Pokora jest jednym z częstszych motywów w Biblii. Przewija się szczególnie przez księgi mądrościowe, prorockie i Ewangelie. Zarówno Stary jak i Nowy Testament wielokrotnie stwierdza, że Bóg sprzeciwia się pysznym, a pokornych obdarza łaskami (por. Prz 3, 34; Jk 4, 6). Jezus odwołując się do tej myśli, powtarza, że ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi (Mt 20, 16) oraz: Kto się wywyższa będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Mt 23, 12). Całościowe omówienie pokory w Biblii nie jest tutaj możliwe (ze względu na rozległość tematyki), ale kilka biblijnych przykładów może pozwoli nam zrozumieć jej istotę i sens.
Prorok Jeremiasz usłyszał na przełomie VII i VI wieku przed Chrystusem „Słowo”: Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa. Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi. Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? – wyrocznia Pana. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18, 2-6). Sposób lepienia naczyń przez garncarza opisany przez proroka stosowany jest na Wschodzie do dziś. Garncarz napędza koło pedałem i nabierając dłonią miękkiej gliny układa ją na kole i modeluje. Glina pod dotykiem wprawnych palców nabiera odpowiednich kształtów zgodnie z zamysłem garncarza. Glina w ręku garncarza symbolizuje pokorę człowieka, który wie, że jest w ręku Boga i poddaje się świadomie Jego „modelowaniu”, kształtowaniu. Godzi się na swoje miejsce i rolę. Ma świadomość, że jest gliną, nie garncarzem. Akceptuje prawo Boga do modelowania go i świata według Jego scenariusza. Człowiek pokorny jest wdzięczny i daleki od pretensjonalności. Pisze prorok Izajasz: Czyż powie glina temu, co ją kształtuje: Co robisz? Albo jego dzieło powie mu: Niezdara! (Iz 45, 9). W podobnym duchu wypowiada się św. Paweł: Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś? Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny? (Rz 9, 20n).
Inny przykład pokory szkicuje Psalmista:
Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza.
Izraelu, złóż w Panu nadzieję
odtąd i aż na wieki! (Ps 131). Psalm ten wyraża postawę człowieka, który całkowicie zaufał Bogu, złożył w Nim wszelką nadzieję. Przypomina ufność niemowlęcia wobec matki. Psalm opisuje doświadczenie człowieka dojrzałego, pokornego, który w pełni powierzył się Bogu. W postawie tej nie chodzi jednak o niewinność i czystość duszy, bo są one udziałem ludzi dojrzałych. Postawa dziecka oznacza zależność od rodziców, otwartość wobec nich i zaufanie. Dziecko świadome swojej słabości, bezbronności, potrzebujące opieki i wsparcia, potrafi z wiarą i zaufaniem prosić o wszystko rodziców. Jezus wskazuje na postawę dziecięctwa jako warunek osiągnięcia Królestwa Bożego: Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18, 3). Pokora wobec Boga jest uznaniem, że On jest Ojcem, od Niego zależymy, bez Niego nie możemy istnieć ani wzrastać. Być pokornym oznacza uznać własną niewystarczalność, małość, ubóstwo, zależność od Boga, nawiązywać z Nim proste i głębokie relacje i otwierać się z wdzięcznością na Jego miłość.
Kobietą prawdziwej pokory jest Maryja. W pokorze przyjęła wolę Boga, żyła w cieniu Syna, doświadczała niewymownego cierpienia, patrząc na Jego śmierć. A jednak nigdy nie skarżyła się, niczego nie komentowała, nikogo nie obwiniała, nie osądzała. Maryja została obdarzona zupełnie wyjątkowym przywilejem, będącym jednym z aspektów Jej Niepokalanego Poczęcia. W chwili narodzin otrzymała „wielką dawkę” pokory, która miała Ją przygotować – bez żadnej zasługi z Jej strony – do stania się Matką Jezusa. W serce Maryi nigdy nie wlała się najmniejsza nawet kropla trucizny, jaką jest pycha (P. Descouvemont).
W pieśni „Magnificat” dziękuje Bogu za to, że wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej (1, 48). Ponadto wysławia Boga za Jego „upodobania”. Bóg „preferuje” ubogich i pokornych; władza i bogactwo nie cieszą się Jego poparciem. Dlatego strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia (Łk 1, 52-53). Bóg sprzeciwia się każdej formie zła, wyzysku innych, niesprawiedliwości społecznej, niepotrzebnemu ubóstwu i cierpieniu. Jest Bogiem miłosiernym, łaskawym, ratującym i współczującym. Działa nieustannie zarówno w historii Izraela (i całego świata), jak również w historii poszczególnego człowieka, prowadząc go cierpliwie i z miłością do Siebie. Doświadczenie takiego miłosierdzia i miłości Boga rodzi pokorę.
