Człowiek zostaje przymuszony (rzadziej otwarcie, częściej na zasadzie wyrafinowanej manipulacji) lub sam decyduje się na to, by zrezygnować z poszukiwania Sensu swojego życia. Nie jest to łatwy sposób istnienia (na zasadniczym głodzie!) Żeby jakoś znosić takie życie bez-Sensu (poznanego i zaakceptowanego), to trzeba sobie sprokurować dwie rzeczy…

Na początek rekolekcji ignacjańskich – 28 grudnia.

Cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy

 Jest nas tutaj (na rekolekcjach ignacjańskich) kilkadziesiąt osób. Warto pamiętać, że każda osoba to osobny i wieki świat! Naprawdę wielki.

Gdyby tak przyjrzeć się naszym ostatnim kilku dniom i spróbować je opisać… Ileż rzeczy trzeba by powiedzieć… Ile wydarzeń, ile uczuć o różnej barwie i skali: od smutku po wielką radość, od przygnębienia po wielkie uniesienie… A gdyby tak ogarnąć całe nasze życie i wszystkie przeżycia, wszystkie relacje i powiązania… Okazałoby się, że nasze światy są ogromne, skomplikowane i tajemnicze, w pewnym sensie nieprzeniknione.

A gdyby popatrzeć jeszcze szerzej i ogarnąć ludzką rodzinę i całą historię z jej wszystkimi problemami, to stanęlibyśmy wobec ogromu, który przerósłby nas pod każdym względem! Trudno byłoby to wszystko ogarnąć, a jeszcze trudniej rozpoznać (ostateczny i trwały) SENS przywołanej rzeczywistości!

– Ale czy jest nam to potrzebne? Tak, jak najbardziej. Jeśli tylko zatrzymujemy się i uciszamy (lub „coś” nas w biegu zatrzymuje), to odkrywamy w sobie wielkie pragnienie: by odkryć Sens zarówno własnego życia, jak i całej ludzkiej historii! Chcemy poznać znaczenie tego wszystkiego, w czym uczestniczymy i co czynimy! Jeśli człowiek nie odkryje znaczenia tego, co czyni (z własnej woli czy jakoś wciągnięty w tryby różnych zobowiązań i uwarunkowań), to wcześniej czy później popaść musi w przygnębienie, smutek, a nawet rozpacz… No chyba że zaaplikuje sobie takie czy inne znieczulacze (lub też powierzchowna czy, wg określenia min. Milczanowskiego, „francowata” cywilizacja to natrętnie i zapobiegliwie narzuci).

Są dwa, zasadniczo różne, sposoby radzenia sobie z głodem Sensu.  

Jeden polega na tym, że człowiek zostaje przymuszony (rzadziej otwarcie, częściej na zasadzie wyrafinowanej manipulacji) lub sam decyduje się na to, by zrezygnować z poszukiwania Sensu swojego życia. Nie jest to łatwy sposób istnienia (na zasadniczym głodzie!) Żeby jakoś znosić takie życie bez-Sensu (poznanego i zaakceptowanego), to trzeba sobie sprokurować dwie rzeczy.

Przede wszystkim siebie trzeba zredukować, czyli pomniejszyć do czegoś tam właśnie pomniejszego, banalnego, zamkniętego w kręgu ulotnej doczesności… A po tym zabiegu koniecznie należy wyszukać sobie coś, co jakoś zadowoli, nasyci i zaspokoi tego właśnie pomniejszonego człowieka! Na ogół jest to kilka rzeczy: z reguły mniej czy więcej przyjemności zmysłowych i określony stan posiadania, który ma zagwarantować szczęście (najzupełniej) satysfakcjonujące człowieka uprzednio odpowiednio spreparowanego – zredukowanego, pomniejszonego!

Drugi sposób radzenia sobie z wielką potrzebą i pragnieniem Sensu – to cierpliwe i pokorne szukanie Prawdy, która potrafi rozświetlić tajemnicę naszego istnienia. To Jezus Chrystus – także niosący Jego Orędzie Kościół – jest znakomitym przewodnikiem ku Pełni Prawdy o człowieku! Jezus powiedział o Sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14, 6)! On jest prawdziwą drogą do Życia! My tu obecni (najprawdopodobniej) dobrze o tym wiemy, a jednocześnie mamy niedosyt Prawdy, która – jak się spodziewamy – powinna jeszcze bardziej rozjaśnić i rozradować nasze codzienne i zwyczajne życie. Tak, mamy niedosyt także Życia! Mając ten bolesny (a i błogosławiony) niedosyt Prawdy, Życia i Sensu, szukamy nadal, szukamy wciąż, szukamy więcej! Szukamy drogi do Prawdy, Życia i Sensu.

