No i stało się. Bractwo św. Piusa X wyświęciło biskupów bez zgody Papieża. Tym samym odłączyło się od Kościoła Katolickiego. Mnie jednak ciągle zastanawia, dlaczego tak się stało.
W przemówieniu mającym uzasadnić święcenia biskupie (bo nie było mandatu apostolskiego) przełożony Bractwa powiedział tak:
„Ponieważ od Soboru Watykańskiego II aż do dnia dzisiejszego władze Kościoła kierują się duchem przeciwnym duchowi wiary, działają przeciwko Świętej Tradycji i nie znoszą już zdrowej nauki, ale odwracają słuch od prawdy”.
To oczywiście jest pewna interpretacja i Soboru Watykańskiego II, i nauczania posoborowych Papieży. Bractwo je odrzuca. Oczywiście, nie wszystko. Największą solą w oku jest nie tylko zmiana rytu mszy świętej, ale też stosunek Kościoła do religii niechrześcijańskich. I o tej drugiej sprawie chciałbym trochę napisać, bo właśnie w tej zmianie nastawienia Kościoła ujawnia się pewien przełom w myśleniu o Bogu i człowieku.
Trzeba to otwarcie powiedzieć, że z punktu widzenia sedewakantystów, ultramontanistów i teraz Bractwa św. Piusa X największym „modernistą” i heretykiem okazał się Jan Paweł II. Tak, Papież z Polski.
Moim zdaniem, Jan Paweł II dokonał tak wielu przełomowych kroków w różnych dziedzinach, że nawet zniesławiony przez niektórych katolików Franciszek mu nie dorównał.
To jest pierwszy Papież w historii Kościoła, który wszedł do meczetu już 6 maja 2001 w Damaszku.
13 kwietnia 1986 jako pierwszy Papież wszedł do rzymskiej synagogi i tam modlił się.
W tym samym roku 27 października zaprosił na spotkanie do Asyżu 13 głównych religii świata i wyznań religijnych.
W 2000 roku jako pierwszy Papież w historii odprawił mszę świętą podczas której przeprosił Boga za historyczne grzechy ludzi Kościoła.
Dlaczego to zrobił? Jan Paweł II konsekwentnie realizował nauczanie Vaticanum II, ale też tego, co napisał w swojej pierwszej encyklice „Redemptor hominis”. A napisał między innymi tak:
„Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości. i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem” (10).
„Wystarczy przypomnieć św. Pawła, choćby jego przemówienie na ateńskim Areopagu (Dz 17, 22 nn.). Postawa misyjna i misjonarska zaczyna się zawsze w poczuciu głębokiego szacunku dla tego, co „w człowieku się kryje” (J 2, 25), dla tego, co już on sam w głębi swojego ducha wypracował w zakresie spraw najgłębszych i najważniejszych — szacunku dla tego, co już w nim zdziałał ten Duch, który „tchnie: tam, gdzie chce” (por. J 3, 8. (12)
„Deklaracja o wolności religijnej w sposób przekonywujący ukazuje, jak Chrystus Pan, a z kolei Apostołowie, w przepowiadaniu prawdy, która nie jest ludzka, ale Boża — „Moja nauka nie jest moja, lecz Tego, który Mnie posłał”, (J 7, 16) Ojca — postępując z całą mocą ducha, równocześnie zachowują głębokie poszanowanie dla człowieka, dla jego rozumu i woli, dla jego sumienia i wolności (12)
Zarówno Sobór Watykański II jak i Jan Paweł II ponownie łączą mocno naderwaną w Kościele więź między stworzeniem a odkupieniem. Potem podobnie w stosunku do ludzkiego erosa wypowiada się Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est”. Godność człowieka ma swoje źródło już w stworzeniu. Godność człowieka bierze się stąd, że za niego umarł Jezus. To nie grzech był główną przyczyną Wcielenia i śmierci Jezusa na krzyżu, choć była to przeważająca doktryna przez wieki w Kościele. Prawdę mówiąc mocno naznaczona przez nauczanie św. Augustyna, a potem św. Anzelma.
