Duma nie ma ostatnio dobrej prasy. Kojarzy się z pychą, zarozumiałością i wynoszeniem się ponad innych. Człowiek dumny to ktoś, kto patrzy na innych z góry, przekonany o własnej wartości i cudzej małości. Jest jednak także inna duma. Dobra duma. I warto ją odzyskać.

Zła duma mówi: moje jest lepsze, twoje gorsze. Ja mam rację, a ty tkwisz w niewiedzy. Ja jestem kimś, ty jesteś nikim. Dzieli ludzi na lepszych i gorszych. Nie pozwala dostrzec w drugim człowieku kogoś równego sobie w godności, dziecka Bożego. Nie odnajduje się we wspólnocie, której centrum jest Chrystus.

Dobra duma zaczyna się zupełnie gdzie indziej. Nie od przekonania o własnej wyższości, ale od wdzięczności za otrzymany dar. Nie potrzebuje pomniejszać innych, żeby cieszyć się tym, co sama posiada. Pozwala być dumnym ze swojej rodziny, nie umniejszając wartości cudzej. Cieszyć się własną ojczyzną, rozumiejąc i szanując przywiązanie innych do ich ojczyzny. Dostrzegać dobro we własnej wspólnocie, nie zamykając oczu na dobro obecne w innych.

Święty Paweł nie miał problemu z tak rozumianą dumą. W Liście do Filipian pisze o swojej radości z tego, że nie na próżno się trudził i nie na próżno biegł. Powodem tej radości jest wierność Filipian słowu życia. Paweł może się chlubić, ponieważ Bóg pozwolił mu głosić Ewangelię, a adresaci jego listu przyjęli ją i żyją nią. Nie przypisuje sobie całej zasługi. Widzi w tym wspólne dzieło Bożej łaski i ludzkiej odpowiedzi. Co więcej, zaprasza ich, aby razem z nim się cieszyli (Flp 2,16-18).

Podobnie pisze do Tesaloniczan. Ich wiara stała się znana w całej Macedonii i Achai. Nie trzeba już nawet wiele o niej opowiadać, bo świadectwo ich życia mówi samo za siebie (1 Tes 1,6-8). Można sobie wyobrazić, z jaką radością Paweł patrzył na owoce swojej posługi. Nie chodziło o jego osobisty sukces, ale o to, że Słowo Boże zakorzeniło się w ludzkich sercach i przynosi owoce.

Taka duma nie jest samouwielbieniem. Jest radością z dobra, które się wydarzyło. Także z tego, że Bóg posłużył się człowiekiem, aby uczynić coś dobrego dla innych.

Chrześcijanin nie musi się wstydzić, że jest dumny ze swojej wiary, ze wspólnoty, do której należy, z Kościoła, z ludzi, którzy go ukształtowali. Nie musi ukrywać radości z tego, że jest dzieckiem Bożym. Jego chluba nie pochodzi jednak z przekonania, że jest lepszy od innych. Wie, że wszystko jest darem. Dlatego może powiedzieć za prorokiem Izajaszem: „W Panu jest moja sprawiedliwość i moja nagroda u Boga mojego” (por. Iz 49,4).

Można być dumnym z własnej ojczyzny, nie gardząc innymi narodami. Można być dumnym z rodziców, nie uważając cudzych za mniej wartościowych. Można być dumnym ze swoich dzieci, nie czyniąc z nich powodu do wywyższania się nad innymi. Można być dumnym z dobrze wykonanej pracy, nie zapominając o tych, którzy w niej pomagali.

Co więcej, dobra duma pozwala cieszyć się dobrem, które dzieje się dzięki innym, a nawet bez naszego udziału. Paweł nie traktuje swoich wspólnot jak własności ani swoich uczniów jak trofeów apostolskiego sukcesu. Cieszy się, że wzrastają. Nawet jeśli to wzrastanie dokonuje się już poza jego obecnością. Czy potrafimy cieszyć się dobrem, które nie jest naszą zasługą?

Dobra duma nie jest zagrożeniem dla drugiego człowieka. Może być dla niego błogosławieństwem. Człowiek, który potrafi cieszyć się dobrem otrzymanym i dobrem uczynionym przez innych, nie musi z nikim rywalizować.

Trzeba się takiej dumy uczyć. Nie przychodzi automatycznie. Rodzi się z wychowania, uczciwej pracy, wdzięczności, poznawania siebie i dostrzegania dobra w innych. Jest trochę jak ciepło otaczające ognisko. Nie jest samym ogniskiem, ale jej obecność sprawia, że inni także mogą się ogrzać.

Może więc nie trzeba pozbywać się dumy. Trzeba tylko dobrze rozpoznać, z czego i z Kogo jesteśmy dumni.

o. Henryk Droździel SJ
Warszawa, 5.11.2026