Stary czy (i) Nowy Testament. Refleksje na 6 Niedzielę Zwykłą, rok A

Stary czy (i) Nowy Testament. Refleksje na 6 Niedzielę Zwykłą, rok A

„Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie wydał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie zwrócisz ostatniego grosza. Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. Powiedziano też: „Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa. Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi”. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie – ani na niebo, bo jest tronem Boga; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nawet jednego włosa nie możesz uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi»” ( Mt 5,17-37).

1. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić

Jezus przemawia w sposób kategoryczny jako nowy prawodawca, niemniej Jego nauka nie przekreśla ani nie unieważnia Tory: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5,17). „Hebrajskie słowo Tora, dosłownie «nauka, doktryna», jest zarówno w Septuagincie jak i w Nowym Testamencie oddane przez greckie słowo nomos, oznaczające «prawo»” (D. Stern). W judaizmie Tora ma wiele znaczeń. Może bowiem oznaczać Pięcioksiąg (Chumasz, czyli pierwsze pięć ksiąg Starego Testamentu), Pięcioksiąg, Proroków i Pisma (czyli Stary Testament, hebr. Tanach), a także Torę ustną (obejmuje Talmud i inne materiały prawne) i pouczenia rabinów, w tym materiały etyczne i homiletyczne (D. Stern). Jezus mówiąc o Prawie i Prorokach ma na myśli całość hebrajskich Pism (Stary Testament).

Celem Jezusa nie jest zniesienie Tory, lecz jej wypełnienie, nadanie sensu, pełni, doprowadzenie do doskonałości. Uczynił to w dwojaki sposób. Najpierw poprzez swoje życie, śmierć i zmartwychwstanie. W doskonały sposób zachowywał bowiem Prawo i żył nim, a także wypełnił zapowiedzi Proroków. Ponadto doprowadził Prawo do pełni poprzez swoje nauczanie; odkrywając jego głębię i wskazując rodzaj życia, do którego ono kieruje.

Co więcej, Jezus występuje jako strażnik słowa Bożego: „Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5,18). To stwierdzenie rozpoczyna się słowem „zaprawdę” (hebr. amen). „Hebrajski źródłosłów ‘-m-n oznacza «prawda, wierność», stąd też hebrajskie słowo ‘amen znaczy «to prawda», «niech tak będzie», «niech tak się stanie»” (D. Stern). Słowo to wypowiedziane przez Jezusa na początku zdania jest uroczystym autorytarnym stwierdzeniem pewnego faktu. Jest nim trwałość, nieprzemijalność Prawa. Nic, co ono zawiera nie zostanie pominięte, nawet yod, maleńka kreska w alfabecie hebrajskim pozwalająca odróżniać jedną literę od drugiej (w języku greckim występuje jota, najmniejsza litera alfabetu). W Midraszu do Księgi Kapłańskiej można znaleźć taki dialog księgi z Bogiem: „Księga Powtórzonego Prawa wspięła się do nieba, oddała pokłon Bogu i powiedziała: «Panie świata, Ty napisałeś w Twoim Prawie, że każdy testament, w którym został przekroczony najmniejszy przepis, cały zostaje naruszony. Oto Salomon próbuje zniszczyć jedno z moich yod…». A Bóg odpowiedział: «Salomon i tysiące jemu podobnych przeminą, zaś ani jedno yod, które jest w tobie, nie przeminie»” (cyt. za E. Bosetti).

Uczniowie Jezusa nie mogą jednak zatrzymać się na Prawie. Jezus zawyża im (i nam) poprzeczkę: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20). Badacze Pisma i faryzeusze, oficjalni interpretatorzy Prawa, stanowili elitę religijną Izraela. Znani byli z tego, że skrupulatnie przestrzegali sześćset trzynaście przykazań (hebr. micwot), wyodrębnionych z Pięcioksięgu. Owa gorliwość w pełnieniu Prawa prowadziła jednak do nadużyć, zwłaszcza gdy Prawo stawiano ponad dobro jednostki (jak to już rozważaliśmy, opisując uzdrowienia Jezusa w szabat). Faryzeusze nie zadawali sobie nawet pytania, „czy można albo czy dobrze jest pójść dalej, przekroczyć próg, by kierować się jedynie wielkoduszną wolnością miłości” (I. Gargano). Dlatego w późniejszej polemice z nimi, Jezus powiedział do słuchaczy: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią” (Mt 23,2-3). A sentencja rabinistyczna głosi: „Piękne są słowa w ustach tego, kto je praktykuje”. Większa doskonałość, o której mówi Jezus, dotyczy więc koherencji słów i czynów. Jezus wzywa ponadto swoich uczniów do kierowania się w interpretacji Prawa i w życiu kryterium miłości. Słowa Pisma nie powinny być ciężarem, ani nieznośnym legalizmem, ale przemawiać do człowieka językiem miłości i budować relacje przymierza i przyjaźni z Bogiem.

