Lawrence OP/ Foter.com/ (CC BY-NC)

Lawrence OP/ Foter.com/ (CC BY-NC)

Jednym z kluczowych pojęć duchowości ignacjańskiej jest „obojętność”. Słowo to potocznie kojarzy się raczej z bierną i chłodną postawą, z brakiem zaangażowania i entuzjazmu czy z minimalizmem. Tego rodzaju postawy są oczywiście dalekie od ideału życia i służby, jaki proponuje autor Ćwiczeń duchownych oraz założyciel Towarzystwa Jezusowego. Warto więc przyjrzeć się bliżej rzeczywistości kryjącej się pod pojęciem ignacjańskiej obojętności.

Bóg w centrum wszystkiego

W centrum egzystencji człowieka znajduje się Bóg. Teocentryczna wizja całej rzeczywistości oraz życia ludzkiego stanowi fundamentalny rys Ćwiczeń duchownych św. Ignacego i przedstawiona jest na samym ich początku: „Człowiek został stworzony, aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć i służył Mu” (Ćd 23). Nie można zrozumieć człowieka, nie biorąc pod uwagę głębokich więzi łączących go z Bogiem. Ludzka egzystencja nie jawi się jako oczywista, usprawiedliwiona sama w sobie, ale jako pewna zagadka, fakt wymagający odpowiedzi i radykalnego rozwiązania. Odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące sensu życia nie znajdziemy w nas samych. Jeżeli człowiek chce wyjaśnić swoją sytuację, musi wyjść poza otaczającą go rzeczywistość materialną. Musi przekroczyć horyzont swojego istnienia i otworzyć się na Kogoś większego – na Absolut, na Boga.

Bóg przedstawia się człowiekowi jako osoba. Wkracza w stworzony przez siebie świat, w dzieje ludzkości, i objawia się człowiekowi. Troszczy się o świat i stale w nim działa. Co więcej, to On podejmuje inicjatywę spotkania z człowiekiem. Dzieje ludzkości to dzieje poszukiwania Boga, ale to przede wszystkim Bóg szuka człowieka. Nasza wędrówka do Niego jest tylko odpowiedzią na Jego pragnienie nawiązania więzi z każdym z nas.

Bóg objawia się nam jako Ktoś, kto kocha. Jego miłość jest miłością zbawczą, ocalającą ludzkie istnienie przed śmiercią i nicością. Pan zaprasza nas do życia z sobą, do uczestnictwa w swoim szczęściu. Prawdziwa więź z Bogiem zakłada ze strony człowieka pełną gotowość do przyjęcia takiego projektu życia, by owa więź była w nim wpisana jako element konstytutywny. Jeśli podchodzimy poważnie do tej rzeczywistości, nasza więź i kontakt z Bogiem stanowią fundament osobistego doświadczenia. Podkreślmy, że nawiązanie relacji z Bogiem i konsekwentna odpowiedź na wymagania z nią związane nie niszczą niczego, co w każdym z nas jest prawdziwie ludzkie. Stwórca i Pan naszego istnienia nie przekreśla swego dzieła. Oczekuje od nas tylko tego, co w sposób najgłębszy odpowiada temu, kim jesteśmy i do czego zostaliśmy powołani. Najwyższym ideałem człowieka i ostatecznym celem jego życia jest więc odpowiedź na Boży dar, powierzenie Bogu swojego istnienia, spełnienie Jego woli, czyli uczynienie ze swego życia daru. Logika wzajemnego daru wyjaśnia trafnie charakter relacji bosko-ludzkiej.

Bóg jako Stwórca i Pan ludzkich dziejów ma absolutne prawo do życia człowieka. Szanuje jednak jego wolność, zdolność dysponowania życiem, czyli podejmowania decyzji, dokonywania wyboru, również tych niewłaściwych. Szanuje go jako osobę i istotę wolną, stworzył go przecież na swój obraz i podobieństwo. Nie chce, by służył Mu niewolnik, gdyż taka służba nie pomnaża Bożej chwały.

Sens ignacjańskiej obojętności

Żyjemy w świecie rzeczy, pozostajemy w nich niemal zanurzeni. Św. Ignacy uczy, że zostały one „stworzone dla człowieka po to, by mu służyć pomocą w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony” (por. Ćd 23). Dzięki człowiekowi świat stworzony osiąga swój cel i uczestniczy w wielbieniu przez nas Boga. Akceptacja podstawowej prawdy o celu człowieka oraz o celu „innych rzeczy” ma logiczne konsekwencje zawarte w ignacjańskiej zasadzie tantum quantum, czyli „o tyle, o ile”: „Wynika z tego, że człowiek powinien tych rzeczy w takim stopniu używać, w jakim go wspomagają w zmierzaniu do jego celu, a w takim stopniu się ich pozbywać, w jakim mu w dążeniu do celu przeszkadzają” (por.Ćd 23).

