego, którego mieli za wodza i tak nazwali się Towarzystwem Jezusowym. (MHSI, Chronicon I, 72-74; FN I, 204)

Ten sam Polanco wspomina też, że choć wszystkim w grupie imię to się podobało, to Ignacy był tym, który je zaproponował innym, bo gdy zaczynano nazywać ich ignatiani (po hiszpańsku iñigistas), on tego nie chciał, bo wszystko odnośnie do powstania TJ przypisywał Jezusowi, a nie sobie samemu (MHSI, FN II, 595-597).

W ten sposób powstała nazwa „Towarzystwo Jezusowe” w czasie, kiedy Ignacy i jego towarzysze nie podjęli jeszcze decyzji o formalnym założeniu nowego zakonu – to przyszło dopiero później, już w Rzymie.

Z drugiej strony wydaje się, że Ignacy myślał jednak o jakiejś grupie skupionej wokół niego, i miał o tym mówić podczas wizyty w Hiszpanii w 1535 r. Wiemy to, bo 3 IX 1539 r. – po ustnej aprobacie nowego zakonu – Ignacy pisał do swego bratanka Beltrana:

Ponieważ przypominam sobie, że tam w ojczyźnie prosiliście mnie, bym powiadomił was o ‘towarzystwie’, o którym myślałem […], ja chociaż najniegodniejszy, postarałem się, z pomocą łaski Bożej, założyć mocne fundamenty tegoż Towarzystwa Jezusowego, które tak nazwaliśmy i które tak zostało przez papieża zatwierdzone.

Tak to – zaznacza jeden ze specjalistów od jezuickiej historii o. Cándido de Dalmases – towarzystwo z Paryża i Vicenzy, pisane małą literą, przekształciło się w Towarzystwo przez duże ‘T’ (Cándido DE DALMASES, Człowiek, który widział wszystko. Kraków, WAM, 1990, s. 152). Warto wspomnieć, że włoskie i hiszpańskie słowo compagnia nie miało w tym wypadku znaczenia wojskowego i stosowano je w tamtych czasach do różnego rodzaju bractw i stowarzyszeń, zarówno religijnych, jak i innych, np. kulturalnych.
Nazwa „Towarzystwo Jezusowe” zyskała decydujące potwierdzenie podczas wizji w La Storta (MHSI, Scripta I, 378), co tak opisuje swoją piękną, starą polszczyzną Piotr Skarga:

Imię i nazwisko ma Societas Jesu tak od Chrystusa Ignacemu naznaczone, w którym też Ignatius pokorę swoją zostawił, aby nie nań jego naśladowcy jako na przedniego hetmana, ale na chorągiew najwyższego Zbawiciela patrzyli, a nie od jego się imienia zwali, ale od tego, który je na osobne prace w Kościele swoim powołał i sam posilać i poszczęścić je może.
Wszyscy chrześcijanie tak się zwać mogą, iż są czeladką Jezusa, Pana i Boga swego, ale ci osobliwie tak się zowią, którzy imię to rozsławiają i roznoszą do pogan i między niewierne, wszystką moc i pomocy do tego z tego imienia, i wszystkie pociechy i słodkości swoje biorąc (Piotr Skarga, Obrona jezuitów, wyd. z 1814 r., s. 27).

Wg świadectw współczesnych Ignacemu Laíneza, Ribadeneiry i Polanco, miał on być tak bardzo przekonany o słuszności tego imienia dla swego zakonu, że mówił, iż nawet gdyby wszyscy inni byli innego zdania, on nigdy by się nie zgodził na zmianę imienia. Taki upór świadczył o silnym przekonaniu opartym na głębokich przeżyciach duchowych mających miejsce w czasie wspomnianej drogi do Rzymu, ale chyba nie tylko wtedy (tylko w rzeczach objawionych mu z wysoka, Ignacy tak się upierał – twierdzili jego towarzysze…
(MHSI, FN I, 204).

To silne przekonanie co do imienia zakonu przydać się miało później następcom założyciela, kiedy z różnych stron dało się słyszeć nalegania na zmianę tego imienia, w którym dopatrywano się pychy jezuitów mających jakoby wywyższać się i pretendować do jakiegoś szczególnego miejsca w Kościele. Tymczasem – jak zaznaczał o. Laínez, drugi generał Towarzystwa – przybranie takiego imienia nie było pretensjonalne, ani aroganckie, ale było wyrazem pobożności, a i sama Stolica Apostolska nazwę tę zaaprobowała (MHSI, FN II, 133-134). Ponadto – dowodził – św. Paweł nazywa tak wszystkich chrześcijan w 1 Kor 1, 9, gdzie czytamy: „Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym” (występujące tu słowo „wspólnota” po łacinie jest takie samo jak słowo „Towarzystwo” (Societas), zaś u św. Jana czytamy: „oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem” 1 J 1, 3 (tutaj też po łac. jest to samo słowo, co u św. Pawła, czyli polskie „współuczestnictwo” i „wspólnota” odpowiadają łacińskiemu Societas – Towarzystwo).