Ostatecznym kryterium doskonałości ucznia Jezusa jest naśladowanie Boga, odzwierciedlanie w życiu Jego wiernej miłosiernej miłości: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Wezwanie to bywa czasem opacznie rozumiane i staje się źródłem fałszywej pobożności. Doskonałość w sensie moralnym, polegająca tylko na nienagannym zachowywaniu przykazań, prowadzi zwykle do perfekcjonizmu duchowego i ma niewiele wspólnego z doskonałością Boga. Mateusz użył greckiego słowa teleios, które znaczy „doskonały”, ale również „pełny, całkowity, kompletny, dojrzały”. Termin ten  pochodzi od  słowa telos, to znaczy „cel, spełnienie, kres, dojrzałość”. „Orygenes wyjaśnia, że istnieją dwa sposoby rozumienia doskonałości. Pierwszy polega na postrzeganiu doskonałości jako realizacji pewnego planu. (…) W tym przypadku osiągniecie doskonałości oznacza zrealizowanie wszystkiego, co zostało zaplanowane. Drugi typ doskonałości polega natomiast na postepowaniu w stronę celu, który ma się przed sobą, aż po jego osiągnięcie, tak jak strzała trafiająca w cel. (…) W tym przypadku każdy etap staje się odskocznią, aby pójść dalej” (I. Gargano). Grzegorz z Nyssy twierdził, że doskonałość polega na świadomości, że nie można jej nigdy osiągnąć.

Jezus ma na myśli drugi rodzaj doskonałości, czyli dojrzewanie, nieustanne dorastanie do celu, do miłosiernej miłości, do świętości, do pełni, którą jest sam Bóg. „Doskonałość, o której mówi Jezus, jest radykalnym stylem życia. Jest przekraczaniem wszelkiego minimalizmu, przeciętności, pozornej poprawności. Jest ewangeliczną opcją życia, która nie godzi się na połowiczność. Jest nieustannym przekraczaniem siebie, tego, co małe. Jest nieugaszonym pragnieniem osiągnięcia więcej!” (K. Wons).

Czy znasz Dekalog? Które przykazania jest ci najtrudniej zachować? Z którymi się nie zgadzasz (uważasz je za przestarzałe)? Co chciałbyś zmienić w Boskim prawie? Dlaczego? Czy nie akcentujesz nadmiernie legalizmu prawnego? Czy twoje słowa są koherentne z czynami? Jak rozumiesz doskonałość? W jaki sposób ją realizujesz?

2. A Ja wam powiadam

Kolejne pouczenia, które Jezus  przedstawił na górze zwane są antytezami: „Słyszeliście, ze powiedziano… a Ja wam powiadam”. Nie są to jednak antytezy w ścisłym rozumieniu tego słowa. Jezus nie sprzeciwia się dotychczasowemu Prawu, lecz interpretuje je dogłębnie. Takie sposoby znane były w szkołach rabinistycznych, dotyczyły jednak konfrontacji z nauczaniem rabinów. Żaden z nauczycieli nie ośmieliłby konfrontować swego zdania ze słowem Bożym. Należy jeszcze zauważyć, że „słowo «powiedziano» odnosi się nie tylko do Mojżesza, ale również do nieprzerwanego łańcucha interpretatorów tradycji i nauczycieli, którzy głosili i wciąż głoszą ludowi słowo Boże (przede wszystkim w czasie liturgii) i interpretują jego znaczenie. (…) Marzeniem Jezusa jest wspólnota, która nie zadawala się tylko powtarzaniem tego, co «zostało powiedziane» i przestrzeganiem tego, co «jest napisane», ale dąży do czegoś więcej – do rzeczywistości, której miarą jest miłość Ojca i którą wyraża duch Prawa” (E. Bosetti).