W przypadku osoby wierzącej trudność w przyjęciu powyższej zasady nie ma charakteru teoretycznego, lecz praktyczny i egzystencjalny. W Ćwiczeniach Ignacy ma na myśli konkretnego człowieka, a więc osobę głęboko zranioną przez grzech pierworodny oraz przez osobistą historię grzechu. Nieuporządkowane przywiązania w znacznym stopniu ograniczają naszą prawdziwą wolność w prowadzeniu życia zgodnie z ideałem, do którego zostaliśmy wezwani. Stąd rodzi się konieczność uporządkowania własnego życia, by dokonywać wolnych wyborów i nie ulegać temu wszystkiemu, co deformuje naszą relację z Bogiem. Taki zresztą jest istotny cel Ćwiczeń, sygnalizowany z całą wyrazistością w ich tytule: „Ćwiczenia duchowne, mające na celu odniesienie zwycięstwa nad samym sobą i uporządkowanie swego życia tak, by nie ulegać jakiemukolwiek nieuporządkowanemu przywiązaniu” (Ćd 21). Dlatego Ignacy formułuje postulat: „Musimy się stawać obojętnymi wobec wszystkich rzeczy stworzonych, jeżeli to zostało pozostawione całkowicie swobodnej decyzji naszej wolnej woli, a nie zostało zakazane” (Ćd 23).

„Musimy się stawać obojętnymi” – te słowa oznaczają, że czeka nas duchowa walka, wysiłek, wewnętrzne napięcie, aby dojść do stanu obojętności, czyli wewnętrznej i osobistej wolności, równowagi wobec rzeczy i całkowitej dyspozycyjności wobec Boga. Stawanie się obojętnym oznacza wejście w proces oczyszczenia, odkrywania swojego prawdziwego „ja”, zniekształconego przez skłonność do zamykania się w sobie i faktycznego nieuznawania porządku ustanowionego przez Boga w świecie.

Owocem takiego procesu jest głęboka postawa obojętności wobec wszystkiego, to znaczy dostrzeganie całej rzeczywistości w świetle Boga, jako ukierunkowanej na Niego. W tej samej perspektywie trzeba dostrzegać własne życie. Św. Ignacy podaje nam cztery przykłady, cztery główne dziedziny, w których może się ćwiczyć i sprawdzać nasza obojętność: zdrowie – choroba, bogactwo – ubóstwo, szacunek – pogarda oraz życie długie – życie krótkie. W rzeczywistości – jak Ignacy sam dodaje: „i podobnie we wszystkich innych rzeczach” – obojętność odnosi się do wszystkich wartości, które człowiek może wybrać w sposób wolny.

Oczywiście, ignacjańska obojętność nie oznacza bierności, jałowego oczekiwania, bezczynności, niepodejmowania inicjatywy czy nieszukania w sposób aktywny Bożej woli. Wręcz przeciwnie! Ćwiczenia są dla ludzi wielkich pragnień i po to, by pragnąć „więcej” (magis) w służbie Bożej. Stan wewnętrznej równowagi, dążenie do tego, by być „jak języczek u wagi” (Ćd 179), jest po to, aby „pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni” (Ćd 23). Ignacy chce przygotować rekolektanta do aktywnego uczestnictwa w najważniejszych wydarzeniach życia, do stałego rozeznawania woli Bożej i podejmowania wolnych wyborów, by w ten sposób wnosił swój wkład w dzieje zbawienia. To wszystko odzwierciedla niezwykle dynamiczną wizję ludzkiego życia.

W tym krótkim streszczeniu wybranych tylko aspektów ignacjańskiej obojętności nie powinniśmy zapominać, że osiągnięcie jej nie jest jedynie dziełem człowieka, lecz raczej owocem współpracy z łaską Bożą. W modlitwach przygotowawczych powinno się stale prosić o łaskę „Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, czyny i prace były skierowane wyłącznie ku służbie i chwale Jego Boskiego Majestatu” (Ćd 46), czyli by być obojętnym. W pierwszym sposobie dokonania rozsądnego i dobrego wyboru proszę „Boga, naszego Pana, aby poruszył moją wolę i uświadomił mi, co powinienem czynić w tej sprawie” (Ćd 180).

Doświadczenie stawania się obojętnym

Św. Ignacy nie przedstawia doktryny na temat obojętności. Podobnie jak całe Ćwiczenia są owocem jego duchowego doświadczenia, nawrócenia, bezwarunkowego oddania się Bogu i szukania własnej drogi w służbie Panu, tak samo przeświadczenie o konieczności stawania się obojętnym oraz bycia obojętnym jest wynikiem jego realistycznego spojrzenia na człowieka, na świat ludzkich pragnień, uczuć, potrzeb i skłonności. Nie interesuje go abstrakcyjne pojęcie. Dzieli się swoim głębokim doświadczeniem obojętności jako czymś żywym, doznanym bezpośrednio w życiu, podczas duchowych zmagań, w stopniowym poznawaniu i osobistym wzrastaniu w tej postawie.