Rekolekcje ignacjańskie – w czasie każdego z czterech tzw. „tygodni”, trwających na ogół po …osiem dni – wprowadzają w coraz bliższy i pełniejszy kontakt z JEZUSEM!

To kontakt z CHRYSTUSEM jest najważniejszy, rozstrzygający. Jest tak dlatego, że w Nim spotykamy najpełniejszą wypowiedź Boga o Nim Samym, a zarazem najważniejszą wypowiedź Trójjedynego Boga o człowieku. Bóg Ojciec najdoskonalej wypowiada Siebie w Synu Przedwiecznym, który stał się Człowiekiem dla naszego zbawienia (jak wyznajemy to w Credo)!

Istotnie, Jezus jest Pełnią Bożego Objawienia. Z tej Pełni możemy wziąć „Wszystko”, co Bóg tak hojnie i łaskawie daje! Jednak nie da się wziąć wszystkiego naraz, i nie da się brać tych wielkich darów Bożych – jakkolwiek (by nie powiedzieć byle jak)! Św. Ignacy dzieląc się tym, co sam od Boga otrzymał, pomoże nam dobrze usposobić się do przyjmowania „łaski po łasce”, w pewnym porządku, który z „góry” zstępuje.

Przyjmując program rekolekcji, wczytując się w Uwagi wstępne do Ċwiczeń duchownych – okażemy naszą dobrą wolę, cierpliwość i pokorę w otwieraniu się Pełnię Dobra i Prawdy zaofiarowanej nam w Jezusie Chrystusie.

W naszych postawach właściwych rekolekcjom ignacjańskim chcemy też niejako naśladować, zwłaszcza tuż po Bożym Narodzeniu, klimat duchowy Nazaretu i Świętej Rodziny. Ojciec święty Paweł VI rozmyślając nad wymową Nazaretu, nauczał przed laty, żeby pobierać zeń przede wszystkim lekcję milczenia. „Niech się odrodzi w nas szacunek dla milczenia, tej pięknej i niezastąpionej postawy ducha. Jakże jest nam ona konieczna w naszym współczesnym życiu, pełnym niepokoju i napięcia, wśród jego zamętu, zgiełku i wrzawy. O milczenie Nazaretu, naucz nas skupienia i wejścia w siebie, otwarcia się na Boże natchnienia i słowa nauczycieli prawdy; naucz nas potrzeby i wartości przygotowania, studium, rozważania, osobistego życia wewnętrznego i modlitwy, której Bóg wysłuchuje w skrytości”(Liturgia Godzin, Urocz. Świętej Rodziny, s.379).

A patrząc dzisiaj m.in. na Heroda,

widzimy jak ten człowiek bardzo powodowany jest żądzą władzy i tego wszystkiego, co ta władza mu zapewnia; z drugiej zaś strony widać, jak włada nim okropny strach! – Kto wyprowadzi go z błędu?

Św. Kwodwultdeus tak wczuwa się w odczucia Heroda i daje mu parę dobrych rad: Trwoży się Herod, kiedy Mędrcy zwiastują mu narodziny Króla, i by nie utracić królestwa, chce zgładzić Dziecię; a przecież gdyby w Nie uwierzył, nie potrzebowałaby się lękać na ziemi i życie wieczne stałoby się dla niego wiecznym panowaniem. Czemu więc trwożysz się, Herodzie, słysząc o narodzinach Króla? Nie przychodzi On, by cię pozbawić panowania, lecz by pokonać szatana. A tego nie rozumiesz, więc się lękasz i srożysz. Chcesz zgładzić Tego jednego, którego poszukujesz, i stajesz się okrutnym mordercą wielu dzieci (LG, Boże Narodzenie,1018).

– Fatalny błąd Heroda niech nam posłuży za przestrogę. Nie lękajmy się Króla, który stał się słabym, bezbronnym Dziecięciem, by jak najbardziej uprzystępnić nam MIŁOŚĆ Ojca! Ta Miłość pragnie uwolnić nas całkowicie od wpływu szatana! Ta Miłość pragnie uwolnić nas od grzechu i śmierci.

Mocno i wielce obiecująco mówi o tym św. Jan.

W jego słowach możemy dojrzeć program rekolekcji (i po prostu życia zbawionego, z sensem).

Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka:

Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.

Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo,

a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą.

Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości,

wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli.

Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego.

On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze,

lecz również za grzechy całego świata (1 J 1,5-2,2).

Częstochowa, 28. 12. 2012      AMDG et BVMH       o. Krzysztof Osuch SJ


Artykuł pochodzi ze strony „Krzysztof Osuch SJ – blog”