Do święta Paschy pozostawało zaledwie kilka dni i Jezus postanowił spędzić je w Jerozolimie. Wybrał dłuższą drogę prowadzącą brzegiem Jordanu i przez Jerycho. Decyzja ta wzbudziła niepokój uczniów: „Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni” (Mk 10,32). Zastanawiający jest kontrast między postawą Jezusa a uczniami. „Jezus postanowił iść przed nimi w sposób bardzo wyraźny. Nie chodzi o to, że wcześniej tego nie robił, ale tutaj czyni to ze szczególną stanowczością, niemal jakby był torującym drogę, jakby był na czele grupy alpinistów wspinających się na trudny do zdobycia szczyt” (I. Gargano). Świadkowie tego zachowania odczuwają lęk, drżenie (thambos), które towarzyszą zazwyczaj człowiekowi wobec objawienia Boga. „Marek wydaje się sugerować, że coś w wyglądzie Jezusa wzbudza zdziwienie, będąc wyrazem zarówno Jego władzy, jak i pokory. Być może towarzysze Jezusa dziwili się również, iż ośmiela się On iść do Jerozolimy, wiedząc, że ma tam potężnych wrogów” (M. Healy).  

Jezus, świadomy lęków uczniów, zabiera ich na ustronne miejsce i tłumaczy szczegółowo, co się wydarzy w najbliższych świątecznych dniach: „Oto idziemy do Jerozolimy. A tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8,33-34). Trzecia zapowiedź męki zawiera wiele detali. Jezus zostanie zdradzony, odrzucony i wydany przez własny naród poganom. Stanie się ofiarą szyderstw i ogromnego cierpienia, zostanie ubiczowany i ukrzyżowany, ale ostatecznie odniesie zwycięstwo – pokona śmierć i powstanie z martwych. „Kilka drobnych szczegółów dodanych przez Jezusa w trzeciej zapowiedzi miało otworzyć oczy uczniom – albo przynajmniej Dwunastu – ale ich całkowity brak reakcji każe sądzić, że wciąż jeszcze nie zrozumieli zbyt wiele z tego, co miało się wydarzyć w Jerozolimie. Stwierdzenie «po trzech dniach zmartwychwstanie», które świadczyło o pewności Jezusa opartej na wierze, być może wciąż rozumieli oni w tym sensie, że zapewne czekają ich dni, w których doznają przemocy. W końcu jednak nastąpi tak wielki triumf, że już teraz warto przygotować sobie honorowe miejsca obok niewątpliwego zwycięzcy” (I. Gargano).

W tym dość niestosownym kontekście, gdy Jezus mówił o swoim cierpieniu i śmierci i być może oczekiwał współczucia i pociechy, „podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła” (Mt 20,20). Marek nie wspomina o niej, „by uprościć opowiadanie. (…) Z drugiej strony, Mateusz mógł chcieć nie obciążać winą dwóch braci, przedstawiających prośbę tak osobistą i ambitną, wkładając ją w usta ich matki i tłumacząc to jej macierzyńską miłością” (P. Mourlon Beernaert). Egzegeci nie są w tym przypadku zgodni.

Salome była żoną Zebedeusza, właściciela małego przedsiębiorstwa rybnego w Kafarnaum. Stąd była bliska rodzinie Jezusa i znała dobrze Maryję. „W późniejszych pismach spekuluje się, że Jezus, Jakub i Jan byli kuzynami” (J. Coleman). Swe życie związała z życiem i działalnością Jezusa. Jej dwaj synowie porzucili rodzinę, by towarzyszyć Jezusowi (por. Mt 4,18-22). Również ona w ciągu całej publicznej działalności Jezusa z własnych środków wspomagała Jezusa i Jego uczniów. Angażowała się w działalność apostolską Jezusa, była świadkiem Jego nauki i cudów. Należała do grupy najwierniejszych Jezusowi. Towarzyszyła Mu w ostatnich dniach w drodze do Jerozolimy i wytrwała przy Nim do końca. Jako jedna z niewielu pozostała u stóp krzyża (por. Mt 27,55-56), a później  należała do grupy pierwszych świadków Zmartwychwstałego (por. Mk 16,1nn).