A zatem – konkludował o. Laínez – jeśli mówimy, że jesteśmy Towarzystwem Jezusowym, nie znaczy, że odmawiamy innym wspólnoty z Jezusem. Gdyby tak było, my sami nie bylibyśmy we wspólnocie w Trójcą Św., bo inny zakon nazywa się trynitarzami, albo nie bylibyśmy we wspólnocie z Matką Bożą, bo inne zakony mają jej imię w nazwie, a my nie; a przecież nie jest tak, że nie mamy wspólnoty z Trójcą czy z Maryją…

Argumenty te wcale nie przekonały wszystkich, i kilkadziesiąt la później, papież Sykstus V (rządził Kościołem w latach 1585-1590) uważał, że zakon powinien zmienić nazwę. Nie chcąc jednak nakazywać tego swoją papieską władzą, polecił generałowi (był nim wtedy Claudio Acquaviva) wprowadzić taką zmianę formalnym dekretem. Zanim generał przygotował jego tekst, papież zmarł w 1590 r., a jego następca Grzegorz XIV potwierdził jezuitów w takim kształcie i z taką nazwą, jaki mieli.

Przez następne wieki nie brak było innych trudności związanych nie tylko z samym imieniem, co w ogóle z istnieniem tego naszego zakonu, żeby wspomnieć tylko jego kanoniczną kasatę zdecydowaną przez papieża Klemensa XIV w 1773 r.

W tej długiej, prawie 500-letniej historii Towarzystwa Jezusowego, mamy i my tu obecni naszą własną kartę: dzisiejsza celebracja to też początek jubileuszu 100-lecia naszej Prowincji zakonnej. Jest za co dziękować Bogu i ludziom spoglądając na ten miniony wiek, pełen łask Bożych otrzymanych przez nas jezuitów, ale pełen wyzwań i trudności. Niektóre może i sami spowodowaliśmy, inne przyszły z zewnątrz. Jest zatem co wspominać, jest za co Bogu dziękować, i to będziemy w tym roku robić, poczynając od tej celebracji.

Wspomniałem na początku, że to imieniny, a więc chyba można i trzeba złożyć Panu Jezusowi życzenia: Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich Imienin, Panie Jezu!

Akt zawierzenia z okazji Jubileuszu 100-lecia Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa jezusowego

Panie Jezu Chryste, prawdziwe życie świata, gromadzimy się dzisiaj wokół Ciebie, aby wraz z całym Kościołem uwielbić Twoje Święte Imię. Dziękujemy Ci za to, że dałeś nam to Imię, a wraz z nim Siebie samego, byśmy mogli Ciebie coraz bardziej poznawać, coraz więcej kochać i coraz pełniej naśladować.

Stajemy przed Tobą jako duchowi synowie św. Ignacego Loyoli, wdzięczni Bogu Ojcu za najmniejsze Towarzystwo, którego jesteśmy częścią, a szczególnie za Prowincję Wielkopolsko-Mazowiecką, obchodzącą w tym roku jubileusz 100-lecia powstania. Dziękujemy za Twoją wierną miłość i opatrzność, których świadectwem jest historia i dziedzictwo minionych stu lat istnienia naszej Prowincji. Dziękujemy za sztafetę pokoleń, w której dane jest nam uczestniczyć. Uwielbiamy Cię za wszelkie dobro, które zdziałałeś w licznych naszych Współbraciach, podejmujących wciąż na nowo wezwanie do udziału w misji niesienia światu Ewangelii.

Panie Jezu Chryste, nasz Panie i Odkupicielu, kiedy wpatrujemy się w Ciebie, jednocześnie uświadamiamy sobie naszą słabość i nasz grzech. Przepraszamy Cię za naszą niewierność wobec Ciebie i Twojej Oblubienicy, za wszystkie sytuacje, w których nie dotrzymaliśmy ślubów złożonych wobec Boga i Kościoła. Przepraszamy za wszystkie momenty, kiedy zamiast drogą rad ewangelicznych posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, chodziliśmy innymi drogami, na zgubę tych, którym winniśmy służyć, i naszą własną. Przepraszamy za nasze złe wybory, za grzechy przeciwko jedności Twojego Ciała, za pielęgnowanie uraz i wrogości, za nasz egoizm i skupienie na sobie, za działanie wbrew natchnieniom Twojego Ducha.