Jezus z jednej strony żąda od swoich naśladowców radykalizmu, oczekuje więcej, niż wymagało dotychczasowe Prawo, nie godzi się na kompromisy i bierność. Z drugiej zaś strony chce, by nowe Prawo nie było kolejnym obciążającym obowiązkiem, ciężarem nie do uniesienia (por. Mt 23,4), ale by było realizowane w duchu wolności i  w miłości. W ten sposób wychowuje „do ewangelicznej mądrości życia, która wyrywa nas ze sztywnych ram myślenia, nie pozwala, abyśmy się zwalniali z odpowiedzialności za nasze wybory i czyny, zasłaniając się «literą Prawa», ale byśmy potrafili pytać, jak dzieci wpatrzeni w Ojca, co będzie w danej sytuacji lepsze” (K. Wons). Sześć antytez nie stanowi całości etyki chrześcijańskiej, ale raczej wskazuje właściwy kierunek życia. Jezus posługuje się przykładami, które odwołują do Dekalogu, ale również do codziennego życia.

W pierwszym przykładzie (antytezie) Jezus odwołuje się do piątego przykazania Dekalogu: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego” (Mt 5,21-22). Przykazanie „Nie zabijaj!” potwierdza fundamentalne prawo każdego człowieka – do życia. Morderstwo było karane śmiercią. Jezus znacznie podnosi poprzeczkę i poszerza to prawo o gniew. Każdy, kto obraża bliźnich zasługuje na karę, gdyż wykracza przeciwko miłości bliźniego, narusza jego prawo do szacunku. Gniew bowiem „zaślepia umysł, niszczy zdolność współczucia i prowadzi do uśmiercania brata we własnym sercu (zob. 1 J 3,15)” (E. Bosetti). „Nie chodzi tu o gniew jako przejściowy stan uczuciowy (por. Ef 4,26), ani o słuszny gniew w obliczu zła, lecz o agresję wyrażoną w obelgach. Jezus jest wymagający, ale nie są to wymagania przesadne. Wyzwiska traktowano notabene w świecie żydowskim poważniej niż my teraz” (M. Wojciechowski). Jezus przytacza dwa wyzwiska: raka (aram. „pusta głowa, idiota, głupiec”) i „bezbożnik”. Takie epitety wobec bliźnich muszą się liczyć z karą i potępieniem, zarówno ziemskim, czyli lokalnym trybunałem i sądem, jak i wiecznym. Karą wieczną jest Gehenna. Nazwa ta odnosi się do doliny Cedronu, w której w czasach starożytnych składano ofiary z ludzi bogu Molochowi, a później znajdowało się tam wysypisko śmieci, które palono. „W dzisiejszym języku byłaby to więc zapowiedź wyrzucenia na ohydne, płonące śmietnisko. (…) Sama Gehenna da się rozumieć jako czyściec, gdyż pobyt w niej mógł być tylko czasowy. I takie znaczenie ma ona najwyraźniej tutaj. Nie należy przecież przypisywać Jezusowi zamiaru karania wieczną męką za jedno prędkie słowo” (M. Wojciechowski). Nakaz unikania obraźliwych słów nie zawsze należy rozumieć dosłownie, gdyż „ma ono w sobie coś z semickiej hiperboli” (C.M. Martini). Sam Jezus używał określenia „głupcy” w stosunku do faryzeuszy (Mt 23,17).

Jezus ilustruje swoje zalecenia dwoma przykładami. Pierwszy dotyczy koherencji między liturgią a życiem: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie,  zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj” (Mt 5,23-24). Liturgia i służba jest miła Bogu, gdy wiąże się ze zgodą i pojednaniem z bliźnimi. Jezus ponownie używa hiperboli. Nie chodzi Mu przecież o to, by Galilejczyk zostawiał przyprowadzone zwierzę ofiarne w Jerozolimie, wracał do Galilei, jednał się z bratem i wracał ponownie, aby złożyć dar świątynny. Lub – współcześnie – celebrans przerywał liturgię albo ktoś nagle opuszczał kościół. Chodzi natomiast o to, by nie pielęgnować gniewu w sercu i o ile to możliwe, usuwać jak najszybciej źródła nieporozumień i konfliktów. Nie pozwalać, aby nad gniewem zachodziło słońce (por. Ef 4,26). „Budujący jest zwyczaj we wspólnotach monastycznych, aby pukać do drzwi współsiostry lub współbrata, prosząc o wybaczenie jakiegoś obraźliwego słowa wypowiedzianego w ciągu dnia” (C.M. Martini).