Bliskość Salome z Jezusem i być może koligacje rodzinne sprawiają, że ma odwagę prosić Jezusa w imieniu swych synów. „Nie prosi o nic dla siebie, mimo że to ona sama zaangażowała się, by pójść za Mistrzem. Prosi w imieniu swoich synów, którzy tak wiele zrobili, którzy całkowicie się zaangażowali; ogarnia ją obawa, że mogą być teraz niedocenieni” (C.M. Martini). Salome ma świadomość, że jej synowie postawili wszystko na jedną kartę, na Jezusa i jak kochająca matka troszczy się, by ich wybór zaowocował. „Kobieta wydaje się spełniać stereotypową rolę matki: cała skoncentrowana na synach i ich przyszłości. Zachowuje przy tym bezstronność, nie wymieniając imienia żadnego z nich, nie sugerując, który miałby zająć lepsze miejsce – po prawicy” (E. Adamiak). Włoski kameduła, Innocenzo Gargano wspomina: „Jako dziecko często sam byłem świadkiem, jak takie mamy, ubrane na czarno na znak wdowieństwa, chodziły do przedstawicieli władzy, pełne hołdów, może nawet całowały ich w ręce, aby uzyskać miejsce pracy dla swoich dzieci lub coś innego”. Salome czyni podobnie. Upada przed Jezusem, oddając Mu hołd i prosi: „Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie” (Mt 20,21). „Zasiadanie przy potężnym monarsze było na starożytnym Bliskim Wschodzie ogromnym przywilejem. Tylko najwyżej postawione postaci z królewskiego dworu mogły liczyć na zajęcie takiej pozycji” (C. Mitch, E. Sri). Z drugiej jednak strony prośba kobiety wyrażała jej wiarę. Wpisywała się w powszechne żydowskie oczekiwanie na królestwo mesjańskie. Szła też po linii wcześniejszych obietnic Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście szczepów Izraela” (Mt 19,28).

W prośbie Salome zawarta jest (oczywiście niezrozumiała dla niej) ironia. Prosiła, by jej dwaj synowie mogli zasiadać po prawej i lewej stronie Jezusa. Tymczasem wcześniej Jezus zawiśnie wcześniej na „tronie” krzyża, a bok Niego miejsca po obu stronach zajmie dwóch złoczyńców (por. Mt 27,38). Salome, prosząc, nie zdaje sobie sprawy, że „królowanie z Chrystusem wiąże się z takim cierpieniem. W rzeczy samej, uczestnictwo w rządach Mesjasza wymaga uśmiercenia światowych ambicji, które znajdują wyraz w prośbie braci” (C. Mitch, E. Sri).

Pytania do refleksji:

  • Kiedy twoje myślenie rozmija się z myśleniem Jezusa?
  • W jakim stopniu rozumiesz już słowa Jezusa o Jego męce i zmartwychwstaniu? Czym dla ciebie są te zbawcze wydarzenia?
  • Czy czujesz się czasem niedoceniony, niedowartościowany?
  • O co najczęściej prosisz Jezusa? Dlaczego?
  • Jakie oczekiwania wobec Jezusa dominują w twojej drodze z Nim? Jak reagujesz, gdy nie zostają one spełnione?

Kielich Jezusa

Jezus jest wyrozumiały wobec Salome. Nie gani jej ani jej synów. Jakub i Jan zdają sobie sprawę z niestosowności prośby matki, mimo to zgadzają się z jej postawą. Prawdopodobnie powielają schemat myślenia matki. Nie chodzi im o własne zaszczyty, ale o matkę i ojca. Czyż trud i poświęcenie rodziców nie powinny być wynagrodzone pociechą z dzieci? „Bohaterskiego Jakuba i przejrzystego, refleksyjnego Jana, ogarnia lekki cień małostkowości. (…) drąży ich mały robaczek światowości. Pomimo że naśladują Jezusa, wraz z Nim ponosząc ofiary, ich serca na powrót stwardniały” (C.M. Martini).

Jezus nie odpowiada bezpośrednio Salome, ale zwraca się do jej synów, przywołuje ich do realiów: „Nie wiecie, o co prosicie” (Mt 20,22). Mauro Orsatti komentuje: „Odpowiedź Jezusa (…) jest jakby wstrząsem, który burzy ich pozbawioną fundamentu konstrukcję. Jezus przypomina im, że ich prośba inspirowana była więcej przez niemądrą ludzką pychę niż przez spokojną refleksję, ludzi, którzy już od pewnego czasu przebywali z Mistrzem. Był to raczej spowodowany przypływem egoizmu rodzaj instynktu niż inteligencji, propozycja nie mająca nic wspólnego z miłością”. Uczniowie nie wiedzą, o co proszą. Myślą o celu, o chwale, proszą o pierwsze miejsca. Nie są świadomi, że w hierarchii Jezusa być pierwszym oznacza podjąć trud, cierpienie, krzyż, służbę, a zasiadać obok Niego znaczy być najpierw ukrzyżowanym razem z Nim. W szkole Jezusa jest odwrotnie niż w hierarchii społecznej. Najniższe służebne miejsce jest naczelne.