Tego samego oczekuje od odprawiającego Ćwiczenia także później – w całym dalszym jego życiu. Zdobywając się wielokrotnie na konkretną postawę obojętności, wprowadzając porządek w zakresie nieuporządkowanych przywiązań, doświadczając napięć i trudności, wreszcie ucząc się być wolnymi i zrównoważonymi, odkrywamy głębię i piękno tego, że jesteśmy w ręku Boga i że pragniemy tylko tego, czego On pragnie. Warto przypomnieć w tym kontekście testament o. Pedro Arrupe – słowa sparaliżowanego i ustępującego z urzędu generała Towarzystwa Jezusowego, skierowane do jezuitów 3 września 1983 roku: „Czuję się, jak nigdy dotychczas, w rękach Boga. Pragnąłem tego całe moje życie, od młodości. Teraz również pragnę tylko tego. Z tą jednak różnicą, że dziś cała inicjatywa należy do Boga. Zapewniam was, że świadomość i poczucie, że jestem całkowicie w Jego rękach, jest niezwykle głębokim przeżyciem”.

Jest rzeczą niemożliwą zrozumieć i zaakceptować wymagania związane z obojętnością poza sferą wiary, pojmowanej jako postawa życiowa, osobiste zawierzenie i powierzenie się Bogu, zaufanie Jego słowu. Taka wiara obejmuje całego człowieka, który daje odpowiedź własnym życiem swojemu Stwórcy i Panu. Dobitnie mówił o tej wierze Benedykt XVI w homilii na krakowskich Błoniach, 28 maja 2006 roku: „Wierzyć – to znaczy zawierzyć Bogu, powierzyć Mu nasz los. Wierzyć – to znaczy nawiązać głęboko osobistą więź z naszym Stwórcą i Odkupicielem w mocy Ducha Świętego i uczynić tę więź fundamentem całego życia”.

Postawę obojętności zaczynamy pojmować i stopniowo zdobywać w kontekście doświadczenia miłości ze strony Boga i drugiego człowieka. Obojętność jest aktem miłości; pragnieniem tego, czego pragnie Bóg; odpowiedzią na Jego miłość i powołanie. Wyraża to trafnie pierwsza reguła dokonania rozsądnego i dobrego wyboru: „Miłość, która mną kieruje i która sprawia, że wybieram taką właśnie rzecz, powinna pochodzić z góry, z miłości Bożej, tak, że dokonujący wyboru powinien odczuwać przede wszystkim w sobie samym, że ta miłość do rzeczy wybranej, większa lub mniejsza, skierowana jest wyłącznie ku Stwórcy i Panu” (Ćd 184).

Jezus Mistrzem obojętności

Kluczowym punktem doświadczenia duchowego, określanego mianem obojętności ignacjańskiej, jest nasza więź z Jezusem Chrystusem. Ćwiczenia duchowne to szkoła, która pomaga nam Go odkryć, poznać dogłębnie, by utożsamić się z Jego osobą i posłannictwem, by naśladować Go jako Mistrza obojętności, który przyszedł na świat, aby spełnić wolę swego Ojca. Zaproszenie Jezusa do pójścia za Nim zmienia radykalnie życie człowieka. Powinien on zostawić wszystko, co posiada: swój sposób życia, myślenia, projektowania przyszłości. Jezus nie zaprasza do przyjęcia jakiejś doktryny, ale do wspólnoty życia z sobą. Czyni to z własnej inicjatywy, szanując wolność człowieka. Zaproszony powinien się „nauczyć” osoby Jezusa Chrystusa, odkryć Go, przyjąć w swoim życiu. Jest zaproszony do komunii życia i śmierci ze swym Mistrzem, aby powierzyć się Mu bezwarunkowo i zintegrować w swoich postawach najgłębsze postawy Syna Bożego.

Naśladowanie Chrystusa zakłada, że chcemy stanowić z Nim jedno. Oznacza, że powinniśmy włączyć się w dynamizm Jego miłości – miłować tak, jak On sam nas umiłował. Winniśmy naśladować Jego zaparcie się siebie, Jego pokorę i mieć te same uczucia, to samo serce. To dążenie niech was ożywia; ono też [było] w Chrystusie Jezusie. On to […] ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi.

A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 5-8). Być obojętnym, to żyć w przyjaźni z Chrystusem, przyjąć Jego sposób patrzenia na rzeczywistość i na ludzi, Jego sposób oceny wydarzeń i działania. Wtedy możemy powiedzieć za św. Pawłem: z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 19-20).

