Kiedy myślimy o św. Andrzeju Boboli jako patronie jedności chrześcijan, zapewne na pierwszym miejscu przychodzi nam na myśl obraz pojednania między katolikami i prawosławnymi, między Wschodem i Zachodem. I słusznie, bo życie i śmierć Boboli na pograniczu wyznań w duchu dialogu, a nie przymusu, szacunku dla innych tradycji, czyni go orędownikiem pojednania religijnego. Ale jest również i głębszy wymiar jedności, która stanowi fundament. Jest nim jedność człowieka z Bogiem i z samym sobą. Popatrzmy jak Andrzej i w tym wymiarze przychodzi nam z pomocą także dziś.

Jedność z Bogiem

Człowiek doświadczył wspaniałej jedności z Bogiem, bliźnim, stworzeniem i sobą samym. To było doświadczenie Raju. Swoboda porozumienia z Bogiem, między sobą oraz z naturą. Człowiek przyjmował wszystko, co otrzymał od Boga w duchu wdzięczności, radości i ogromnego poczucia pokoju. Ten stan Biblia określa słowem Shalom (pokój). Człowiek nie wstydził się siebie. Czuł się całkowicie na swoim miejscu. Czuł się szczęśliwy dopóki nie uległ grzechowi.

Jezus w Ewangelii według św. Jana wielokrotnie wraca do tajemnicy jedności: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30). Właśnie dlatego, że Chrystus trwa w nierozerwalnej jedności z Ojcem, może do końca wypełnić misję zbawienia. Nie wycofuje się z Getsemani – przyjmuje kielich goryczy, nie schodzi z krzyża. Choć po ludzku w poczuciu samotności i opuszczenia woła: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił” (Mt 27,46). Jednak ostatecznie zawoła: „Ojcze w Twoje ręce powierzam mego ducha” (Łk 23,46). Jedność z Ojcem jest silniejsza niż ból, silniejsza niż śmierć. Ta jedność przeprowadza Jezusa przez śmierć i po trzech dniach prowadzi do zwycięstwa nad nią – do Zmartwychwstania, które otwiera nam niebo. To ostateczne zwycięstwo w Bogu przygotowane przez Jezusa dla Ciebie i dla mnie. Bo owocem jedności z Bogiem jest wytrwanie w dobru, nawet wtedy gdy atakują nas życiowe burze, gdy wybucha przeciw nam wojna.

Andrzej Bobola czerpał z tego samego źródła. Jego nieugiętość w chwili męczeństwa nie była dziełem przede wszystkim silnej woli czy charakteru (czyli tego, co można wypracować własnymi siłami). Ona była owocem zażyłości z Bogiem, współpracy z łaską Bożą: pielęgnowanej latami modlitwy, rekolekcji ignacjańskich, codziennego rachunku sumienia, długich godzin adoracji. A także posługi chorym, w czasie zarazy w Wilnie, niesienia słowa Bożego najuboższym i zamieszkującym krańce Rzeczpospolitej, tam gdzie kończyły się przejezdne drogi. Andrzej pokazuje nam na jak wiele stać każdego z nas właśnie poprzez wewnętrzne zjednoczenie z Bogiem. Wtedy stajemy się spójni – wiemy, kim jesteśmy i dla kogo żyjemy i odkrywamy jak wiele możemy zdziałać.

Jedność z samym sobą

Współczesny świat jest światem niemalże ciągłego rozproszenia. Żyjemy w kulturze przemijalności i chwilowości: skrolujemy, przeskakujemy, niecierpliwie zmieniamy tematy rozmów, zaczynamy i nie kończymy. Gubimy swoją tożsamość raz będąc takim człowiekiem, by po chwili ukazać siebie jako kogoś zupełnie innego. Często w odpowiedzi na oczekiwania innych: by nas zauważono, doceniono, uznano. Grozi nam to, co można by nazwać atomizacją wewnętrzną – bycie różnymi ludźmi w różnych miejscach, zakładanie masek. Prowadzi to do tego, że sami przestajemy wiedzieć, kim naprawdę jesteśmy.