Panie Jezu, gdy wypowiadamy Twoje Święte Imię, ufni w Twoje wielkie miłosierdzie, uświadamiamy sobie to, kim jesteśmy: grzesznikami, którzy doświadczyli i nieustannie doświadczają Twojego przebaczenia, a jednocześnie, wraz z darem miłosierdzia otrzymujemy od Ciebie ciągle ponawiane zaproszenie, aby być Twoimi towarzyszami. Chcemy w tym czasie łaski podjąć na nowo drogę osobistego i wspólnotowego nawrócenia, powrotu do Ciebie i zakorzenienia się głębiej w naszym charyzmacie.

Panie Jezu Chryste, podobnie jak dawniej św. Ignacy i pierwsi Towarzysze, a po nich wielu innych jezuitów, tak i dzisiaj pragniemy wsłuchiwać się w głos Twojego namiestnika na ziemi. Chcemy w duchu synowskiego posłuszeństwa przyjąć słowa Piotra, który dzisiaj w osobie Papieża Leona XIV wzywa nas: „Głoście radość Ewangelii z pokorą i przekonaniem. Pozostańcie kontemplatywni w działaniu, zakorzenieni w intymnej codziennej relacji z Chrystusem, ponieważ tylko ten, kto jest blisko Niego, może prowadzić innych do Niego. (…) W inny, ale równie silny sposób pozostańcie z Nim, rozpoznając Jego obecność w życiu wspólnotowym. Z tego zakorzenienia czerpać będziecie odwagę, by iść wszędzie: głosić prawdę, pojednywać, uzdrawiać, działać na rzecz sprawiedliwości, uwalniać więźniów. Żadna granica nie będzie poza waszym zasięgiem, jeśli będziecie podążać z Chrystusem” .

Panie Jezu Chryste, nasz Bracie i Przyjacielu, będąc blisko Ciebie, dostrzegamy także tych wszystkich, którzy służą Twojej misji realizowanej w Kościele. Stajemy z wdzięcznością za tych, z którymi możemy współdziałać na co dzień w wypełnianiu naszej posługi, z osobami świeckimi, duchownymi oraz konsekrowanymi, zwłaszcza tutaj obecnymi. Naszą modlitwą obejmujemy także wszystkich dobroczyńców naszych domów i dzieł, wspierających nas duchowo i materialnie.

Rozpoczynając dzisiaj obchody naszego jubileuszu, prosimy Cię o Twoją łaskę dla nas, byśmy wszyscy – jezuici: ojcowie, bracia, scholastycy i nowicjusze, razem ze wszystkimi współpracownikami w Twojej misji – odnowili w sobie gotowość do zaangażowania w Twoim dziele, byśmy byli otwarci na działanie Ducha Świętego, którego do nas posyłasz i który nas jednoczy z Tobą oraz ze sobą nawzajem. Prosimy Cię, aby łaska Jubileuszu zaowocowała w naszym życiu i w naszej posłudze odnowionym zapałem, napełniła nasze serca odwagą i ufnością w trudnościach, byśmy jako Twoi uczniowie i misjonarze, każdy według swojego osobistego obdarowania, umieli współdziałać w Twoim dziele, byśmy posłani razem w Tobie jako członkowie Kościoła, byli wyraźnym i wiarygodnym znakiem Twojej wiernej miłości do każdego człowieka.

Panie Jezu, prosimy Cię także o dar nowych powołań do Towarzystwa. Prosimy Cię, żebyś swoją łaską pobudzał i uzdalniał młodych ludzi do odkrywania radości Twojej Ewangelii oraz do podejmowania decyzji nadających kształt ich życiu. Nam zaś udzielaj, prosimy, potrzebnej mądrości i umiejętności, byśmy potrafili wspierać powołanych na drodze wzrastania w przyjaźni z Tobą i w służbie Twojemu ludowi.

Panie Jezu Chryste, nasza Nadziejo i nasze Życie, w tę dzisiejszą uroczystość pragniemy wszyscy ofiarować się Tobie ze wszystkim, co mamy i kim jesteśmy. Dlatego, przywołując wstawiennictwa Maryi Panny, Twojej i naszej Matki, oraz św. Józefa, Patrona naszego zakonu i naszej Prowincji, a także św. Ignacego Loyoli i wszystkich świętych, wołamy wspólnie:
Zabierz, Panie, i przyjmij
całą wolność moją,
pamięć moją i rozum,
i wolę mą całą,
cokolwiek mam i posiadam.
Ty mi to wszystko dałeś –
Tobie to, Panie, oddaję.
Twoje jest wszystko.
Rozporządzaj tym w pełni
wedle swojej woli.
Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę,
albowiem to mi wystarcza. Amen.

Fot. jezuici.pl

GALERIA ZDJĘĆ (fot. jezuici.pl)