Dynamizm zawarty w procesie stawania się obojętnym nie zatrzymuje się na „drugim stopniu pokory”, to znaczy miłości Boga, powierzenia się Mu, kiedy „doszedłem do takiego usposobienia, że już nie chcę ani nie skłaniam się bardziej do posiadania bogactwa niż ubóstwa, do szukania bardziej zaszczytów niż wzgardy, do pragnienia życia długiego raczej niż krótkiego, byleby to w jednakowy sposób służyło Bogu, naszemu Panu i zbawieniu mojej duszy” (Ćd 166). Doświadczenie dojrzałego utożsamienia się z Chrystusem prowadzi do czegoś więcej – do całkowitego przyjęcia Jego losu, tego wszystkiego, co w Jego życiu i posłannictwie najtrudniejsze. Prowadzi do pragnienia i wyboru „raczej ubóstwa z Chrystusem ubogim niż bogactwa, raczej zniewagi z Chrystusem pełnym zniewag niż zaszczytów i do pragnienia, by mnie uważano raczej za obłąkanego i głupca dla Chrystusa, którego wcześniej za takiego uważano, niż za mądrego i roztropnego na tym świecie” (Ćd 167). Ten „trzeci stopień pokory” nie mieści się w porządku ludzkiej logiki, lecz w porządku miłości jako odpowiedź na zaproszenie: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24).

W świetle naszych relacji z Chrystusem i związanych z nią wymagań widzimy, że postawa obojętności to nie postawa wyrachowania. Jest to konkretne i osobiste doświadczenie życia w przyjaźni z Panem w odpowiedzi na Jego wezwanie. Zakłada hojność serca oraz zdolność do zapominania o sobie, do „wyjścia” z siebie, by spotykać Boga we wszystkich rzeczach i widzieć całą rzeczywistość w Bogu. Wzrastanie w ignacjańskiej obojętności to stały proces. Trzeba pogłębiać duchową wrażliwość, wewnętrzną przejrzystość i czystość serca, by ukształtować w sobie głęboką postawę obojętności. To długi i niełatwy proces, którego dojrzałym owocem jest postawa nieobojętności – żarliwej miłości, kiedy utożsamiamy się ściśle z Chrystusem i wybieramy Jego drogę ubóstwa i krzyża.

Jak być dzisiaj obojętnym

Jaki sens ma mówienie współczesnemu człowiekowi o obojętności ignacjańskiej? Zdajemy sobie sprawę, że dla wielu ludzi, również tak zwanych wierzących, jest to temat abstrakcyjny, nie z tej ziemi. Przypatrując się ogólnym trendom panującym w dzisiejszym świecie, musimy przyznać, że zmierzają one w kierunku przeciwnym do tego, co proponują Ćwiczenia duchowne św. Ignacego jako ideał życia. Spotykamy się dziś z radykalnymi formami negacji rzeczywistości Bożej i ludzkiej, przedstawionej w Zasadzie i Fundamencie oraz w całej strukturze Ćwiczeń.

Mentalność znacznej części ludzi naznaczona jest dzisiaj sekularyzmem, czyli takim stylem życia, jakby Bóg nie istniał. Towarzyszy temu obojętność religijna, która oczywiście nie ma nic wspólnego z obojętnością ignacjańską. Ten fenomen odsłania zanik wrażliwości duchowej u wielu ludzi nam współczesnych. Mentalność konsumpcjonistyczna – inny znak epoki – z pewnością nie pomaga człowiekowi nabrać dystansu do rzeczy, uzyskać wewnętrzną równowagę i wolność, aby wybrać to, co bardziej pomaga w osiągnięciu ostatecznego celu.

Z drugiej strony, dostrzegamy w wielu częściach świata obszary nędzy i niesprawiedliwości, obrażających godność osoby ludzkiej i będących owocem egoizmu, braku obojętności opływających we wszystko ludzi wobec dóbr, które zdobyli i które stały się dla nich celem samym w sobie. Są i tacy, dla których cel życia stanowi zdobycie władzy, prestiżu i zaszczytów. Ich „nieobojętność” staje się źródłem niesprawiedliwości, łamania więzi społecznych, rozbijania wspólnoty i zaniku autentycznych relacji interpersonalnych.

Już to pobieżne wyliczenie niektórych problemów współczesnego świata przekonuje nas o ważności prawd o Bogu i człowieku, zapisanych w Fundamencie Ćwiczeń. Codzienna rzeczywistość potwierdza intuicje św. Ignacego i aktualność jego metody prowadzenia człowieka do Boga. W tej metodzie nasza „obojętność” odgrywa rolę kluczową.

Zycie-Duchowe_LOGOBogusław Steczek SJ