Drugi przykład dotyczy spraw sądowych: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie wydał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie zwrócisz ostatniego grosza” (Mt 5,25-26). Jezus wskazuje na sytuację, w której wierzyciel żąda słusznego zwrotu długu. I zachęca, by zawrzeć wcześniej ugodę. „Odpowiadanie gniewem swemu oskarżycielowi jedynie wzmaga wrogość, lecz dobra wola i pragnienie pojednania pomagają przywrócić przyjaźń” (C. Mitch, E. Sri). W przeciwnym razie można narazić się na dotkliwą karę więzienia wymierzoną przez sądy. „Zwyczaj ten nie miał żydowskiego rodowodu, lecz żydowscy słuchacze mogli wiedzieć, że jest stosowany przez pogan. Nie okazywano żadnego miłosierdzia – kwota, którą trzeba było zwrócić, pozbawiała dłużnika ostatniego quadrans (grosza), najmniej wartościowej rzymskiej monety, stanowiącej zapłatę za kilka minut pracy” (C. Keener). Podobna sytuacja może przytrafić się w relacji z Bogiem. Brak pojednania z bliźnimi może ściągnąć sąd Boży.

Druga antyteza dotyczy spraw regulujących życie małżeńskie: „Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27-28). Jezus odnosi się do szóstego przykazania: „Nie cudzołóż!”. W Starym Testamencie było ono obwarowane karą śmierci. Poszerza je dodatkowo o pożądliwe spojrzenia. Nie była to nauka nowa, gdyż zarówno literatura rabinistyczna jak i rzymska rozróżniała grzechy popełniane czynem i w myślach. Tym razem Jezus zwraca się w sposób szczególny do mężczyzn. Występuje w obronie kobiet. Wprawdzie takie grzechy popełniane przez kobietę są możliwe, ale w tradycji biblijnej kobieta stanowiła własność  mężczyzny i była często narażona na krzywdę i zranienia. Jezus nie mówi o jakimkolwiek spojrzeniu na kobietę, ale o takim spojrzeniu, które zabija jej piękno, godność i miłość. „Użyte w Ewangelii słowo greckie blepon wskazuje wyraźnie na «przyglądanie się», a nie na chwilowe ani przypadkowe zerknięcie. (…) Wzmianka o cudzołóstwie wskazuje na kobietę zamężną. Inaczej mówiąc, Jezus nie zabraniał zakochanemu spojrzenia z zachwytem na pannę. (…) Skarcił tego, który świadomie przygląda się kobiecie zamężnej, aby jej pożądać. Samo patrzenie i odczucie pragnienia płciowego jest przejawem działania hormonów i czasem znerwicowania. Na poziomie duchowym prowadzi to oczywiście do pokusy, ale pokusa to jeszcze nie grzech” (M. Wojciechowski).

Uzasadniając tę antytezę Jezus posługuje się ulubionym przez Semitów językiem obrazu, przenośni, paraboli: „Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła” (Mt 5,29-30). Słowa te brzmią bardzo radykalnie i przerażająco. Nie należy ich jednak brać dosłownie. Walka z grzechem wymaga nieraz radykalizmu i stanowczych decyzji. Jezusowi chodzi o to, by usuwać okoliczności, okazje do grzechu, wszystkie przywiązania, grzeszne nawyki. Rabbi z Nazaretu wskazuje na prawą stronę – oko i rękę, które uchodziły za lepsze i cenniejsze. Jeżeli stanowią przeszkodę w relacji z Bogiem, „dla własnego dobra trzeba je jednak usunąć, tak jak usuwa się raka” (M. Wojciechowski).Lepiej bowiem od razu odrzucić źródła pożądliwości i grzechu, niż być narażonym na karę wieczną.