Nauczyciel chce pobudzić swych niepojętnych uczniów do refleksji, dlatego stawia im pytanie: „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” (Mt 20,22). Wskazuje na metaforę kielicha. „W starożytności, na uroczystym przyjęciu król zwyczajowo podawał swój kielich gościom. Gest ten przerodził się w końcu w metaforę życia i doświadczenia, które Bóg przekazał człowiekowi” (J. Coleman). Podobnie czynił ojciec w rodzinie. „Ponieważ kielich może oznaczać miłość, pocieszenie, wzmocnienie i międzyludzką więź, autorzy biblijni sięgają niekiedy po ten obraz jako symbol wszystkich błogosławieństw udzielanych przez Boga” (L. Ryken). Psalmista używa tej metafory w następujący sposób: „Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity” (Ps 23,5; por. Ps 16,5; 116,13). W Starym Testamencie kielich ma jeszcze inne znaczenie. Jest metaforą Bożego gniewu i sądu nad grzechem człowieka i świata (por. Ps 75,9; Iz 51,17.22; Jr 49,12; Ez 23, 31-34).

Kielich, z którego ma pić Jezus zawiera potrójne znaczenie. „Po pierwsze, jest to zapowiedź bolesnego doświadczenia cierpienia i śmierci. Chrystus w swym śmiertelnym człowieczeństwie zadrży, zbliżając się do jego wypicia, mając nawet nadzieję, że może on Go ominąć (Mt 26,39). Po drugie, obraz kielicha wskazuje, że Jezus weźmie na siebie sprawiedliwą karę Bożą za grzech, czyniąc to w zastępstwie ludzi i w odkupieńczy sposób. Po trzecie, kielich Jezusa jest tym, który dzieli On ze swymi uczniami. Jeśli kielich oznaczał dla Pana tortury i śmierć, to nie będzie inny dla tych, którzy Go naśladują. Chrześcijanie czasów starożytnych mówili zatem o kielichu męczeństwa jako o doświadczeniu umierania w celu dania świadectwa Ewangelii” (C. Mitch, E. Sri). Istnieje jeszcze jedna metafora kielicha Jezusa – kielich eucharystyczny (por. Mk 14,23-24). Dzięki niemu cierpienie i męka Jezusa stają się „źródłem zbawienia dla wszystkich, którzy z niego piją” (M. Healy).

Uczniowie, mogłoby się wydawać, stosunkowo bezczelnie odpowiadają na pytanie Jezusa: „Możemy”. Okazują dyspozycyjność, ale wciąż nie rozumieją, z czym ona się wiąże. Jezus poważnie traktuje ich gotowość, akceptuje ich niedojrzałość a zarazem zdecydowanie i lojalność. „On rzekł do nich: Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował” (Mt 20,23). Dwaj bliscy Jezusowi uczniowie będą mieli rzeczywisty udział w Jego kielichu. Jakub jako pierwszy z Dwunastu zginął śmierci męczeńską, ścięty w Jerozolimie na rozkaz Heroda Agryppy (por. Dz 12,2). Jan, jedyny z apostołów, który zmarł naturalną śmiercią, doświadczał cierpienia i prześladowań, chociażby związanych z banicją i pobytem na wyspie Patmos (por. Ap 1,9).

Jednak decyzja o pierwszych miejscach w królestwie niebieskim jest prerogatywą Boga Ojca. Jezus rezygnuje z wszelkiej władzy, nawet z decydowania, kto ma być najbliżej Niego. Gdyby Jan i Jakub zwrócili się z tą prośbą do Boga Ojca, otrzymaliby być może podobną odpowiedź: „To nie ja przydzielam te miejsca, ale Syn”. Syn wskazuje na Ojca, a Ojciec na Syna. Nie po to, by uniknąć odpowiedzialności i złożyć ciężar na drugiego, ale po to, by uczcić się wzajemnie. „Ja czczę Ojca mego (…) nie szukam własnej chwały” – mówi Jezus (J 8,49-50). Golgota i dwóch łotrów obok Jezusa pokazują, że kryteria Boga nie pokrywają się z ludzkimi. Zaś w relacji z Bogiem najważniejsze jest posłuszeństwo. „Jan i Jakub żądali, aby Jezus czynił to, czego oni chcieli, a znaleźli się w sytuacji, w której nakłonieni przez Jezusa, musieli czynić to, czego chce Bóg. Tylko od Boga pochodzi to, co jest dobre, sprawiedliwe i prawdziwe; tylko słuchając Go z ufnością, człowiek realizuje siebie i staje się prawdziwie dzieckiem Bożym” (M. Orsatti).