Prawdziwej pokory uczy Jezus, który zaprasza wszystkich do naśladowania Go: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30). To wezwanie objawia serce, które jest łagodne, delikatne, pokorne, ciche, dalekie od wyniosłości, emanujące pokojem i przelewające miłość na tych, którzy chcą przebywać w Jego bliskości. Takie łagodne i pokorne serce Jezus objawiał przez całe swoje życie na ziemi.
Największym przejawem pokory i uniżenia Jezusa była Jego męka i śmierć. Św. Mateusz opisuje ją, odwołując się do proroka Izajasza: Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą (Mt 12, 19-21). Jezus jak cichy i pokorny Baranek, objawiał oblicze Boga nie za pomocą hałaśliwych środków, ale w sposób łagodny, pokorny. Jego życie było proste, zwyczajne, ciche, bezpretensjonalne, ukryte, bez krzyku i patosu. Przyszedł pokonać zło, ale trzciny zgniecionej nie złamał ani knota tlejącego nie dogasił. Z drugiej strony sam stał się trzciną, która została złamana, zmiażdżona cierpieniem i pozwolił cierpliwie, by zgaszono jak knot Jego życie.
Pokora Jezusa jest wyzwaniem dla jego uczniów. Jezus wzywa do niej wprost: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9, 23). Akceptacja życia wraz z cierpieniem i trudem, pokonywanie siebie, swoich słabości, wad i ograniczeń i naśladowanie w tym Jezusa Mistrza jest drogą pokory. Św. Ignacy w Ćwiczeniach duchownych rozróżnia trzy stopnie pokory (Ćwiczenia duchowne, 165-167). Pierwszy z nich zakłada wyrzeczenie się grzechu śmiertelnego za każdą cenę, drugi dotyczy grzechu powszedniego. Zgodnie ze słowami Jezusa: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo cóż da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16, 26). Natomiast trzeci stopień to pokora najdoskonalsza. Polega ona na tym, że zawiera w sobie pierwszą i drugą, [ale jeśli] będzie równa chwała i cześć Bożego Majestatu, żeby lepiej naśladować Chrystusa, naszego Pana, i bardziej rzeczywiście być Mu posłusznym, chcę wybrać raczej ubóstwo z Chrystusem ubogim niż bogactwo, raczej zniewagi z Chrystusem pełnym zniewag niż cześć [światową]. Pragnę też, żeby mnie uważano raczej za głupiego i lekkomyślnego dla Chrystusa, którego wcześniej za takiego uważano, niż za mądrego i roztropnego na tym świecie (Ćwiczenia duchowne, 167). Trzeci stopień pokory jest więc naśladowaniem Jezusa bezkompromisowo, aż po krzyż. Co więcej, prowadzi do radości ze „współcierpienia z Jezusem” na wzór Apostołów, którzy cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa (Dz 5, 41).
Mówiąc o pokorze związanej z naśladowaniem Jezusa w cierpieniu należy zwrócić uwagę na pewne nieporozumienia. Zgoda na cierpienie, krzyż, obelgi i pogardę (por. Ćwiczenia duchowne, 146; Mt 5, 11) nie jest celem samym w sobie. Chrześcijaństwo nie jest masochizmem. Nie lubuje się w cierpieniu i upokorzeniu jako wartości samej w sobie. Nie chodzi więc o pragnienie pogardy, zniewag i poniżenia dla nich samych. Wybór takiej drogi życia wiąże się jedynie z pragnieniem naśladowania Jezusa. Naturalną skłonnością ludzką jest budowanie własnej wielkości. W tej skłonności przeszkadza najbardziej cierpienie, a zwłaszcza odrzucenie przez drugich, zdrady, obojętność, pogarda. Jezus w takich sytuacjach nie reagował zniecierpliwieniem, odwetem czy niechęcią, ale cierpliwą pokorną miłością (szczególnie w czasie męki). Naśladowanie Go w tych postawach jest upodobnieniem się do Chrystusa ubogiego i wzgardzonego, którego przyjmuje się jako swego Pana, Mistrza i Przyjaciela.
Druga trudność wypływa z niewłaściwej interpretacji Ewangelii. Istnieją tendencje deprecjonujące miłość siebie jako wartość sprzeczną z nauką Jezusa o zaparciu się siebie i dźwiganiu krzyża. Zapomina się przy tym, że pokora to właśnie akceptacja i miłość siebie jako konsekwencja bycia dzieckiem Boga, bycia kochanym przez Boga. Zaparcie siebie dotyczy wszystkiego, co niszczy ludzkie życie, a więc grzechu i namiętności. Zaprzeć się siebie oznacza przesunąć centrum życia z siebie samego (pycha) na Jezusa i bliźnich (miłość).