Kolejna antyteza dotyczy rozwodów: „Powiedziano też: Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa” (Mt 5,31-32). Jezus nawiązuje do starotestamentowego Prawa, które regulowało bolesną kwestię rozwodów: „Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie” (Pwt 24,1). W rzeczywistości słowa te zapobiegały nadużyciom. Mężczyźni bowiem porzucali żony bez powodu. „Rabbiemu Akibie przypisuje się słowa, że mężczyzna może oddalić żonę, jeśli uzna, że inna kobieta jest od niej ładniejsza” (J. Gnilka).

Prawo żądało uzasadnienia i udokumentowania rozwodu. Rozwód z inicjatywy kobiety był niemożliwy. Mężczyzna mógł natomiast rozwieść się z żoną, gdy znalazł w niej „coś odrażającego”. Użyte tutaj hebrajskie słowo ‘erwah oznacza „bliżej nieokreślone – ale rażące – występki seksualne. Termin ten w Biblii hebrajskiej ma jednak znaczenie węższe. Odnosi się najczęściej do widoku narządów płciowych jako czegoś szokującego lub niemoralnego. Czasami oznacza też odchody. Tym samym rozwód był dopuszczalny tylko w «przypadku odrazy», «czegoś wstrętnego», gdy po ślubie okazało się, że mąż odczuwa wobec żony fizyczną niechęć. Zraził się do niej na samym początku” (M. Wojciechowski). W późniejszej polemice z faryzeuszami Jezus podkreślił, że wyjątek ten nie odpowiadał myśli Bożej i był wynikiem zatwardziałości człowieka: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” (Mt 19,8) I dodał w sposób kategoryczny: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6).

Jezus poszerza wymóg Mojżeszowy. Bierze w obronę kobietę. „Skoro bowiem ona jest bardziej bezbronna i słaba, jako że pozostawiona sama, łatwiej może paść łupem kogokolwiek. W kontekście kulturowym, w którym mówił Jezus, taka odrzucona dziewczyna była niestety obiektywnie do dyspozycji wszystkich i wszyscy mogli z nią zrobić, co się im podobało, tak jak dzieje się to jeszcze obecnie w wielu kulturach. Ten, kto oddala swoją żonę, bierze więc na siebie bardzo poważną odpowiedzialność” (I. Gargano).

W kulturze helleńskiej i rzymskiej żona mogła podjąć kroki rozwodowe. Znajdowała się wówczas w sytuacji podobnej do mężczyzn. Przypadek taki uwzględnił Marek, który napisał Ewangelię dla chrześcijan żyjących w świecie pogańskim: „Jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,12).

Pewne wątpliwości i polemiki wśród teologów i moralistów budzi do dziś wyjątek, który dopuszcza Jezus. Jest nim nierząd. Czyżby dopuszczał On rozwód? „Użyte w przekładzie słowo «nierząd» brzmi po grecku porneia; odpowiednik hebrajski to zenut. (…) Jest to słowo mocne, bo oznacza zasadniczo «prostytucję», czyli właśnie «nierząd» – a ściślej «prostytuowanie się», gdyż obok sprzedawania się za pieniądze termin ten obejmuje życie rozpustne i zboczenia. Wobec takich występków nie ma obowiązku trwania w związku małżeńskim. Taki byłby dosłowny i podstawowy sens słów Jezusa. (…) Nie ma tu nic specjalnie kontrowersyjnego. Odpowiednikiem tej zasady są dzisiaj te przepisy prawa kościelnego, które pozwalają uznać za nieważne od początku małżeństwa osób prostytuujących się i zboczonych. Prawo to pozwala też rozwiązać małżeństwo niedopełnione przez współżycie” (M. Wojciechowski). Współczesne dyskusje na temat nierozerwalności małżeństwa idą często w kierunku laksystycznym, próbują podważyć dozgonność i nierozerwalność małżeństwa, dopuszczając rozwody. „W każdym razie Kościół zaleca nam w tych przypadkach dużą wrażliwość, ogromne miłosierdzie, wielką cierpliwość, aż stopniowo dojdzie do jasnych stanowisk” (C.M. Martini).