Pytania do refleksji:

  • Jaki wpływ wywarli twoi rodzice i środowisko wzrastania na twój sposób myślenia?
  • Jakie i czyje błędy powielasz?
  • Czy nie jesteś małostkowy?
  • Jaki wpływ wywiera współczesny świat na twoje życie?
  • Czy jesteś zawsze świadomy konsekwencji własnych próśb?
  • Co stanowi twój „kielich”?
  • Czyjej chwały szukasz w życiu?
  • Co możesz powiedzieć o twoim posłuszeństwie Bogu i przełożonym?

Słuszne oburzenie?

Dziesięciu pozostałych apostołów, którzy byli świadkami prośby Salome, zaczęło się oburzać i protestować. Zapewne z zazdrości. „Może dlatego, że sami chcieli być w królestwie VIP-ami i jest dla nich irytujące, że ktoś inny zepchnął ich na drugi plan” (M. Healy). „Oburzenie z psychologicznego punktu widzenia jest postawą odejścia, oddzielenia się. Najpierw pojawia się niezrozumienie, a od rozbieżności horyzontów można dojść do zawziętości, niechęci i nienawiści. Po niezręcznym wystąpieniu dwóch braci stworzył się wewnątrz grupy apostołów rozłam, rozdarcie, którego konsekwencje trudno przewidzieć” (M. Orsatti).

Jezus, świadomy konsekwencji tego rozdarcia, przywołał uczniów do siebie, „co jest pierwszym krokiem do zbliżenia także na płaszczyźnie myśli i uczuć” (M. Orsatti). Następnie przypomniał im, jak wygląda powszechne zachowanie władców. Wiąże się ono z czerpaniem zysków i profitów, z wykorzystywaniem innych, często w sposób poniżający, bolesny dla nich. „Użyte w tekście greckim słowa kyrios i exousía kreślą obraz silnej, absolutnej władzy. Wystarczy powiedzieć, że są to atrybuty boskości, a w odniesieniu do człowieka są synonimami niemożliwego do kontrolowania, irracjonalnego i despotycznego sprawowania władzy” (M. Orsatti).

Jezus proponuje inną alternatywę: „Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym” (Mt 20,26-27). Nie oznacza to, że Chrystus odrzuca władzę czy nawet dążenie do sukcesu, wielkości i prestiżu, które stanowią naturalne ludzkie dążenia. Są to przecież wartości moralnie obojętne lub pozytywne, dynamizujące i rozwijające człowieka. Jednak „uczniowie mają wykazywać się radyklaną i kontrkulturową postawą. Nie ma wśród nich miejsca na autopromocję, rywalizację czy apodyktyczne zachowanie” (M. Healy). Ich drogą do wielkości jest pokorna miłość i służba. Słowa Jezusa brzmią rewolucyjnie. W tamtych czasach zamiana miejscami pomiędzy panem a służącym była rzadko spotykana. „Nawet nieliczni właściciele niewolników, którzy wierzyli, że niewolnicy są im teoretycznie równi, nie posuwali się tak daleko jak Jezus. Żydowscy uczniowie usługiwali swoim rabinom. We wspólnocie z Qumran niżsi rangą wykonywali polecenia wyżej stojących” (C. Keener).

Poprzez uniżoną służbę uczniowie naśladują samego Mistrza, postępują „tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (Mt 20,28). W czasach biblijnych okup oznaczał odpowiednią sumę pieniędzy wypłacaną za wykupienie własności, na przykład zastawionej w czasie trudności finansowych lub osoby, na przykład niewolnika (por. Kpł 25,26.51). Jezus złożył najwyższą ofiarę własnego życia , uwalniając ludzkość od więzów grzechu i szatana. Użyte w tekście słowo „wielu” jest hebrajskim synonimem wszystkich. Uniżenie i miłość Jezusa opisał najpiękniej święty Paweł: „On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).

Pytania do refleksji:

  • Co jest powodem twego oburzenia? Dlaczego?
  • Jakie jest twoje doświadczenie władzy? Może sam sprawujesz władzę, rządzisz? W jaki sposób? Czy z szacunkiem i miłością?
  • Czy nie wywyższasz się i nie poniżasz innych?
  • Czy potrafisz służyć w pokorze i z miłością? Co wyrzuca ci sumienie? Z czego jesteś zadowolony?
  • W jaki sposób okazujesz wdzięczność Jezusowi, który oddał swoje życie jako „okup za wielu”?

Fragment książki: „Bóg pełen miłości”, WAM

Bóg ukryty | wydawnictwowam.pl