List do Kolosan i Efezjan, a także Ewangelia św. Jana pokazują, że Słowo nie stało się Ciałem jedynie ze względu na grzech, ale na miłość Boga do człowieka. Trudno jednak kochać coś/kogoś kto jest całkowicie zły. Syn odwiecznie chciał i miał się stać jednym z nas. Pisze o tym św. Ireneusz z Lyonu czy później bł. Jan Duns Szkot.
W Ewangelii według św. Jana czytamy: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1, 9)
Można te słowa odnieść do sumienia, ale generalnie do chrześcijańskiej wizji człowieka. Nie wszystko w nim jest zepsute. Nie wszystko poddane jest grzechowi.
Oddzielenie stworzenia od odkupienia doprowadza do drugiej skrajności: ostrego przeciwstawienia Kościoła światu. My-dobrzy, oni-świat-zły. Wtedy oczywiście Kościół staje się wojujący. Musi tropić i szukać błędów, zagrożeń i wrogów. Ale też, skoro świat jest zły, to trzeba też z nim walczyć i nakłaniać, nawet siłą, do jedynej Prawdy.
Oddzielanie stworzenia od odkupienia (nie ma tu zbyt wielu połączeń, jeśli jakiekolwiek) prowadzi też do nieufności wobec człowieka. Stąd te przekonania, że jeśli ktoś jest niewierzący, nie jest katolikiem, to nie może dobrze wybierać w sumieniu. Niechrześcijanin tym bardziej błądzi. Świecki też zagrożony jest subiektywizmem, dlatego powinien się zdać tylko na zewnętrzny autorytet. Tutaj ma swoje źródło nieufność wobec odkryć naukowych, a ostatecznie prowadzi to do lęku przed innym.
Jan Paweł II, a po nim Benedykt XVI i Franciszek spotykali się z tak różnymi ludźmi, z różnymi religiami właśnie ze względu na to odnowione spojrzenie na człowieka. Tak, to była zmiana, ale nie całkowita nowość. I w tej teologii stworzenia ma swoje źródło nowe podejście Kościoła Katolickiego do religii niechrześcijańskich i chrześcijan. Żaden z tych Papieży nie powiedział, że wszystko jedno jak kto wierzy albo że w sumie to istnieje wiele dróg do Boga poza Chrystusem. Nie. Zawsze otwarcie głosili, że Jezus jest Zbawicielem świata
Istnienie wielu religii jest pewną zagadką. Sobór Watykański II uznał (nie w oderwaniu od Pisma świętego i Tradycji, tylko w lepszym ich zrozumieniu), że nie mogą one pochodzić od diabła, że są w nich elementy prawdy, dobra, które mają swoje źródło w sercu człowieka, zranionym przez grzech, zaciemnionym, ale nadal w tym sercu mieszka Bóg jako Stwórca. Sobór nie idzie więc czarno-białą drogą dualizmu i przeciwstawiania. Wszystko co w Kościele jest dobre, a wszystko co w innych religiach i w świecie jest złe. Oczywiście, takie uproszczenie jest wygodne dla naszego rozumu i mózgu. Przynajmniej wszystko jest jasne. Ale jest to jasność pozorna.
Kiedy do Jezusa przychodzili ludzie niewierzący wyznaniowo, np. syrofenicjanka, rzymski setnik, to Jezus nie pyta ich najpierw czy są Żydami czy nie. On rozpoznaje w nich wiarę, a więc uprzednie działanie Boga w ich sercu. Kiedy setnik prosi o uzdrowienie swego sługi, Jezus bez pytania o cokolwiek natychmiast odpowiada: „Przyjdę i uzdrowię go”. A wszyscy „bojący się Boga” jak ich nazywa Stary i Nowy Testament, którzy zbliżali się do judaizmu, do synagogi chociaż byli Grekami czy z innym krajów, czy oni nie potwierdzają, że uprzednio działał już w nich Bóg?