Czwarta antyteza podejmuje temat przysięgi: „Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie – ani na niebo, bo jest tronem Boga; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nawet jednego włosa nie możesz uczynić białym albo czarnym” (Mt 5,33-36). W Starym Testamencie przysięga była dopuszczalna. Istniał też zakaz krzywoprzysięstwa i lekkomyślnego posługiwania się przysięgą (Kpł 19,12; Za 5,4) oraz obowiązek dotrzymania jej (Pwt 23,22). Jezus zakazuje w ogóle składania przysiąg. Nie był to ewenement. Przeciwni przysięgom byli niektórzy filozofowie z kultury greckiej, na przykład Filon albo Plutarch, a także żydowscy asceci, esseńczycy.

Jezus odwołuje się do żydowskich rozróżnień między mniej lub bardziej zobowiązującymi formułami przysięgi. W czasie przysięgi wzywano Boga na poręczyciela słów danej osoby. Niedotrzymanie ich było rozumiane jako wzywanie imienia Bożego nadaremno (por. Wj 20,7). „Lecz niektórzy Żydzi w czasach Jezusa, chcąc sprawić wrażenie, że ich przysięga jest uroczysta, a zarazem uniknąć ryzyka narażenia się na sąd Boży, gdyby nie udało im się słowa dotrzymać, przysięgali zamiast tego na niebo, na ziemię, na Jerozolimę oraz na swoją głowę” (C. Mitch, E. Sri). Jezus odrzuca te substytuty i wskazuje, że wszystkie są połączone z Bogiem. Niebo jest tronem Boga, ziemia jest podnóżkiem Jego stóp, Jerozolima jest miastem Boga Jahwe, a nawet włosy na głowie są Jego dziełem. Przysięganie na siebie jest absurdalne, gdyż człowiek nie ma władzy nawet nad jednym siwiejącym włosem. „Motywem zakazu składania przysięgi jest obok świętości Bożego imienia, obok obawy jego nadużycia, przekonanie, że człowiek zawsze stoi przed Bogiem, że Bóg zawsze ma wgląd w jego duszę, a nie tylko wtedy, gdy on Go specjalnie wzywa. Przysięga jest wezwaniem Boga na świadka. Ponieważ człowiek powinien stale przebywać w tej żywej obecności, przysięga jest czymś zbędnym, a nawet stanowi uchybienie wobec tej uświadamianej Bożej obecności” (J. Gnilka).

Zamiast przysięgi należy zawsze mówić prawdę: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,37; por. Jk 5,12). Jezusowi chodzi o to, by kształtować wzajemne relacje na uczciwości, lojalności, szczerości i wzajemnym zaufaniu. „Chodzi o taką przejrzystość transparencję wobec drugiego, że wystarczy moje słowo, aby go zapewnić. Chodzi o takie zaufanie między nami, że kiedy mówię «tak», on może na mnie liczyć. Zaufanie jest tak konstytutywne dla osoby ludzkiej, że jeśli uciekamy się do przysięgi, to znaczy to, że relacja jest nieco nadwątlona i potrzebujemy wsparcia z wysoka” (C.M. Martini). Należy jeszcze dodać, że słowa Jezusa nie odnoszą się do przysięgi składanej w sądzie; nie mogą zatem stanowić pretekstu do odmawiania jej.

Czy twoje codzienne życie cechuje „większa doskonałość i sprawiedliwość”, czy ciągle trwasz w optyce doskonałości faryzejskiej? Które antytezy Jezusa pozostają jeszcze poza twoim życiem? Dlaczego? Czy bliższe twemu życiu są zasady Starego Testamentu czy Nowego? W jaki sposób żyjesz piątym przykazaniem? W jaki sposób odnosisz się do bliźnich? Z kim powinieneś się jeszcze pogodzić? Co wyrzuca ci szóste i dziewiąte przykazanie? Jaki jest twój stosunek do nierozerwalności małżeńskiej i rozwodów? Czy dotrzymujesz złożonej przysięgi? Czy jesteś prawdomówny? Czy i w jakich okolicznościach posługujesz się kłamstwem?

Fragment książki „Rabbi z Nazaretu”.

Rabbi z Nazaretu | wydawnictwowam.pl

fot. Pexels

O autorze

Stanisław Biel SJ

Rekolekcjonista i kierownik duchowy, obecnie pracuje w Domu Rekolekcyjnym w Częstochowie. Autor książek i artykułów z dziedziny duchowości.

Aktualności

Media o nas

Najnowsze filmy

Ładowanie...