Polecam mój komentarz zatytułowany „Smartfony w Kościele. Potrzebujemy ustawy czy rachunku sumienia?”, jaki ukazał się 4 września na portalu DEON.PL. Poniżej fragment:

O ile tabliczka z przekreślonym telefonem przed wejściem do świątyni nikogo już nie dziwi, o tyle jej skuteczność pozostawia wiele do życzenia. I nie myślę tu o starszej pani, której w połowie kazania z torebki ryczy muzyczka ustawiona przez wnuczka – „Ona by tak chciała” Ronniego Ferrari. Chodzi o coraz częstsze uciekanie w ekrany pod osłoną kościelnych ław.

Kiedyś z nudów obgryzało się paznokcie albo liczyło pęknięcia na tynku nad chórem. Dziś, gdy kazanie przeciąga się o kolejne pięć minut, ręka sama wędruje do kieszeni. Smartfon stał się współczesnym brewiarzem, tyle że zamiast psalmów studiujemy na nim powiadomienia z aplikacji zakupowych albo wyniki meczów. Z boku wygląda to niemal pobożnie – głowa pochylona, wzrok skupiony. Dopiero niebieska poświata na twarzy zdradza, że zamiast rozważań o rzeczach ostatecznych, trwa właśnie gorączkowe sprawdzanie, co słychać na Instagramie.

Cały komentarz można przeczytać na DEON.PL

Fot. SI