Ignacy Loyola – ojciec duchowy Andrzeja Boboli, bez którego nie było by świętego Męczennika, Patrona Jedności Chrześcijan – rozumiał to zagrożenie niezwykle mocno. Mawiał w jednej ze swoich sentencji, że „jest bardzo wartościowe przeszkodzić nawet tylko jednemu grzechowi, choćby za cenę wszystkich trudów i trosk tego życia”. To zdanie zaskakuje swoją radykalnością. Dlaczego jeden grzech miałby być tak wielkim niebezpieczeństwem? Bo grzech jest przede wszystkim rozłamem – rozrywa więź z Bogiem, ale zarazem rozbija nas wewnętrznie, od środka. Rodzi rozdwojenie, o którym pisał św. Paweł: „Nieszczęsny ja człowiek, czynię to, czego nie chcę, to właśnie czynię” (Rz 7, 15-24). Tak, każdy z nas doświadcza przeciwieństwa szczęścia czyli nędzy swego istnienia, gdy tylko daje przyzwolenie, aby grzech zranił nasze serce.

Świętość w tradycji ignacjańskiej, a więc tradycji, która formowała życie św. Andrzeja Boboli, to nie ascetyczna surowość, nie idealna bezgrzeszność, bez cienia jakiejkolwiek słabości, lecz właśnie wewnętrzna spójność: być tym samym człowiekiem w kaplicy i na ulicy, w chwale i w upokorzeniu, wśród przyjaciół i wobec wrogów. Z jednej strony podejmować wszelkie wysiłki w walce z grzechem. Gdy jednak przyjdzie przegrana i ulegnę grzechowi, wiem do kogo mogę powrócić, kto czeka na mnie z szeroko otwartymi ramionami. Dlatego w modlitwie przez wstawiennictwo Andrzeja Boboli prosimy o doświadczenie radości, gdy zwyciężamy lub ponosimy porażki. Trzeba nam na nasze porażki spojrzeć z Bożej perspektywy, a Bóg patrzy na nasze upadki nie z potępieniem, ale z nadzieją, jak miłosierny ojciec wobec marnotrawnego syna. Andrzej Bobola był człowiekiem spójnym. Jego oprawcy nie znaleźli w nim pęknięcia, przez które można było go odłączyć od Boga i przyjaźni z Nim. To ona dała mu siłę wytrwania w obliczu okrutnej kaźni.

Jedność – klucz prawdziwego życia

Z tej wewnętrznej jedności człowieka z Bogiem i z samym sobą wyrastają wszystkie inne jedności: jedność rodziny, wspólnoty, narodu, Kościoła. Nie można trwale budować zgody między ludźmi, jeśli jesteśmy wewnętrznie podzieleni. Ekumenizm bez nawrócenia serca jest tylko dyplomacją, formą kościelnej polityki. Jedność rodziny oparta wyłącznie na interesach czy surowej dyscyplinie pęka przy pierwszym kryzysie. Solidarność narodu, która nie ma korzeni w prawdzie sumienia, okazuje się zbiorową mobilizacją. Działaniem, które wyczerpuje się, a z czasem przeradza we wrogość wobec tych, którym jeszcze niedawno pomagaliśmy.

Święty Andrzej Bobola przypomina nam, że praca na rzecz jedności zaczyna się nie od wielkich projektów (sam za życia był osobą, która nie zwracała na siebie uwagi, był nieznany), lecz od ciszy modlitwy. Od godzin adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Od wierności rachunkowi sumienia, w którym jest miejsce na pytania: Jakim jestem człowiekiem? Czy jestem spójny? Czy moje życie ma centrum? Czy tym centrum jest Bóg, czy coś, co prędzej czy później mnie zawiedzie?

W podzielonym, pokawałkowanym świecie, który szuka jedności drogą kompromisów i narracji, patron jedności chrześcijan zaprasza do drogi trudniejszej i głębszej: do zjednoczenia z Tym, który powiedział – „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Zjednoczenie Jezusa z Ojcem. Zjednoczenie Andrzeja z Jezusem. I wreszcie moje zjednoczenie: z kim i po co? Z kim ja w codzienności najbardziej się utożsamiam czyli jednoczę? Jako Polacy, możemy się czuć dumni, że patronem naszej Ojczyzny stał się właśnie taki człowiek. Ktoś kto i dziś ma odwagę upominać się o ciebie, o mnie niełatwymi, ale prowadzącymi do prawdziwego życia pytaniami o jedność z Bogiem, bliźnimi i sobą samym. I prowadzić do niej przykładem heroicznego życia. Bo przecież także ty i ja możemy tak żyć!