To nie oznacza, że nie potrzebowali Jezusa. Setnik i kobieta kananejska sami do Niego przychodzą. Co ciekawe, Jezus też niczego im potem nie nakazuje, żeby np. przyłączyli się do Jego uczniów.
A św. Paweł, który pojawia się w Atenach czyż nie zaczyna od docenienia tego, co dobre w Ateńczykach? Że są religijni, że nawet postawili ołtarz „Nieznanemu Bogu”. I dodaje słowa, które przy głębszym namyśle, mogą budzić sprzeciw: „Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 27-28) Czy to jakiś rodzaj dyplomacji, przypodobania się słuchaczom, by schwytać ich na przynętę? Nie. To rozpoznanie i uznanie, że Bóg działa także w poganach, w wyznawcach innych religii, w ateistach, agnostykach itd. To uznanie działania Boga jako Stwórcy i afirmacja Wcielenia.
Czy św. Paweł mówi im, że w sumie to tylko to chciał powiedzieć i cieszy się, że są tak religijni, niech idą tą drogą, a będą zbawieni? Nie. Głosi im Zmartwychwstałego.
Przypomnijmy, że pierwsze święcenia biskupie odbyły się w Bractwie św. Piusa X już w 1988 roku jeszcze za życia abpa Marcela Lefebvra. Spotkanie Jana Pawła II w Asyżu przechyliło szalę w oczach abpa Lefebvra.
W wydanym przez Bractwo św. Piusa X „Oświadczeniu w sprawie spotkania w Asyżu” padają takie oskarżenia, że spotkanie obraża Boga, bo łamie pierwsze przykazanie Dekalogu. Jest zanegowaniem misji Kościoła. Jest dezorientacją, zgorszeniem, bluźnierstwem, synkretyzmem, odrzuceniem Jezusa jako jedynego Zbawiciela i Pośrednika między Bogiem a ludźmi.
Według Bractwa św. Piusa X wszystkie inne religie poza Kościołem Katolickim są obrzydliwością w oczach Boga, bałwochwalstwem.
Oświadczenie uznaje wprawdzie, że w pewnych religiach Bóg działa jako Stwórca, a nie Odkupiciel, ale zbliżenie do ludzi je wyznających neguje, zdaniem Bractwa, jedyność zbawienia pochodzącą od Jezusa.
Bractwo św. Piusa zachowuje się tutaj jak wierzący gorliwi rodzice, którzy na wieść, że ich syn lub córka zamieszkuje z kimś przed ślubem, zrywają z nimi relację, grożą, straszą, I to jest zgodne z tą dualistyczną wizją świata i rzeczywistości
Jestem, więc walczę. Walczę, dlatego jestem. Powoływanie się wyłącznie na Stary Testament z pominięciem tego, co robił Jezus i św. Paweł jest obroną przed rozeznaniem, jest próbą zamknięcia Boga w naszych ramach i kategoriach. Rozeznanie zakłada rozpoznanie tego, co dobre a odrzucenie tego, co złe. Ale wtedy nie da się już żyć prostym dualizmem. Mamy czytać Stary Testament w świetle Nowego. Jezus jest dla nas najwyższym kryterium rozeznania.
Rozpoznanie w człowieku inaczej wierzącym, niewierzącym tego, co dobre jest jakimś pierwszym ważnym krokiem, by budować mosty, by rozmawiać ze sobą. Opiera się to na uznaniu tajemnicy Stworzenia i Wcielenia. Ale oczywiście to nie koniec drogi.
Bractwo św. Piusa X takie próby budowania mostów uważa za atak na świętą wiarę katolicką. Tak Kościół działał przez wieki Niewiele było rozmów z inaczej wiedzącymi czy myślącymi. To Jan Paweł II wykonał wiele ważnych kroków, które do dzisiaj budzą sprzeciw, są nierozumiane, Ale jest to sprzeciw głównie wobec Stworzenia i Wcielenia.
Obraz główny został wygenerowany przez AI










